Szanse dla Polski
Negocjacje budżetowe trwały od 2011 roku. Sondowano oczekiwania rządów, priorytety i gotowość do kompromisu. A nie było łatwo, bo starły się dwa obozy: klub skąpców i przyjaciele spójności
Do pierwszej grupy zaliczali się płatnicy netto z Wielką Brytanią na czele, wspieraną silnie przez m.in. Holandię, Austrię. Opowiadali się za niskim budżetem, oszczędną polityką rolną, spójności i wspieraniem co najwyżej innowacyjności oraz nauki. Prym w drugiej grupie, zrzeszającej kraje korzystające z polityki kohezyjnej, wiodła Polska. Wspierana przez Komisję Europejską chciała dostatniego budżetu i hojnej polityki spójności, która - zdaniem jej obrońców - jest szansą na wzrost gospodarczy i wyjście Unii z recesji.
Na szczycie w listopadzie 2012 prezydencji cypryjskiej nie udało się osiągnąć kompromisu. Sprawę budżetu przesunięto na luty następnego roku - do pracy intensywnie włączyła się prezydencja irlandzka i w efekcie na lutowym szczycie unijni przywódcy zgodzili się na propozycję przygotowaną przez KE. Opór brytyjski udało się przełamać obietnicą cięć w wydatkach na administrację unijną.
Weto europarlamentu
Kiedy wszyscy odetchnęli z ulgą i obwieścili swój sukces - co ciekawe, sukcesem uznały kompromis, okazało się, że jest problem. Tym problemem były wysokie ambicje polityczne Parlamentu Europejskiego. Nie chciał być jedynie instytucją, która tylko zatwierdza opracowane przez innych porozumienie. Po raz pierwszy bowiem, dzięki Traktatowi z Lizbony, wieloletnia perspektywa finansowa była podejmowana z udziałem wsparcia technicznego w negocjacjach Komisji Europejskiej i przy współdecydowaniu PE i Rady UE. Okazję do manifestacji siły świetnie wykorzystał zwłaszcza szef Europarlamentu Martin Schulz. W przeciwieństwie do swoich kilku ostatnich poprzedników, nie bał się konfrontacji z krajami członkowskimi. Wykorzystał także batalię budżetową do zwiększenia swojej własnej pozycji politycznej - jako przyszłego kandydata socjalistów na szefa Komisji Europejskiej. Schulz, podobnie jak większość europosłów, od samego początku opowiadał się za możliwie jak najwyższym budżetem. Podczas marcowej sesji plenarnej w Strasburgu eurodeputowani odrzucili wynegocjowaną na szczycie propozycję wieloletniego budżetu. Za jej przyjęciem głosowali m.in. wszyscy polscy posłowie, którzy bali się, że kombinacje przy wynegocjowanym już porozumieniu mogą sprawić, że zabawa zacznie się od nowa i w nowym rozdaniu Polska może dostać mniejsze pieniądze.
Negocjacje
PE nie ograniczył się do weta. Sformułował listę warunków, na jakich instytucja może się zgodzić na kompromis, i rozpoczął negocjacje, prowadzone głównie przez wyznaczoną grupę europosłów. Poza Schulzem rozgrywkę budżetową prowadzili dwaj inni, bardzo doświadczeni gracze: Alain Lamassoure i Elmar Brok. Lamassoure, były minister spraw europejskich Francji, obecnie przewodniczy komisji budżetowej. Brok, jeden z europarlamentarnych nestorów był m.in. szefem komisji spraw zagranicznych. Polscy europosłowie dosyć sceptycznie oceniali działalność parlamentarnych negocjatorów, którzy - ich zdaniem - bardziej grali na siebie i mierzyli zbyt wysoko. Postulaty parlamentarne sprowadzały się nie tylko do zwiększenia budżetu, ale i pozycji tejże instytucji. Kilkukrotnie przesuwano kolejne głosowanie nad wieloletnią perspektywą finansową. Nikt nie chciał ryzykować wariantu, że budżet zostałby przez PE odrzucony.
Postulaty Europarlamentu
● Najprostszy dotyczył budżetu na 2013 rok. Parlament chciał rozwiązać problem powracających corocznie niedoborów w płatnościach, które powodowały, że w latach ubiegłych Komisja nie mogła wywiązać się ze swoich zobowiązań finansowych. Państwa członkowskie zgodziły się dodać 3,9 miliarda euro do budżetu na rok 2013.
● Parlament nalegał, aby wszystkie podstawy prawne dla licznych programów UE zostały ustalone na bazie współdecydowania pomiędzy Parlamentem a Radą. Udało się spełnić ten warunek.
● Posłowie chcieli utworzenia Grupy Roboczej Wysokiego Szczebla zajmującej się "zasobami własnymi" UE w celu zreformowania porozumień dotyczących dochodów własnych Unii. Ich zdaniem obecny system pełen wyjątków, rabatów, różnych źródeł finansowania oraz zależny od budżetów narodowych stał się niemożliwy do wyjaśnienia. Państwa członkowskie zgodziły się na stworzenie takiej grupy i wkrótce rozpocznie ona swoją pracę. Nie ma jednak nadal zbyt wielu szczegółów, zatem można uznać, że ten postulat jest spełniony połowicznie.
● W porozumieniu z lipca 2013 roku Parlament zabezpieczył niektóre z priorytetów przedstawionych w mandacie negocjacyjnym, między innymi prawie całkowitą elastyczność budżetu, pozwalającą na przesuwanie niewykorzystanych środków pomiędzy okresami oraz kategoriami wydatków. Ten warunek pozwoli na utrzymanie równowagi finansowej, nawet w przypadku zmniejszających się ustawicznie budżetów rocznych.
● Kolejnym osiągnięciem Parlamentu było włączenie do porozumienia klauzuli o przeglądzie w połowie perspektywy, która nakłada na Komisję Europejską obowiązek przeglądu funkcjonowania wieloletnich ram finansowych UE (MFF) w 2016 roku, z uwzględnieniem sytuacji gospodarczej w tym okresie. Istotnym elementem przeglądu będzie próba połączenia okresu trwania MFF, wynoszącego obecnie 7 lat, z kadencją instytucji UE, wynoszącą 5 lat. Przeglądowi towarzyszyć będzie wniosek legislacyjny o rewizję budżetu. Na razie nie ma jeszcze dokładnej propozycji, kiedy następowałby ów przegląd. Ten punkt jest oceniany dosyć sceptycznie przez Polaków, którzy obawiają się, że wyniki rewizji mogłyby być wykorzystane do odebrania części dofinansowania.
Ostateczna wersja budżetu została przegłosowana na listopadowej sesji plenarnej. I był to dosłownie ostatni moment, bo gdyby do głosowania doszło po nowym roku, wówczas nie byłoby płynności w płatnościach. Wiele z programów mogłoby na tym ucierpieć. Z samej batalii politycznej najbardziej zwycięsko wyszedł Martin Schulz, który zaprezentował się jako twardy i skuteczny negocjator. To może zwiększyć jego szansę na polityczną schedę po Barroso.
Polska też wygrała
Ostatecznie w nowej perspektywie finansowej na lata 2014-2020 Polsce przyznano rekordową sumę 72,9 mld euro z polityki spójności. W listopadzie tego roku ogólną sumę przyznanych Polsce funduszy przeliczono w oparciu o wskaźnik uwzględniający prognozowany poziom inflacji, określony przez Komisję Europejską na ok. 2 proc. w skali roku. W efekcie pula dla naszego kraju wzrosła do 82,3 mld euro. Ale podniesiono ją jeszcze o kolejne 200 mln euro - do 82,5 mld euro, na wsparcie młodzieży w wieku 15-24 lata w regionach, gdzie poziom bezrobocia wśród tej grupy przekracza 25 proc.
Jak informuje Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju, w ramach programów operacyjnych do dyspozycji będziemy mieli ponad 76,8 mld euro. Zostaną przeznaczone na różnego rodzaju przedsięwzięcia, które przede wszystkim mają zwiększyć konkurencyjność i innowacyjność polskiej gospodarki, poprawę spójności społecznej i terytorialnej oraz podnoszenie sprawności i efektywności państwa. W programach Europejskiej Współpracy Terytorialnej do wykorzystania będzie ok. 700 mln euro. Dodatkowo otrzymamy środki z instrumentów oraz programów zarządzanych przez Komisję Europejską - ok. 4,1 mld euro z instrumentu Łącząc Europę, mającego na celu wsparcie projektów infrastrukturalnych w transporcie, energetyce, technologiach informatycznych, a także ok. 474,5 mln euro z Europejskiego Funduszu Pomocy Najbardziej Potrzebującym (FEAD) na programy, które zapewnią żywność dla osób najbardziej potrzebujących, odzież i inne podstawowe artykuły osobom bezdomnym oraz dzieciom w trudnej sytuacji materialnej. Korzystać będziemy również z części zarządzanej przez Komisję Europejską, ogólnej puli przeznaczonej na pomoc techniczną (ok. 287 mln euro) oraz dodatkowych funduszy na działania innowacyjne w dziedzinie zrównoważonego rozwoju obszarów miejskich (ok. 71 mln euro).
W nowej perspektywie finansowej samorządy będą zarządzały znacznie większymi budżetami niż obecnie. W latach 2007-2013 miały do dyspozycji ok. 25 proc. środków przyznanych naszemu krajowi. Od przyszłego roku mają otrzymać niemal 40 proc. z całej puli. Ale zwiększą się także ich zadania. Po pierwsze muszą wybrać swoje inteligentne specjalizacje - czyli branże, które stanowią o ich przewadze konkurencyjnej. To na ich rozwój i wsparcie firm działających w tych sektorach ma być przeznaczane gros środków z Unii. Do tego na barki samorządów zrzucona zostanie zdecydowana większość inwestycji, a także pomoc potrzebującym w regionach - osobom bezrobotnym lub zagrożonym bezrobociem, ubogim/wykluczonym społecznie lub zagrożonych ubóstwem i wykluczeniem.
Oprócz programów regionalnych, w latach 2014-2020 Polska będzie realizowała sześć krajowych programów operacyjnych, w tym jeden ponadregionalny dla województw Polski Wschodniej. Inne to Infrastruktura i Środowisko, Polska Cyfrowa, Pomoc Techniczna i dwa szczególnie ważne z punktu widzenia przedsiębiorców i osób pragnących założyć własną działalność - Inteligentny Rozwój (zastąpi obecny Innowacyjna Gospodarka) i Wiedza, Edukacja, Rozwój (zastąpi Kapitał Ludzki). Jednak, jak zapowiada MIR, nie będzie już z nich rozdawania pieniędzy.
W PO IR pomocą bezzwrotną mają być przede wszystkim finansowane prace badawczo-rozwojowe, ale już nie ich wdrożenie w przedsiębiorstwach. Chodzi o to, by Polska w końcu podskoczyła w rankingach innowacyjności. Dlatego rząd niejako chce zmusić firmy do współpracy z instytutami badawczymi i zamawiania u nich naprawdę nowoczesnych rozwiązań, produktów, technologii. Gdy w tej perspektywie finansowej przedsiębiorca mógł wziąć dotacje z UE np. na zakup produktu, usługi czy technologii już istniejącej na świecie od kilku lat.
Teoretycznie na wdrożenie tych nowoczesnych rozwiązań w nowej perspektywie dotacji nie będzie, będzie za to więcej pomocy zwrotnej, czyli preferencyjnych pożyczek i kredytów. Choć jednak rząd nie wyklucza również innych instrumentów wsparcia.
W PO WER koniec z finansowaniem firm szkoleniowych, które powstały tylko po to, by pozyskać środki z Unii - tak zapowiada MIR. Resort przygotowuje cały szereg zmian, które mają wykluczyć ze wsparcia instytucje niczego nieuczące albo niebędące w stanie dostosować szkoleń do potrzeb pracodawców. Główne zarzuty to niska jakość części szkoleń i niedostosowanie ich do potrzeb lokalnych rynków pracy - np. kształcenie kilkunastu bezrobotnych kobiet na kosmetyczki w miejscowości, w której jest się w stanie utrzymać góra dwa zakłady.
Głównym celem nowego systemu będzie nastawienie na rezultaty oraz lepsze dostosowanie programów do rzeczywistych potrzeb uczestników. System ma być maksymalnie prosty i przyjazny oraz ma zapewniać narzędzia ułatwiające podejmowanie decyzji, takie jak na przykład bony edukacyjne, promesa, refundacja kosztów usługi szkoleniowej. W tym celu tworzony jest Rejestr Usług Rozwojowych, czyli ogólnopolska baza danych o usługach i podmiotach świadczących usługi szkoleniowe. Zgromadzenie w jednym miejscu wszystkich informacji ułatwi firmom i samorządom wyszukiwanie ofert oraz zamawianie usług. Umożliwi także dokonywanie oceny jakości wsparcia oferowanego przesz firmy szkoleniowe. By trafić do rejestru, będą one musiały przejść test weryfikujący ich wiarygodność oraz potencjał do świadczenia usług. Unijne wsparcie otrzymają zatem tylko zarejestrowane firmy.
W nowej perspektywie będzie również znacznie mniej szkoleń otwartych. Choć samorządy województw będą miały jednak możliwość wskazywania priorytetów swoich polityk regionalnych, na przykład poprzez zwiększanie poziomu dofinansowania dla branż i sektorów szczególnie istotnych z punktu widzenia ich rozwoju, czy też kierowania wsparcia do grup w najtrudniejszej sytuacji na rynku pracy - osób o niskich kwalifikacjach zawodowych lub po 50. roku życia.
W szkoleniach dla bezrobotnych wsparcie kierowane będzie głównie za pośrednictwem Powiatowych Urzędów Pracy posiadających doświadczenie w aktywizacji zawodowej. Osoby bezrobotne wymagają bowiem dedykowanego, ukierunkowanego wsparcia. Jednak MIR chodzi o to, by było to wsparcie kompleksowe - łączące usługi i narzędza rynku pracy, na przykład doradztwo i szkolenia ze stażami, dotacjami czy subsydiowaniem zatrudnienia.
Elżbieta Bieńkowska, wicepremier, minister infrastruktury i rozwoju, naszej gospodarce daje 7 lat na dorównanie do najpotężniejszych gospodarek Europy.
Ostatecznie w nowej perspektywie finansowej na lata 2014-2020 Polsce przyznano rekordową sumę 82,5 mld euro na realizację polityki spójności
Dominika Ćosić
Beata Tomaszkiewicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu