Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Barack Obama rozlicza amerykańskich agentów

Ten tekst przeczytasz w 17 minut

Przed wczorajszym spotkaniem prezydenta USA z szefami służb specjalnych opublikowano raporty, które wytykają błędy rządowym agencjom. Analitycy i byli oficerowie służb wywiadowczych komentują w DGP zarzuty pod adresem CIA

Po nieudanym zamachu na samolot lecący z Amsterdamu do Detroit i uderzeniu w bazę CIA w afgańskim Choście Barack Obama zamierza zmienić system zapobiegania atakom terrorystycznym. Wczoraj prezydent USA miał się spotkać w tej sprawie z szefami amerykańskich agencji wywiadowczych.

Jeszcze przed spotkaniem ujawniono kompromitujące wywiad szczegóły zamachu w Choście i raport Center for New American Security (CNAS), którego konkluzja jest jednoznaczna: służby specjalne USA niewiele wiedzą o sytuacji w Afganistanie. O lukach w amerykańskim systemie bezpieczeństwa pisze również w opublikowanej wczoraj analizie renomowany amerykański ośrodek Stratfor.

Zanim swój raport opublikował CNAS, do mediów przeciekły informacje odkrywające kulisy zamachu na bazę Chapman w Choście. Okazuje się, że do placówki CIA wdarł się podwójny agent, który przekonywał, że ma informacje na temat ważnej osoby z otoczenia Osamy bin Ladena. Był nim Jordańczyk, 36-letni lekarz Humam Abu-Mulal al-Balawi. Agent podczas rozmowy z oficerami CIA odpalił ładunek i zabił ośmiu pracowników Langley.

Jeszcze bardziej miażdżąca jest krytyka zawarta w raporcie Center for New American Security. Jego autor amerykański generał Michael Flynn nie ma złudzeń: "oficerowie wywiadu i analitycy mogą tylko wzruszyć ramionami w odpowiedzi na pytania zadawane przez osoby podejmujące decyzje na najwyższym szczeblu". Dalsze konkluzje są równie bolesne dla CIA: "(agenci - red.) mają mgliste pojęcie o tym, kto posiada rzeczywistą władzę (w Afganistanie - red.) i w jaki sposób można wpłynąć na takie osoby (...) i nie potrafią nawiązać kontaktów z ludźmi, którzy mogliby znaleźć odpowiedzi na te pytania".

Równie krytyczny jest amerykański Stratfor. Ośrodek, w którym analitykami są w większości byli pracownicy służb, stawia tezę, że USA nie radzą sobie z tzw. low level terrorism. Do tej pory Waszyngton koncentrował się na zapobieganiu zdobycia przez ekstremistów broni masowego rażenia i przejęcia władzy, w którymś z krajów islamskich np. w Jordanii czy Arabii Saudyjskiej.

Tymczasem nie wykorzystywał wiedzy na temat zagrożeń, takich jak grudniowa próba ataku na samolot lecący do Dietroit czy listopadowa strzelanina w amerykańskim Fort Hood, gdzie major Nidal Malik Hasan, muzułmanin palestyńskiego pochodzenia, zabił 13 osób. W obydwu przypadkach agencje miały informacje wskazujące na zagrożenie (ojciec Umara Faruka Abdulmutallaba doniósł na syna ambasadzie USA w Nigerii, a w przypadku Malika Hasana FBI wiedziało o radykalizacji jego nastrojów). Nie wykorzystano ich jednak we właściwy sposób.

Historyczne porażki wywiadu USA

choć Waszyngton spodziewał się ataku sił cesarskich, to do ostatnich chwil urzędnicy w Białym Domu byli przekonani, że jego celem będą bazy USA na Filipinach, które umożliwiały kontrolę południowoazjatyckich szlaków morskich. Wywiad zapewniał też, że Tokio nie byłoby w stanie przeprowadzić więcej niż jednej dużej operacji morskiej w tym samym czasie.

od chwili, kiedy w 1959 r. objął on władzę na Kubie. Wśród nich były zarówno próby zatrucia jedzenia lub cygar wodza kubańskiej rewolucji, jak i podsyłania mu ponętnych zabójczyń. Jakimś cudem 83-letni dziś Fidel cieszy się całkiem dobrym jak na swój wiek zdrowiem.

, szef delegatury Agencji w tym regionie Kenneth Haas oraz wszyscy jej pracownicy zginęli 18 kwietnia 1983 r. w zamachu przeprowadzonym przez bojowników milicji szyickich, z których później powstał Hezbollah, na amerykańską ambasadę w Bejrucie. Jak twierdzą historycy wywiadu, Amerykanie przez kilka kolejnych lat nie potrafili odbudować swojej siatki wywiadowczej w tym newralgicznym regionie. Niektórzy twierdzą, że nie udało się tego zrobić do dziś.

CIA lekceważyła zagrożenie, jakie stworzyli islamscy radykałowie, do końca 2001 r. Agencji brakowało nawet tłumaczy z języka arabskiego. Z kolei FBI zostawiła przebywającym w Ameryce radykałom muzułmańskim praktycznie wolną rękę w głoszeniu swoich poglądów i werbowaniu sympatyków. Pasmo porażek po 11 września zamyka nieudane, ponad ośmioletnie polowanie na Osamę bin Ladena.

@RY1@i02/2010/003/i02.2010.003.000.0010.001.jpg@RY2@

Prezydent Barack Obama i szef CIA Leon Panetta w centrali wywiadu USA w Langley

AP

Zbigniew Parafianowicz

zbigniew.parafianowicz@infor.pl

OPINIE

@RY1@i02/2010/003/i02.2010.003.000.0010.002.jpg@RY2@

Efraim Kam, były oficer Amanu

Materiały prasowe

Efraim Kam*

były oficer Amanu

Pochopna krytyka Amerykanów może być nieuzasadniona. Nie jest łatwo znaleźć wiarygodnego informatora. A ci, którzy deklarują chęć współpracy, często prowadzą swoją grę i są podwójnymi agentami. Nie chcę oskarżać Amerykanów o to, co wydarzyło się w Choście czy też w samolocie lecącym z Amsterdamu do Detroit. Choć przyznam, że nadmierna wiara w to, co przynoszą ludzie zwerbowani pośrednio, czyli np. służby specjalne zaprzyjaźnionego państwa, jest nieuzasadniona. Amerykanie darzą zbyt dużym zaufaniem służby jordańskie, afgańskie czy też irackie. Ale i w tym wypadku jestem daleki od jednoznacznej krytyki. Rozpracowywanie Al-Kaidy nie należy do prostych zajęć. Jej członkowie dobrze się ze sobą znają, a dowództwo jest płynne. Inwigilowanie takiej struktury jest niezwykle trudne.

jest byłym pułkownikiem izraelskiego wywiadu wojskowego Aman

@RY1@i02/2010/003/i02.2010.003.000.0010.003.jpg@RY2@

Robert Awers, były oficer CIA

Materiały prasowe

Robert Ayers*

były oficer CIA

Amerykański wywiad działa dobrze. Składa się z wielu agencji, które niezależnie od siebie zbierają informacje i analizują je. To, że ze sobą nie współpracują i nie wszystkim się dzielą, nie jest luką w systemie, bo został on tak skonstruowany, by zapewnić decydentom możliwie pełny ogląd sytuacji. Amerykański wywiad opiera się na informacjach uzyskanych od agentury i bliska współpraca z wywiadami innych państw, w tym np. afgańskim, to podstawa. Nie wydaje mi się, by było możliwe lepsze skoordynowanie współpracy z zagranicznymi agencjami i uzyskiwanie od nich większej ilości informacji. Tak naprawdę problemem amerykańskiego wywiadu nie jest brak informacji, ale ich nadmiar. A błędy wynikają z mylnej oceny analityków, którzy są tylko ludźmi. To nie znaczy, że cały system jest zły. Jeśli zaś chodzi o terrorystę, który zabił siedmiu agentów CIA w bazie w Choście: w procesie rekrutacji przeszedł złożony proces sprawdzania. Ale zdradził. Żaden wywiad nie ma możliwości przeskanowania ludzi i sprawdzenia, co myślą. Po prostu czasem wygrywają terroryści. Nie dopadliśmy ich tym razem. Dostaniemy następnym.

jest byłym oficerem CIA i NSA i analitykiem ds. służb specjalnych

@RY1@i02/2010/003/i02.2010.003.000.0010.004.jpg@RY2@

James Carafano, ekspert Heritage Foundation

Materiały prasowe

James Carafano*

ekspert Heritage Foundation

Mamy wszystkie konieczne środki do skutecznej walki - od technologii po wiedzę i wykształcenie ludzi pracujących w poszczególnych agencjach. Paradoksalnie, ostatnie wpadki tylko to potwierdzają - wywiad miał wszelkie potrzebne informacje. Nigeryjski zamachowiec, który chciał się wysadzić w samolocie linii Delta, nie był samotnym wilkiem, który swoją bombę zbudował w garażu. W tym przypadku zabrakło nam nie informacji, lecz koordynacji i odpowiedniego przywództwa. Dokładnie taki mechanizm ujawnił się w armii w przypadku wojskowego psychiatry, który w listopadzie zastrzelił trzynastu żołnierzy w bazie Fort Hood. Źródło kłopotów tkwi w Białym Domu. Spapraliśmy to, bo prezydent dotychczas nie przywiązywał szczególnej wagi do kwestii bezpieczeństwa wewnętrznego i nie wywierał odpowiednio silnej presji, jaka zmusiłaby system licznych służb wywiadowczych do działania.

jest ekspertem ds. służb wywiadowczych waszyngtońskiej Heritage Foundation

@RY1@i02/2010/003/i02.2010.003.000.0010.005.jpg@RY2@

Oleg Niecziporienko, były pułkownik rosyjskiego wywiadu

AFP

Oleg Niecziporienko*

były pułkownik rosyjskiego wywiadu

Najważniejszym problemem służb specjalnych po 11 września jest ich działanie zgodnie z prawem Parkinsona, które mówi, że gdy urzędnik ma do wykonania określone zadanie, wykona je w możliwie najpóźniejszym terminie. Służby całego świata są strukturami biurokratycznymi.

Od momentu pojawienia się informacji do podjęcia decyzji i ukierunkowania działań mija sporo czasu. Tymczasem terroryści - jakkolwiek by to cynicznie nie zabrzmiało - są twórczy, kreatywni. Szukają luk w systemie i w ten sposób wyprzedzają działania służb. To problem globalny, któremu trudno zaradzić. Co więcej, po zamachach na WTC wiele zadań zostało skomercjalizowanych. USA już w końcu lat 90. przekazały część zadań dotyczących wojny z terrorem (m.in. bezpieczeństwo na lotniskach) sektorowi prywatnemu, który nie zawsze działa, jak powinien.

Komercjalizacja dotyczy zresztą także działań w Afganistanie. Amerykanie płacili za informacje o osobach podejrzanych o terroryzm od 3 do 25 tys. dol.

Za taką sumę na Wschodzie można człowieka sprzedać bez podstaw. W rezultacie w systemie pojawiają się luki, które prowadzą do fatalnych zdarzeń jak ostatnia historia z samolotem czy zamach na placówkę CIA.

, ekspułkownik KGB, były zastępca rezydenta sowieckiego kontrwywiadu zewnętrznego w Meksyku, ekspert ds. walki z terroryzmem

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.