Klub stworzony na światowy kryzys
Powstanie G20 było krzykiem rozpaczy najbogatszych krajów Europy Zachodniej i USA.
Wraz z wybuchem w ubiegłym roku kryzysu gospodarczego rządy w Waszyngtonie, Berlinie, Paryżu i Londynie zdały sobie sprawę, że strategicznych dla światowych finansów decyzji nie da się już skutecznie podejmować bez udziału wschodzących gospodarek Chin, Indii czy Brazylii.
- Dostosowujemy globalny system finansowy do wyzwań XXI wieku - mówił w listopadzie 2008 roku, otwierając pierwszy szczyt G20 w Waszyngtonie, ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych George W. Bush. - To nowe Bretton Woods - dodawali zgodnie kanclerz Niemiec Angela Merkel oraz premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown i prezydent Francji Nicolas Sarkozy, porównując znaczenie nowego forum do konferencji z 1944 roku, na której powołano funkcjonujący do dziś system międzynarodowych instytucji finansowych (m.in. Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Bank Światowy).
Jesienią 2009 roku na szczycie w Pittsburghu Europa oraz Stany Zjednoczone ostatecznie uznały G20 za najważniejsze nieformalne forum gospodarcze świata, które zastąpi spełniające dotąd tę rolę G8 (siedem najbogatszych państw świata plus Rosja).
Eksperci od dawna wskazywali, że nie ma innego wyjścia. Wprawdzie państwa G8 reprezentowały ok. 60 proc. światowego PKB, to jednak biorąc pod uwagę liczbę ludności (ok. 14 proc.), brak im było niezbędnej legitymacji do przemawiania w imieniu całego globu. Reszty dokonał kryzys, który unaocznił m.in., że żadna próba regulacji globalnych przepływów finansowych nie ma sensu bez Chin, największego dziś światowego wierzyciela i posiadacza olbrzymich rezerw złota i walut obcych. W tym kontekście G20, grupujące kraje dysponujące 80 proc. światowego PKB i zamieszkiwane przez dwie trzecie ludności globu, wydaje się bardziej sensownym rozwiązaniem.
Nie obyło się oczywiście bez wątpliwości, kto ma uczestniczyć w pracach nowego gremium. Poza nim znalazło się bowiem wiele krajów, które według MFW są w czołówce globalnego PKB (m.in. Holandia, Hiszpania czy Polska). Jesienią ubiegłego roku szef dyplomacji Szwecji, sprawującej wówczas unijną prezydencję, Carl Bildt proponował na łamach Dziennika Gazety Prawnej wystawienie przez Polskę oraz kraje skandynawskie wspólnego przedstawicielstwa reprezentującego w tym gronie interesy naszej części Europy.
Mimo szumnych zapowiedzi jak dotąd efekty pracy grupy G20 są dość skromne. Jedynymi konkretami są przyjęta podczas szczytu w Londynie wiosną ubiegłego roku deklaracja ściślejszej kontroli międzynarodowych przepływów finansowych i obietnica przeznaczenia dodatkowych sum na pożyczki dla walczących ze skutkami kryzysu państw.
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu