Szkoci wolą kilt zamiast kaftana neoliberalizmu
Grozi mi ruina finansowa, jeśli Szkocja powie "tak" niepodległości. No, może nie całkiem ruina, ale będę musiał postawić butelkę dobrego wina znajomemu. Założyliśmy się - on twierdził, że wyniku głosowania nie da się przewidzieć, ja - że znaczną przewagę uzyskają w referendum zwolennicy unii z Wielką Brytanią. Bukmacherzy nadal dają większe szanse głosującym przeciwko niepodległości, jednak w ostatnim czasie przybyło przeciwników unii i niewiele już trzeba, by 19 września wielowiekowe partnerstwo dobiegło końca.
Sondaże opublikowane tydzień temu pokazują, że notowania Better Together (Lepiej Razem) - grupy zrzeszającej przeciwników niepodległości - spadły od sierpnia z 61 proc. do 53 proc., zaś obozu jej zwolenników wzrosły z 39 proc. do 47 proc. Badanie przeprowadzone w ostatnią niedzielę daje temu obozowi nawet niewielką przewagę. Rejestracja wyborców zakończyła się 2 września. Ludzie w napięciu czekają na rozstrzygnięcie, nic więc dziwnego, że części puszczają nerwy - zdarzyło się już, że wrogie sobie obozy obrzuciły się jajkami (to i tak nic w porównaniu z tym, do czego dochodziło przed wyborami na początku XIX w., wówczas w modzie były rękoczyny). W sumie to dziwne, że kampania przed referendum w tak ważnej sprawie jak zerwanie więzi z Brytanią jest spokojna.
Dlaczego tak się dzieje? Pierwsza debata telewizyjna między premierem Szkocji Alexem Salmondem a liderem przeciwników secesji Alistairem Darlingiem, do której doszło na początku sierpnia, zakończyła się zwycięstwem tego drugiego.
Darling zagonił Salmonda do narożnika pytaniami dotyczącymi pieniędzy: jaką walutę będzie miała niepodległa Szkocja? I w jaki sposób będzie wspierana? W kolejnym starciu, do którego doszło w zeszłym tygodniu, triumfował Salmond. Eksperci tłumaczą to pojawieniem się optymistycznych prognoz dla szkockiej gospodarki po uzyskaniu niepodległości. Panuje też przekonanie, że publiczna służba zdrowia będzie bardziej wydolna w niezależnej Szkocji.
Jednak to, co obserwujemy, jest w istocie zderzeniem wartości społecznych oraz kulturowych. Adam Smith wprawdzie był Szkotem, lecz idee neoliberalne, niesłusznie przypisywane mu przez współczesnych adeptów wolnego rynku, są odrzucane przez szkocki elektorat. Nawet tę jego część, która będzie głosowała za zachowaniem sojuszu. Szkocja woli wartości, o których Smith pisał w "Teorii uczuć moralnych", niż skrajną interpretację "Bogactwa narodów" dokonaną przez wolnorynkowców. Dlatego większa część Szkotów chciałaby zerwać z polityką Londynu i zdjąć neoliberalny kaftan, w mniejszym lub większym stopniu narzucony przez obydwie największe brytyjskie partie polityczne.
Zresztą wzrost popularności Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) jest lustrzanym odbiciem tego, co dzieje się w Szkocji. UKIP i Szkocka Partia Narodowa mogą bardzo się różnić co do swoich celów, jednak obydwie reagują na rozczarowanie społeczeństwa polityką, w której jednostka nie ma szans w starciu z systemem. Do podobnych procesów dochodzi nie tylko na Wyspach. Niedawno recenzowałem zbiór esejów poświęconych alternatywnym partiom i ruchom społecznym w Europie Środkowej - tu też widać pragnienie większego udziału w podejmowaniu decyzji. Przykładem może być polski Ruch Autonomii Śląska.
Legenda brytyjskiego przemysłu modowego Vivienne Westwood, która kiedyś wsławiła się tym, że nie założyła bielizny na audiencję u królowej, poparła niepodległość i zaapelowała o stworzenie "społeczeństwa przyjaznego ludziom" - to doskonale podsumowuje istotę sporu wokół szkockiej secesji. Na dodatek mroczne przepowiednie i otwarte groźby nadchodzącej katastrofy ze strony obozu na "nie" odnoszą efekt odwrotny do zamierzonego, nawet wtedy, gdy są uzasadnione. Z jednej strony pesymizm, brak zmian, z drugiej - wizja państwowości, sprawiedliwości społecznej i autonomii kulturowej. Jeśli odrzucić obawy przed nieznanym, na co byście zagłosowali?
Byłem w Czechosłowacji podczas jej rozpadu. Wtedy większość Słowaków martwiła się o przyszłość i tylko nieliczni opowiadali się za niepodległością. Warunki do samodzielnego istnienia były tam znacznie mniej korzystne niż te, które ma Szkocja. Ale Czesi wymusili rozstanie. Jak wielu Słowaków chciałoby teraz wrócić do stanu sprzed rozpadu? Niewielu, ponieważ po kilku ciężkich latach Słowacja została prosperującym i samodzielnym państwem.
Szkocja dołączyła do Wielkiej Brytanii w 1707 r. po klęsce projektu Darien, spekulacyjnego planu kolonizacyjnego w Ameryce Środkowej, który niemal doprowadził do bankructwa większości szkockiej arystokracji oraz inteligencji. Połączenie łapówek, obietnic i gróźb pozwoliło uzyskać wystarczająco dużo głosów dla zawarcia unii z Anglią. Wtedy większość Szkotów sprzeciwiała się sojuszowi, ale nie mieli oni prawa głosu, więc nie liczyli się. Powstanie 1745 r. doprowadziło do represji na północy Szkocji, które teraz nazwalibyśmy czystkami etnicznymi. Po tym były niesławne przymusowe przesiedlenia szkockich górali, które wyludniły tę część kraju. Następnie był kulturowy pogrom: Szkotom zabroniono noszenia tradycyjnego ubioru i broni, a nawet gry na dudach. To, co teraz uważamy za szkocką tradycję, jest w dużej mierze wymysłem Anglików z czasów wiktoriańskich.
W czasie rozkwitu imperium brytyjskiego Szkocja prosperowała, a Glasgow stało się jednym z najbogatszych miast. Można śmiało powiedzieć, że bez Szkocji imperium, jakie znamy, nie istniałoby, gdyż setki tysięcy Szkotów wiernie służyły mu jako zarządcy, badacze, inżynierowie, żołnierze i misjonarze. Rozpad imperium i upadek brytyjskiego przemysłu w latach 70. i 80. XX w., w dużej mierze znajdującego się w Szkocji, miał destrukcyjne skutki. Jego następstwa są nadal wyczuwalne. Ta wyjątkowo krótka historia współczesnej Szkocji tłumaczy, dlaczego żądanie niepodległości Szkocji lub przynajmniej państwa federalnego nie zniknie niezależnie od wyniku referendum.
W kampanię za zachowanie sojuszu z Anglią zaangażowało się wiele znanych osobistości, od aktorów i muzyków po przedsiębiorców i naukowców. Nawet papież i prezydent USA zostali w nią wciągnięci. Jednak oni nie zauważają tego, że naród szkocki domaga się nowego typu polityki i nie chce zachowania status quo. Szkoci pragną urzeczywistnienia nowej wizji i 18 września mogą na nią zagłosować. W którym to wypadku (teraz bardziej prawdopodobnym niż kiedyś) stracę butelkę dobrego wina. Trudno, takie jest życie. Mam tylko nadzieję, że na tyle mocne polityczne trzęsienie ziemi doprowadzi do nowej ekscytującej gry politycznej, z której wyjdzie coś dobrego.
Tłum. IC
Adam Smith wprawdzie był Szkotem, lecz idee neoliberalne, niesłusznie przypisywane mu przez współczesnych adeptów wolnego rynku, są odrzucane przez szkocki elektorat
@RY1@i02/2014/177/i02.2014.177.00000250a.803.jpg@RY2@
Timothy Clapham psycholog ekonomii Uniwersytet Warszawski
Timothy Clapham
psycholog ekonomii Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu