Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Ukraina nas nie zaskoczy

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Co oznacza dla polskiej polityki zagranicznej wybór Wiktora Janukowycza na prezydenta Ukrainy? Odpowiadają polscy obserwatorzy wyborów - europosłowie Marek Siwiec i Paweł Kowal

Trzeba respektować wybór Ukraińców i skończyć z jawnym demonstrowaniem swoich osobistych sympatii politycznych. Przez pięć lat obracaliśmy się w kręgu tych sympatii. I co? I okazało się, że ci, których nosiliśmy na rękach, nie sprostali swojej misji, przegrywają. Myślę tu oczywiście o Julii Tymoszenko i Wiktorze Juszczence.

Pomarańczowa rewolucja wypaliła się wtedy, gdy Tymoszenko i Juszczenko skoczyli sobie do oczu. To bezdyskusyjne i nie ma nad czym płakać. Ale przestrzegałbym przed taką samospełniającą się przepowiednią, że oto oceniamy Wiktora Janukowycza jako prorosyjskiego, boczymy się na niego. Bo w efekcie on taki będzie się stawał. Nie wpychałbym go na siłę w objęcia Moskwy, tylko bardzo uważnie przyglądał się jego pierwszym decyzjom.

Nie znam jakiegokolwiek doniesienia o nieprawidłowościach na skalę, która mogłaby wpłynąć na ostateczny wynik.

Wierzę w dojrzałość pani premier. Skoro wzięła udział w wyborach i poddała się całej procedurze, to musi uznać ich rezultaty. Zresztą na Ukrainie nie ma dziś nastroju do buntu. Nie ma takiej sprawy, która wygnałaby milion ludzi na Majdan po raz kolejny.

Spluralizowały się media. Do wyboru, do koloru - można dziś na Ukrainie przeczytać czy obejrzeć, co się chce. Nie ma też zaangażowania instytucji państwowych w fałszowanie wyborów. Powiedzmy sobie szczerze: jedyna osoba, która mogłaby coś takiego zorganizować, prezydent Juszczenko, jest już w politycznej odstawce. I trzecia rzecz - nie ma dziś represji politycznych. Wymiar sprawiedliwości nie działa w celu zwalczania poglądów politycznych. Nikt w ostatnim czasie nie został ze względu na nie aresztowany. To są wszystko instytucjonalne różnice. Jest i mentalna. Ukraińcy zasmakowali wolności. To dlatego poszli głosować.

Nie da się ukryć, że Ukraina jest podzielona pół na pół. Ale to nie jest nasz problem, tylko ukraińskiej klasy politycznej. Bo ta potrafi przemawiać tylko do swoich. Nie jest przyzwyczajona do budowania porozumienia. Wybory utrwaliły te podziały. Wielkim wyzwaniem nowego prezydenta powinno więc być zasypanie przepaści dzielącej Ukraińców. Bo nie można być prezydentem połowy Ukrainy.

Janukowycz wypowiada się o Unii Europejskiej bardzo sceptycznie. I ma rację, mówiąc, że Wspólnota nie ma dziś dla Ukrainy realnej oferty. Ale niezależnie od tego nie możemy przestać wspierać prozachodniego nurtu u naszego sąsiada. To wielkie wyzwanie dla nas, które powinno realizować się w Warszawie. Powinniśmy teraz jak najszybciej skonsolidować naszą politykę względem Ukrainy. Nie może być ona niewolnikiem personalnych preferencji, nie można się obrażać na Janukowycza. A, co równie ważne, musimy tę polską politykę promować w Brukseli. Bo w Europie, delikatnie mówiąc, panuje w tej sprawie stagnacja. I jakikolwiek negatywny sygnał z Ukrainy jest wodą na młyn dla przeciwników integracji Ukrainy z UE. Polska po tych wyborach musi Ukrainie dużo proponować.

Zadrą jest cała polityka wizowa. I praktyka związana z wydawaniem i oczekiwaniem na nie. To trzeba zmienić. Poza tym trzeba wydawać swoje i europejskie pieniądze na fundusze edukacyjne, na wymianę młodzieży, wspieranie współpracy samorządów. Ukraińcy muszą widzieć, że Zachód jest otwarty, atrakcyjny. A jeśli będzie wyglądał jak okno wystawowe w zamkniętym sklepie, to nigdy nie podziała pozytywnie na wyobraźnię.

@RY1@i02/2010/027/i02.2010.027.000.0012.001.jpg@RY2@

Fot. Michał Rozbicki

Marek Siwiec, członek delegacji obserwatorów Parlamentu Europejskiego na ukraińskie wybory prezydenckie

, członek delegacji obserwatorów Parlamentu Europejskiego na ukraińskie wybory prezydenckie

@RY1@i02/2010/027/i02.2010.027.000.0012.002.jpg@RY2@

Fot AFP

Wiktor Janukowycz podczas kampanii wyborczej na Zaporożu, zima 2009 r.

Jeśli potwierdzą się wyniki wyborów, które nie są jeszcze pełne, okaże się, że to Janukowycz zerwał owoc pomarańczowej rewolucji, bo został wybrany w wolnych wyborach. Myślę, że polityka, jaką będzie prowadzić Janukowycz, będzie podobna do tej z czasów jego premierostwa.

Jednak zawsze unikał szumnych demonstracji czy wielkich słów. Dobrze byłoby, gdyby swoją pierwszą wizytę zagraniczną Janukowycz złożył w Brukseli. Byłby to czytelny sygnał, że międzynarodowa droga Ukrainy się nie zmienia. W Polsce kiedyś była podobna sytuacja: w 1993 r. wybory wygrali postkomuniści, w 1995 r. prezydentem został Aleksander Kwaśniewski. Oczywiście nie chcę porównywać tych przywódców. Historia ta uczy, że politycy się zmieniają, nabierają doświadczenia i czasami zaskakują. Teraz mimo że dla Janukowycza pierwszym celem będzie polepszenie relacji z Rosją, może on zaskoczyć tych, którzy spodziewają się osłabienia relacji z Unią. Na pewno polityka Janukowycza będzie bardzo pragmatyczna.

Na zaśnieżonej, mroźnej Ukrainie poszło do urn 70 proc. uprawnionych do głosowania. Jest to frekwencja, o której mogłyby pomarzyć inne państwa z naszej części Europy. Weźmy pod uwagę, że mówimy o kraju, w którym przez 70 lat był komunizm, w którym był totalitaryzm. Ukraina cały czas się zmaga, by nie być rosyjską strefą wpływów. Dziś szczęściem Ukrainy jest to, że odbyły się wolne wybory. Dlatego na politykach ukraińskich, nie tylko Janukowyczu, ale też Julii Tymoszenko, ciąży zobowiązanie, żeby nie zmarnowali zaangażowania tych wszystkich ludzi.

Politycy z otoczenia Janukowycza zapewniają, że relacje z Polską będą bardziej pragmatyczne, konkretne, a w rezultacie nawet bardziej efektywne niż dotychczas. Oczywiście czas pokaże, jak te relacje polsko-ukraińskie będą wyglądały. Będzie w nich może mniej emocji, do których przywykliśmy po pomarańczowej rewolucji. Na pewno będzie w nich brakowało, przynajmniej w początkowej fazie, elementu wspólnego rozumienia problemów międzynarodowych. A takie wspólne rozumienie było obecne w relacjach Kwaśniewskiego i Kaczyńskiego z Juszczenką.

Trudno powiedzieć. Mam wrażenie, że chodzi o to, iź będzie mniej emocji, mniej gestów, jakichś deklaracji, oficjalnego celebrowania naszych relacji. Ale moi rozmówcy przekonywali mnie, że ta współpraca będzie konkretna, oparta na gospodarce, na współpracy ekonomicznej. Odbieram to jako deklarację dobrej woli. O konkretach na tym etapie trudno przecież mówić.

Bardzo często osobiste dobre relacje przywódców pomagają. Ale najważniejsze są dobre relacje między społeczeństwami. Jeśli do tego dołożymy jeszcze próbę przełamania wszystkich problemów związanych ze wspólną historią, myślę, że będzie nas to prowadziło do dobrych rezultatów.

Oczywiście. Na scenie ukraińskiej nie pojawił się przecież nikt nowy. I Tymoszenko, i Janukowycz są politykami dla nas znanymi. Z polskiego punktu widzenia nie dzieje się dzisiaj nic, co zwiastowałoby jakąś rewolucję.

Nie ma tu miejsca na emocje. Jest miejsce na rachunek i zastanowienie się nad polskim interesem. Trzeba uszanować wybór Ukraińców. Julia Tymoszenko uzyskała bardzo dobry wynik. Świadczy to o tym, że zostaje stałym elementem ukraińskiej polityki. Jest najbardziej znaną kobietą politykiem w Europie i w tej czy innej roli, niezależnie, czy będzie premierem, szefem opozycji, czy w przyszłości prezydentem, na pewno możemy liczyć na jej współpracę. Ona nie powiedziała ostatniego słowa.

Jeśli Polska nie zgłosi najdalej idących postulatów, to kto to za nas zrobi? Nikt na forum europejskim za Polskę tego nie powie. A oczywistym naszym interesem jest, by Ukraina znalazła się w UE.

Pomarańczowa rewolucja to nie była dzika rewolta, ale akt społecznego niezadowolenia wobec fałszowania wyborów i nacisku obcego państwa na ich uznanie. Dzisiaj sytuacja jest inna.

To trzeba je wszystkie sprawdzić. I ocenić, czy one wpłynęły na wynik wyborów. Bo jednak różnica między Tymoszenko a Janukowyczem ciągle wynosi około 500 tys. głosów. A to nie jest mało.

@RY1@i02/2010/027/i02.2010.027.000.0012.003.jpg@RY2@

Fot Michał Rozbicki

Paweł Kowal, europoseł PiS, szef delegacji obserwatorów PE na ukraińskie wybory prezydenckie

, europoseł PiS, szef delegacji obserwatorów PE na ukraińskie wybory prezydenckie

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.