Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Miękki kolonializm ocali Trzeci Świat

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Na Karaibach, w Azji i Afryce muszą powstać kontrolowane przez Zachód metropolie, które staną się nowymi centrami cywilizacyjnymi Południa. To jedyny sposób, by pomoc rozwojowa nie była marnowana - uważa amerykański ekonomista

Upadek rządu w Somalii, rozkwit Al-Kaidy w Jemenie, brak pomysłu na Afganistan, trzęsienie ziemi na Haiti - ostatnie miesiące to prawdziwy renesans państw upadłych, które balansują na skraju przetrwania. Dzieje się tak pomimo liczonej w setkach miliardów dolarów pomocy rozwojowej, która płynie co roku do Trzeciego Świata.

Wczoraj o państwach upadłych rozmawiali w Brukseli szefowie dyplomacji Unii Europejskiej. Zdaniem ekspertów Zachód, aby być skutecznym w swojej polityce pomocowej, musi na nowo przemyśleć filozofię wobec najuboższych regionów świata. Część analityków wręcz proponuje USA i Europie powrót do form miękkiego kolonializmu.

Marnowanie miliardów

"Pomoc rozwojowa to idealny sposób transferowania pieniędzy z kieszeni biednych podatników z bogatych krajów na konta bogaczy z biednych regionów świata" - pisał zmarły kilka lat temu brytyjski znawca mechanizmów pomocy rozwojowej baron Peter Thomas Bauer. Nie on jeden sceptycznie odnosił się do możliwości efektywnego ulokowania i wykorzystania ogromnych sum, które od początku lat 70. płyną w różnej formie z USA czy Europy do krajów Trzeciego Świata. Według badającego te przepływy holenderskiego analityka Gerberta van der Aa do celu na pewno trafia ledwie jedna trzecia pieniędzy przeznaczonych na pomoc. Do podobnych wniosków doszli Abhijit Benerjee i Ruimin He z Massachusetts Institute of Technology. W zależności od kraju suma wahająca się między 30 a 60 proc. jest ich zdaniem marnowana: w ekstremalnych wypadkach trafia na prywatne konta rządzących. Najczęściej rozpływa się na niższym szczeblu z powodu nieefektywności i korupcji lub wraca do kraju darczyńcy w formie kontraktów przydzielanych np. operującym na miejscu zachodnim firmom budowlanym.

Dane te trudno zweryfikować, bo ani rządy państw zachodnich, ani żyjące z pomocy organizacje pozarządowe nie są zainteresowane podkreślaniem własnych porażek. Kłopoty z właściwym zaadresowaniem pomocy rozwojowej lepiej obrazują przykłady, choćby fiasko finansowanego przez Bank Światowy Chad Export Project, który zakładał dostarczenie biednej afrykańskiej republice środków potrzebnych na uruchomienie trzech pól naftowych. Przedsięwzięcie szybko zaczęło przynosić zyski rzędu 6 mln dol. w skali roku, które rząd Czadu zaczął inwestować w... zbrojenia. W związku z tym w 2008 r. Bank Światowy wycofał się z projektu.

Budujmy wydzielone miasta

- Nie ma sensu dalej się oszukiwać. Czas szukać nowych rozwiązań w walce z biedą i przeludnieniem w krajach Trzeciego Świata - uważa Paul Romer, ekonomista z Uniwersytetu Stanforda, od lat wymieniany w gronie murowanych kandydatów do ekonomicznego Nobla. Pomysł Romera jest prosty i rewolucyjny zarazem. - Zamiast wydawać setki miliardów dolarów na pomoc rozwojową, najważniejsi zachodni donatorzy powinni odkupić od rządów państw biednego Południa część słabo zaludnionych terenów i na miejscu wznieść nowe eksterytorialne metropolie, które będą się rządziły według sprawdzonych na Zachodzie reguł: wysyłając na miejsce własną kadrę urzędniczą, siły policyjno-wojskowe oraz aparat sądowniczy - przekonuje Romer.

Amerykański ekonomista przyznaje, że inspiracją dla jego koncepcji tzw. charter cities jest Hongkong, który pod brytyjską władzą kolonialną stał się centrum finansowo-handlowym Azji Południowo-Wschodniej. Co więcej, funkcjonującym tak dobrze, że Pekin nawet po przekazaniu władzy nad miastem w ręce Chińczyków nie próbuje w znaczący sposób integrować w hongkońskie życie gospodarcze, zgodnie z hasłem "jeden kraj, dwa systemy".

Zacznijmy w Guantanamo

Według Romera pierwsze charter cities można zacząć budować od zaraz. - Idealnym miejscem jest choćby amerykańska baza w kubańskim Guantanamo, której terytorium podlega przecież Stanom Zjednoczonym. Aby uniknąć oskarżeń o neokolonializm, formalny zarząd nad terytorium należałoby przekazać... Kanadzie, która znajduje się w czołówce państw świadczących pomoc rozwojową dla krajów Trzeciego Świata, a jednocześnie trudno posądzić ją o imperialne zapędy - uważa Romer. Według jego obliczeń w zbudowanym w ten sposób centrum przemysłowym pracę mogłoby znaleźć 10 mln mieszkańców regionu Karaibów, również ze zniszczonego przez niedawne trzęsienie ziemi Haiti.

Kolejne metropolie przyszłości powinny zdaniem Amerykanina wyrosnąć w Indonezji (pod auspicjami państwa australijskiego) oraz w Indiach, gdzie władza powinna być sprawowana przez instytucje międzynarodowe.

Pomysł już zdążył wywołać kontrowersje. Na początku stycznia prestiżowy Harvard Business R eview nazwał charter cities jednym z dziesięciu najbardziej inspirujących pomysłów 2010 r. Z drugiej strony na głowę Paula Romera posypało się również wiele gromów. - To czyste polityczne science fiction, które na dodatek łamie fundamentalne normy prawa międzynarodowego. Mieszkańcy takich miast nie byliby przecież kompletnie pozbawieni możliwości wybierania swoich władz. Jak to pogodzić z demokratycznymi wartościami, w które wierzy przecież rozwinięty Zachód? - mówi nam Steffen Angenendt z berlińskiej Fundacji Nauki i Polityki.

Państwa upadłe zagrażają światu

- po udaremnieniu w grudniu próby ataku na samolot lecący z Amsterdamu do Detroit okazało się, że całe połacie kraju kontroluje Al-Kaida. Powszechna bieda w położonym nad Zatoką Adeńską państwie powoduje, że organizacja działająca pod szyldem Osamy bin Ladena cieszy się realnym poparciem lokalnej ludności w przeciwieństwie do administrującego stolicą rządu w Sanie.

- rebelia talibska w południowym i północnym Wazyrystanie oraz w Północno-Zachodniej Prowincji Granicznej zagraża władzom w Islamabadzie. Jej rozlewanie się na Pendżab wywołało obawy w USA o bezpieczeństwo pakistańskich arsenałów nuklearnych.

- już przed trzęsieniem ziemi państwo należało do grona najbiedniejszych i najgorzej zarządzanych na świecie. Kraj zajmuje obecnie 153. miejsce na 177 możliwych w prowadzonym przez Organizację Narodów Zjednoczonych wskaźniku rozwoju państw świata. Ok. 80 proc. społeczeństwa żyje w skrajnej biedzie.

- północna część kraju w 1991 r. ogłosiła niezależność jako Somaliland, obecnie kraj jest w stanie rozpadu. W 2009 r. Somalia zajęła 1. miejsce (drugi rok z rzędu) w rankingu państw o najtrudniejszych warunkach do życia. Rząd tymczasowy kontroluje jedynie centralną część kraju. Do przejęcia władzy aspiruje sprzyjająca afrykańskiej Al-Kaidzie Unia Trybunałów Islamskich. Wybrzeże Somalii kontrolują piraci regularnie atakujący przepływające przez Zatokę Adeńską statki handlowe.

@RY1@i02/2010/017/i02.2010.017.000.0008.001.jpg@RY2@

Na pomoc humanitarną dla Haiti USA, ONZ i UE uruchomiły dotąd ponad 200 mln dol.

Fot. U.S. Air Force

Rafał Woś

rafal.wos@infor.pl

współpraca mk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.