Londyńskie City boi się liberałów
Uważana za outsidera brytyjskiej polityki partia Liberalnych Demokratów wyrasta w sondażach na faworyta majowych wyborów parlamentarnych. Ich wejścia do rządu najbardziej boi się potężne londyńskie City.
Jeszcze do niedawna wydawało się, że Liberalni Demokraci (Lib Dem) będą tłem dla zażartej walki między rządzącymi od 13 lat laburzystami Gordona Browna a nawołującymi do nowego otwarcia konserwatystami Davida Camerona.
Niespodziewanie coraz więcej Brytyjczyków deklaruje, że skoro obie tradycyjne partie różni już tak niewiele, więc dlaczego nie zagłosować na... kogoś trzeciego. W ostatnim tygodniu, w zależności od sondażu, Lib Dem mogą liczyć na poparcie rzędu 30 - 34 proc., co daje im drugie, a czasem nawet pierwsze miejsce w stawce.
Niesamowity finisz Liberalnych Demokratów sprawia, że Brytyjczycy z coraz większym zainteresowaniem przysłuchują się pomysłom na wyprowadzenie Wielkiej Brytanii z kryzysu gospodarczego, które lansuje nazywany mieszanką Obamy i Churchilla dynamiczny Nick Clegg i jego doświadczony doradca do spraw gospodarczych Vince Cable. A pomysły są radykalne. - Problemem tego kraju jest nadmierna centralizacja życia gospodarczego. Chcemy dokonać totalnej przebudowy - ogłosili we wtorek, przedstawiając ekonomiczny manifest swojej partii. W brytyjskich warunkach taka zapowiedź może oznaczać jedno: wypowiedzenie wojny potężnemu centrum finansowo-bankowemu w londyńskim City.
Liberalni Demokraci chcą zacząć od powołania sieci regionalnych giełd w takich miastach jak np. Glasgow czy Liverpool. - W ten sposób rozbijemy monopol Londynu i otworzymy drogę do rynków kapitałowych mniejszym działającym na zdrowszych zasadach firmom - zapowiada Clegg.
Planowane jest też rozbicie banków na te świadczące klasyczne usługi oszczędnościowe oraz na banki inwestycyjne, by nie ryzykować już pieniędzy drobnych ciułaczy w ryzykownych operacjach. Zdaniem Liberalnych Demokratów do czasu pełnego spłacenia przez City przyznanych jesienią 2008 państwowych pożyczek, brytyjskie banki też powinny płacić 10-proc. podatek obrotowy. Dwa z pozostających na garnuszku państwa giganty: Royal Bank of Scotland i Lloyds Banking Group, mają według pomysłów Clegga i Cable’a otrzymać ustawowy nakaz pożyczania pieniędzy brytyjskiemu biznesowi. W filozofii Lib Dem nie ma miejsca na wyższe niż 2,5 tys. funtów gotówkowe premie dla bankierów.
Te pomysły wzbudziły już pierwszą falę krytyki. - Trzeba pochwalić Liberalnych Demokratów za to, że wyszli z tak szczegółowym planem reform City, czego nie zrobili ani torysi, ani laburzyści. W szczegółach ich propozycje mogą okazać się mało efektywne, a w wielu miejscach nawet szkodliwe - mówi nam Brian Bell z LSE, autor najświeższego raportu na temat planów Lib Dem. Krytyki należy spodziewać się w najbliższych dniach również ze strony samych banków.
@RY1@i02/2010/078/i02.2010.078.000.013a.001.jpg@RY2@
Liberalni Demokraci rosną w siłę
@RY1@i02/2010/078/i02.2010.078.000.013a.002.jpg@RY2@
Fot. PAP/EPA
Szef Liberalnych Demokratów Nick Clegg (z lewej) zapowiada stworzenie sieci regionalnych giełd
Rafał Woś
rafal.wos@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu