Niefortunne rady przedwyborcze
Komisja Europejska zaleciła Grekom dalsze radykalne cięcie płac i oszczędności
Grecja musi trzymać się uzgodnionego z Brukselą planu oszczędnościowego. A jeśli chce powrócić na ścieżkę wzrostu gospodarczego, powinna jeszcze zliberalizować rynek pracy, w tym obniżyć pensje o 15 proc. - oświadczyła wczoraj Komisja Europejska. Zalecenia, nawet jeśli słuszne, wydane zostały w bardzo niefortunnym momencie - za nieco ponad dwa tygodnie odbędą się w Grecji wybory parlamentarne, a większość obywateli nie chce już słyszeć o dalszym zaciskaniu pasa i jest przeciwna umowie bailoutu.
- Grecja cierpi wskutek braku zdolności do wcielania w życie prawa, do zarządzania finansami publicznymi, do skutecznego pobierania podatków. Wskutek braku otwarcia gospodarki na konkurencję, nieefektywności urzędów, zbyt wysokich płac - głosi diagnoza zawarta w 41-stronicowym raporcie, który szef Komisji Europejskiej Jose Barroso miał wczoraj przedstawić eurodeputowanym.
Komisja uważa, że 380 miliardów euro, które Ateny dostały w formie pożyczek bądź zostało im darowane w ramach restrukturyzacji długów, powinno wystarczyć, by wyprowadzić kraj z kryzysu i nie trzeba będzie kolejnych bailoutów - o ile Grecja będzie przestrzegać planu oszczędnościowego. Zgodnie z nim dług publiczny tego kraju przekraczający obecnie 160 proc. PKB powinien zejść do 2020 r. poniżej 117 proc.
Oprócz ogólnych zapewnień, że "Grecy w swoich wysiłkach nie są sami", Komisja przedstawiła też nieco bardziej konkretne wskazówki. - Grecja ma wiele atutów, takich jak sektor stoczniowy, potencjał turystyczny, uniwersytety i generalnie dobrze wykształconą siłę roboczą, a także strategiczne położenie, dzięki któremu może się stać bazą energetyczną dla południowo-wschodniej Europy - głosi raport.
Ateny powinny teraz skupić się na wcielaniu w życie przyjętych na początku roku postanowień, a dalej ograniczać wydatki budżetowe, a nie podwyższać podatki. Powinni także zliberalizować gospodarkę. Wreszcie, zdaniem Komisji, aby Grecja odzyskała konkurencyjność, koszty pracy muszą w latach 2012 - 2014 spaść o 15 proc.
Argument o tym, że konieczna jest dalsza obniżka płac, będzie jednak wodą na młyn dla partii, które wzywają do odrzucenia całego planu oszczędnościowego. Trzy partie popierające obecny rząd Lukasa Papadimosa zobowiązały się, że po wyborach będą przestrzegać umowy z UE, EBC i MFW. Ale nie wiadomo, czy po 6 maja nadal będą one miały większość w parlamencie. Według sondażu opublikowanego wczoraj przez dziennik "Katimerini" do parlamentu weszłoby dziesięć partii, wobec pięciu obecnie. Największym poparciem cieszy się konserwatywna Nowa Demokracja (22,3 proc.), drugi jest socjalistyczny PASOK (17,8 proc.), choć nie wiadomo, czy wystarczy to, by miały ponad połowę miejsc. Kolejne miejsca zajmują ugrupowania - skrajnej lewicy i skrajnej prawicy - które zapowiadają, że nie zamierzają przestrzegać warunków bailoutu. A ich zerwanie oznacza bankructwo Grecji.
Za dwa tygodnie wybory, a ludzie nie chcą słyszeć o zaciskaniu pasa
@RY1@i02/2012/077/i02.2012.077.00000090c.803.jpg@RY2@
Parlament Europejski
Jose Barroso: Grecja cierpi z powodu zbyt wysokich płac
Bartłomiej Niedziński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu