Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Opuszczając Greków, Niemcy sami sobie szkodzą

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

W ostatnim tygodniu w rządzie toczył się w tej sprawie ostry spór. W końcu Schaeuble musiał się wycofać rakiem. Jego pomysł - jeśli w ogóle kiedykolwiek się urzeczywistni - to tylko w długim okresie. Przy rozwiązaniu problemów Grecji w niczym nie pomoże.

Merkel jest politykiem o wiele bardziej populistycznym od swojego ministra. Patrzy przede wszystkim na to, czego chcą Niemcy. A oni uważają, że skoro w ostatnich latach sami zaciskali pasa, to nie ma powodu, aby teraz ktoś inny tego uniknął - i przetrwał kryzys na niemieckim garnuszku.

Kanclerz ma nadzieję, że dzięki temu poprawi swoje notowania przed majowymi wyborami regionalnymi, w których stawką jest utrzymanie większości w izbie wyższej parlamentu, Bundesracie. To jednak błędne założenie, bo problem Grecji i tak będzie musiał być rozwiązany przed wyborami. W tej debacie to Schaeuble ma rację. Niemcy i Grecja są częścią jednego rynku. Jeśli jeden kraj ma kłopoty, to drugi nie może udawać, że nic się nie dzieje, bo cała Wspólnota się załamie.

Niemiecki rząd zabrnął chyba w ślepy zaułek. Uparcie twierdzi, że nie ma nic wspólnego z sytuacją, w jakiej znajduje się Grecja - i dlatego Grecy teraz sami powinni się ratować. Ale to nie jest prawda. Przez ostatnie 10 - 15 lat kolejne niemieckie gabinety robiły wszystko, aby obniżyć koszty pracy. Wzrost pensji był u nas najniższy ze wszystkich państw strefy euro. To - obok szybkiego wzrostu wydajności - stało się główną przyczyną, dla której niemieckie firmy stały się niezwykle konkurencyjne. Mamy teraz rekordowe nadwyżki eksportowe. Ale ta strategia postawiła naszych partnerów, w tym Grecję, pod ścianą. Nie są w stanie niczego sprzedawać, nie mają dochodów, a my przez to tracimy klientów. To jest sytuacja nie do utrzymania.

Jeśli MFW jest rozsądny, to nie posunie się do tego. To bowiem wpędziłoby Grecję w głęboką recesję, doprowadziło do masowych protestów. Dlatego mam nadzieję, że Fundusz będzie się domagał uzdrowienia finansów Grecji w długim okresie, a nie krótkim. Jednak i tak pomoc MFW oznaczałaby ogromną porażkę dla całej Unii, cofnęłaby integrację o wiele lat. Okazałoby się, że w trudnej sytuacji instytucje unijne i tysiące urzędników tak naprawdę na niewiele się zdają - w końcu i tak trzeba sięgać po pomoc zewnętrznej organizacji.

To mocne słowa, ale tylko słowa. Na wyrzuceniu Greków ze strefy euro same Niemcy straciłyby bardzo dużo. Grecja natychmiast stałaby się niewypłacalna, a przecież niemieckie banki mają dużą część greckiego długu. Grecy od razu bardzo mocno zdewaluowaliby także przywróconą do życia drachmę. A to bardzo zaszkodziłoby niemieckiemu eksportowi. Natychmiast ruszyłaby także fala spekulacji na rynkach finansowych, który kraj ogłosi bankructwo jako następny: Hiszpania, Portugalia a może Irlandia. Taką falę paniki Niemcom trudno byłoby powstrzymać.

Jestem o tym przekonany. Jej twarde słowa mają umocnić wyjściową pozycję negocjacyjną Niemiec przed szczytem. Kanclerz wie, że Niemcy pokryją większość wydatków wynikających z planu ratunkowego dla Grecji. I chce, żeby kwota ta była jak najmniejsza.

@RY1@i02/2010/057/i02.2010.057.000.009b.001.jpg@RY2@

Fot. Mat. prasowe

Gustav Horn, dyrektor Instytutu Polityki Makroekonomicznej (IMK) w Duesseldorfie

, dyrektor Instytutu Polityki Makroekonomicznej (IMK) w Duesseldorfie

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.