Szpieg złapany, ale po co? Czyli o co chodzi Rosji
Aresztowanie w Rosji amerykańskiego dyplomaty Ryana Fogle’a to historia rodem z lat 70. Szpieg miał obiecywać za współpracę milion dolarów, a sam mieć przy sobie podczas zatrzymania peruki i ciemne okulary, w razie gdyby zaistniała konieczność kamuflażu. Widoczna amatorka pracy agenta nie może przykryć innej kwestii: po co w ogóle Moskwa zdecydowała się nagłośnić to zatrzymanie.
- Amerykanie co chwila krzyczą na cały głos: Tych złapaliśmy, tamtych złapaliśmy. A co, my gorsi? - wyrażał zdanie "prostogo, russkogo mużyka" na łamach "Komsomolskiej Prawdy" weteran sowieckiego wywiadu Michaił Lubimow, sam w latach 60. wydalony z Wielkiej Brytanii. Coś tu się jednak nie zgadza. Ujawnienie afery szpiegowskiej zgodnie z wszelkimi podręcznikami powinno być ostatecznością. Gdy kontrwywiad wpada na ślad szpiega, najpierw powinien spróbować go zwerbować na swoją stronę, ewentualnie otoczyć siatką obserwacyjną, by kontrolować jego ruchy, sprawdzić kontakty i podrzucać mylące informacje. Na miejsce wydalonego z hukiem agenta przyjdzie wszak następny, którego trzeba będzie od nowa rozpracowywać.
Tym bardziej że współpraca służb specjalnych obu państw była ostatnimi czasy wzmożona, a to ze względu na dokonany przez obywateli Rosji zamach terrorystyczny w Bostonie. Funkcjonariusze FBI gościli nawet na zaproszenie rosyjskich służb w Dagestanie, gdzie mieszka rodzina Carnajewów. Co więcej, nabierają rumieńców rozmowy na temat wspólnego podejścia w kwestii wojny domowej w Syrii czy irańskiego programu atomowego. W ich ramach dochodzi do pewnego zbliżenia stanowisk. Wydawałoby się więc, że pogorszenie relacji z USA nie jest w tej chwili Kremlowi na rękę.
W Rosji, gdy nie wiadomo, o co chodzi, zazwyczaj chodzi o rozgrywki frakcyjne. Gospodarka jest w kryzysie (w tym roku wzrost gospodarczy sięgnie ledwo 1 proc.), więc trzeba sięgnąć po sprawdzony chwyt i rzucić ludziom na pożarcie jakiś skandal, najlepiej z wrogiem zewnętrznym w tle. To jedna interpretacja. Drugą przedstawiły "Nowyje Izwiestija". "Wśród zadań wydziału politycznego, w którym Fogle pracował, był kontakt z partiami politycznymi w naszym kraju. Niewykluczone, że historia szpiegowska zostanie wykorzystana już w najbliższym czasie w rosyjskiej polityce" - piszą reporterzy dziennika.
Trzecią zaproponował Piotr Maciążek z "Polityki Wschodniej". Ostatnie zmiany kadrowe, w tym usunięcie wieloletniego naczelnego ideologa putinizmu Władisława Surkowa, wzmocniły pozycję jastrzębi, zwolenników antyzachodniego kursu, żądających zwiększenia nakładów na zbrojenia. W takiej interpretacji afera szpiegowska byłaby więc wyrazem dalszej walki o umocnienie pozycji rosyjskich siłowników. Niezależnie od tego, która z tych interpretacji jest prawdziwa, sprawa Fogle’a to kolejny dowód na rosyjską szpiegomanię, która musi na społeczeństwo oddziaływać, skoro władze wciąż sięgają w celach wewnętrznych po argument osaczenia przez obce (czytaj: zachodnie) służby.
@RY1@i02/2013/094/i02.2013.094.00000060a.802.jpg@RY2@
Michał Potocki dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Michał Potocki
dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu