Strzał ostrzegawczy zamiast odrzucenia
Histeria wokół rosnącego w siłę skrajnie prawicowego populizmu i pojawiania się w Parlamencie Europejskim ksenofobicznych i antyeuropejskich partii jest przesadzona. Bo jakiej reakcji można się spodziewać, kiedy w wyniku polityki oszczędności ogłoszonej pod naciskiem przemądrzałych i bardzo zadowolonych z siebie Niemiec całe pokolenie młodych Europejczyków jest zmuszone żyć z zasiłku dla bezrobotnych. Poziom życia w UE nie podnosi się od 2007 r., wzrosła niestabilność, nierówności społeczne zwiększają się zarówno wewnątrz krajów członkowskich, jak i między państwami Unii. Na litość boską - mogło być znacznie gorzej, biorąc pod uwagę sytuację, w której znajdują się miliony Europejczyków.
Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa oraz popierający ją nędzny tłum mieszkańców Małej Brytanii (co prawda doceniają dobre angielskie piwo, tak że nie jest z nimi aż tak źle, ale wzięci każdy z osobna, szczerze mówiąc, są żałośni) lub francuski Front Narodowy postanowiły o wszystko obwinić "obcych", samą Unię Europejską i imigrantów. (Bądźmy szczerzy - rządy Francois Hollande’a to kompletna porażka. Nie mam nic przeciwko romansom polityków, ale skąd on wziął czas i energię na amory? Jego reakcja na porażkę w wyborach - "mniej Europy" po wcześniejszych wezwaniach do "większego udziału Europy" w sprawach państwa - świadczy o tym, że myślami ten człowiek jest gdzie indziej).
W innych krajach reakcja była moim zdaniem bardziej racjonalna. Po prostu oddano głosy na partie protestu żądające innego podejścia do gospodarki - przykładem może być Syriza w Grecji lub hiszpańska Podemos. W części państw elektorat nie zadał sobie trudu, by wyrazić jakąkolwiek opinię. Rozczarowała frekwencja w Polsce oraz na Słowacji, co świadczy o tym, że wyborcy są mniej więcej zadowoleni z istniejącego stanu rzeczy. Niektóre kraje, choćby Holandia, zdecydowanie zakończyły flirt z antyeuropejskimi i rasistowskimi partiami. W sumie nie można powiedzieć, że wyborcy zagłosowali przeciwko Europie. Ale wysłali jasny przekaz o konieczności przemyślenia obecnej polityki Unii.
Prof. Lukas Cukalis z grupy Bilderberg, który przyjechał do Warszawy, żeby porozmawiać o wynikach wyborów i pomysłach dotyczących reformowania Unii, posłużył się bardzo udaną metaforą: eurobarometr wskazuje teraz brak apetytu na dalszą europejską integrację. Skoro apetyt zależy od tego, co jest w menu, to żeby go pobudzić, trzeba menu zmienić.
Europejski elektorat nie jest głupi i sądzę, że wyborcy orientują się w realiach współczesnego świata. Wniosek, jakoby wyniki wyborów oznaczały odrzucenie przez Europejczyków idei Wspólnoty, jest całkowicie błędny. Tak, wyborcy jasno powiedzieli: uważajcie na to, co robicie. Bezsensowne comiesięczne podróże do Strasburga, obsesja eurokratów na punkcie doktrynerskiego Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP) i najbardziej radykalna część polityki oszczędności muszą pójść do kosza. Jednocześnie trzeba poświęcić więcej uwagi tworzeniu paneuropejskiej kultury i tożsamości opartej na wspólnych wartościach, tolerancji i wzajemnym wspieraniu się.
Na szczęście europejscy przywódcy zdają się to rozumieć, skoro w poniedziałek polecili przewodniczącemu Rady Europejskiej Hermanowi Van Rompuyowi przeprowadzić przegląd europejskiej polityki. Inną istotną kwestią jest wybór następnego przewodniczącego - szefowie państw członkowskich powinni uszanować wybór Parlamentu Europejskiego i zaakceptować kandydata, który będzie miał poparcie większości. W tym przypadku jest nim Jean-Claude Junckers. A jeśli - jak premier Wielkiej Brytanii David Cameron - wolelibyście kogoś innego, to trudno, taki urok demokracji i przywódcy państw europejskich powinni się z tym pogodzić.
Różnorodność poglądów, które będą teraz reprezentowane w Parlamencie Europejskim, tylko wzmocni UE. Paradoksalnie nawet obecność skrajnej prawicy sprawi, że europarlament będzie w końcu reprezentował wszystkich obywateli Europy. Jeśli nie lubicie Unii, w parlamencie będzie ktoś, kto podziela wasze zdanie, bądź to nieodpowiedzialny ekscentryk o odrażających poglądach Janusz Korwin-Mikke (miejmy nadzieję, że jego czas w blasku jupiterów szybko się skończy) czy przytulający się do drzew przedstawiciel Zielonych. Dyskusje, debaty, spory, różnorodność, konflikty są ważne dla jakości życia w Unii Europejskiej i trzeba się z nimi pogodzić, a nie bać się ich. Dlatego usiądźmy wygodnie i czerpmy przyjemność z przejażdżki kolejką górską, która będzie przypominać życie Parlamentu Europejskiego przez najbliższe pięć lat.
Obecność skrajnej prawicy w końcu sprawi, że Parlament Europejski będzie reprezentował wszystkich obywateli Wspólnoty
TŁUM. IC
@RY1@i02/2014/104/i02.2014.104.000003100.803.jpg@RY2@
Timothy Clapham psycholog ekonomii, Uniwersytet Warszawski
Timothy Clapham
psycholog ekonomii, Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu