Bazar znów poczuł władzę
Irańscy kupcy pierwszy raz od kilku lat zaczynają oddychać z ulgą. Nowy prezydent gotów jest do negocjacji z Zachodem, co już przełożyło się na ich większe zarobki. I być może - jak już nieraz miało to miejsce - to oni, bazari, popchną irańską politykę na nowe tory
Wielki Bazar w Teheranie: 20 kilometrów kwadratowych żywego biznesu, 200 tys. sprzedawców, 2 mln odwiedzających dziennie. Przecięty kilkoma wielkimi alejami i setkami zaułków, w których niepozorna brama może prowadzić do gigantycznej hali zawalonej od podłogi po sufit perskimi dywanami. Największe targowisko sztuki rękodzielniczej na świecie, tylko w przypadku tkaczy i handlarzy dywanów - najwięcej warta po przemyśle naftowym branża kraju.
Od kilku miesięcy Wielki Bazar - i setki mniejszych ośrodków drobnego handlu rozsianych po całym Iranie - żyje w radosnym podnieceniu. Ostatnie trzy lata dały kupcom w kość: po niezłej dekadzie lat 90., kiedy to uchodzący za reformatora prezydent Mohammad Chatami otwierał krok za krokiem Iran na kontakty z Zachodem, przyszły lata chude - których zwieńczeniem było wznowienie embarga na sprowadzanie dywanów do Ameryki w 2010 r. W ten sposób Waszyngton próbował dać nauczkę wojowniczo nastawionej administracji prezydenta Mahmuda Ahmadineżada.
Oczywiście nie ma sankcji, których nie dałoby się ominąć. Irańscy kupcy masowo wypychali rodzimą produkcję do Indii, Pakistanu i Meksyku, gdzie arcydzieła perskich rzemieślników mieszano z lokalną produkcją i w ten sposób, tylnymi drzwiami, wprowadzano na rynek USA. Amerykanie w odpowiedzi wprowadzili więc w 2011 r. obostrzenia dotyczące transferów pieniędzy nawet dla przeciętnych Irańczyków. - Musieliśmy zaufać pośrednikom, którzy obracali tysiącami naszych dolarów - opowiadał jeden z teherańskich handlarzy. Pośrednicy to różnego autoramentu biznesmeni z państw Zatoki Perskiej, zwłaszcza z Dubaju. Za domknięcie transakcji biorą zwykle kilka procent jej całkowitej wartości. Ale bywa i gorzej. - Wielu z nas zostało oszukanych. Słabsi wypadli z rynku. Jedynie silni kupcy, z dobrą siatką kontaktów są w stanie przetrwać - skarżył się irański kupiec.
Poruszenie na bazarze
Trudne czasy wydają się dobiegać końca. Sprzedaż na Wielkim Bazarze niemal podwoiła się w ciągu ostatniego półrocza, odkąd Irańczycy masowo zagłosowali na umiarkowanego duchownego i niegdysiejszego głównego negocjatora w rozmowach dotyczących irańskiego programu nuklearnego Hasana Rouhaniego. Podobne wzrosty raportuje branża gastronomiczna oraz irańskie firmy zajmujące się e-handlem (mimo że lokalni internauci nadal mogą mówić o szczęściu, jeżeli uda im się skorzystać z sieci bez problemów). Gdzie jak gdzie, ale w Iranie biznes najwyraźniej przewiduje dyplomatyczny przełom.
"Dywidendę" z przyjęcia przez Teheran bardziej pokojowego kursu obiecują również przedstawiciele wielkiego przemysłu. Pod koniec ubiegłego roku na targach motoryzacyjnych w Teheranie znowu pojawiły się firmy z Zachodu, m.in. Renault. Branża samochodowa w Iranie przez kilka ostatnich lat była nie tylko odcięta od możliwości sprzedawania na zachodnich rynkach, lecz także od kanałów zakupu części zamiennych i nowoczesnych technologii motoryzacyjnych. Teraz, dzięki złagodzeniu sankcji, może się to zmienić. - Nowe inwestycje w przemyśle motoryzacyjnym mogą szybko, w ciągu kilku miesięcy, znacznie przyczynić się do wzrostu PKB - prognozuje Said Lajlaz, ekonomista do niedawna pracujący w irańskim ministerstwie przemysłu i kopalnictwa. Według niego całkowite zniesienie embarga mogłoby docelowo zwiększyć poziom produkcji o 20 proc. oraz przyczynić się do stworzenia 600 tys. nowych miejsc pracy. Chodzi nie tylko o nowe rynki, lecz także spadek cen na rynku wewnętrznym, gdzie relatywnie wysokie ceny aut w ostatnich latach skutecznie zniechęcały potencjalnych klientów.
Efekty działań nowej ekipy w Teheranie już zresztą widać. Irańskich bazarów i centrów handlowych nie nękają już nagłe, nieprzewidziane wahania wartości riala i wynikające z nich skoki cen. Prowadziły one do sytuacji absurdalnych: np. w 2012 r. ceny kurczaków - jednego z podstawowych mięs w perskim menu - podwoiły się niemal z dnia na dzień. Podobne wahania dotyczyły również innych produktów. - Dopiero teraz, gdy pewien poziom cen wydaje się pewny i nie oczekujemy nagłych skoków, zaczynamy z pewną dozą spokoju zamawiać produkty u dostawców - mówi Ali Aghaje, kierownik jednego z teherańskich supermarketów.
Ale pozytywne sygnały dobiegające z salonów politycznych - i ich gospodarcze konsekwencje, jak np. 20-proc. wzmocnienie się riala w stosunku do dolara w ciągu ostatniego półrocza - na razie oddziałują na irańską gospodarkę w dosyć chaotyczny sposób: z jednej strony w handlu zapanował optymizm, z drugiej jednak drobni przedsiębiorcy zaczęli oczekiwać od nowej ekipy znacznie dalej idącej poprawy sytuacji. - Ten rząd może odegrać zasadniczą rolę w tworzeniu ekosystemu przyciągającego zagranicznych inwestorów oraz tworząc zachęty dla firm, by zechciały zostać na rynku albo na niego wejść - twierdzi Ehsan Golabgir, szef jednego z najchętniej odwiedzanych e-sklepów w irańskim internecie Albasco.com. - Widzę tu wielki potencjał, nasza branża mogłaby stworzyć wiele miejsc pracy - zapewnia.
Zainfekowani zachodnimi doktrynami
Ale wyciągnięcie irańskiej gospodarki z kłopotów będzie dla Rouhaniego i jego ekipy drogą przez mękę. Miniony rok należał do najtrudniejszych okresów dla lokalnego biznesu od końca lat 80., kiedy to ośmioletnia wojna z Irakiem zakończyła się okupionym setkami tysięcy ofiar impasem. W latach 2012-2013 o wzroście nie było mowy: gospodarka zwijała się w tempie -5 proc., rial stracił dwie trzecie wartości w stosunku do dolara, a na dodatek na rynku straszyła 40-proc. (według Banku Światowego - 50-proc.) inflacja. Oficjalna stopa bezrobocia wynosi około 12,4 proc., nieoficjalnie wskaźnik ten może być jednak znacznie, prawdopodobnie trzykrotnie, wyższy. Jakby tego było mało, poprzedni rząd nierzadko zaskakiwał lokalny biznes nakładanymi niemalże z dnia na dzień nowymi podatkami i innymi obciążeniami. Bazari gotowali się ze wściekłości.
Dlatego w kampanii prezydenckiej problemy dyplomatyczne i irański program nuklearny były zagadnieniami drugo-, jeśli nie trzecioplanowymi. Kluczowa była gospodarka - i dlatego też plany Rouhaniego na najbliższy, zaczynający się 21 marca perski Nowy Rok, rok finansowy są właściwie nierealnie ambitne. Zakładają wzrost gospodarczy rzędu 3 proc. i ograniczenie inflacji do 25 proc. Jedyną szansą na dobicie do wyznaczonych sobie pułapów jest ponowne otwarcie Iranu na światową, zwłaszcza zachodnią gospodarkę. - Trzyprocentowy wzrost w przyszłym roku budżetowym trudno będzie osiągnąć - ocenia ekonomista Sejjed Hossejn Gasemi. - Z drugiej strony, polityka zagraniczna Rouhaniego może zdecydowanie pozytywnie wpłynąć na jego ewentualną realizację - dodaje. Na razie jednak pozytywne trendy z ostatnich miesięcy mają według niego przede wszystkim "psychologiczne" podłoże.
Przy czym nie można nie docenić faktu, że wraz z podpisaniem pod koniec listopada tymczasowego porozumienia w sprawie irańskiego programu nuklearnego - umowa ma wejść w życie w połowie stycznia - Iran odzyska dostęp do 7 mld riali, czyli części zamrożonych do tej pory na rachunkach w zachodnich bankach środków finansowych. Wraz z postępami negocjacji (podpisane w Genewie porozumienie będzie obowiązywać przez pół roku, a więc do połowy lipca) gabinet Rouhaniego ma szansę odzyskać stopniowo znacznie większe sumy.
O ile szyków nie pokrzyżują prezydentowi rodzimi krytykanci. - Wojsko, systemy i procedury zarządzania administracją kraju są takie same jak wcześniej, ale zostały nieco zmodyfikowane i niestety, zainfekowane zachodnimi doktrynami - straszył w grudniowym wywiadzie dla irańskich dziennikarzy szef potężnego paramilitarnego Korpusu Strażników Rewolucji gen. Mohammad Dżafari. - Musi nastąpić fundamentalna zmiana tej sytuacji - skwitował. Z dystansem do pojednawczych wysiłków gabinetu Rouhaniego podchodzi też Najwyższy Przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei. W skomplikowanym systemie wzajemnie blokujących się instytucji politycznych i sądowniczych Iranu Dżafari i jemu podobni zwolennicy trwania w izolacji mogą wziąć górę, podobnie jak dekadę temu zatriumfowali nad reformatorem Chatamim. O ile nie zamknie im ust być może najpotężniejsza z sił w Iranie: bazari.
Już od przeszło trzech dekad to właśnie drobni i średni kupcy rządzący perskimi targowiskami - od teherańskiego Wielkiego Bazaru po niewielkie bazary przy większości meczetów - rozdają karty w tamtejszej polityce. - My, Republika Islamska, musimy zadbać o przetrwanie bazaru z całą naszą mocą. W odpowiedzi bazar musi zadbać o przetrwanie rządu - apelował raptem trzy lata po przejęciu władzy w Iranie ajatollah Chomeini.
Obalony przez niego szach Iranu nie miał wątpliwości, że swój upadek zawdzięcza w znacznej mierze kupcom. - Nie mogłem zapobiec budowie supermarketów. Chciałem nowoczesnego kraju - tłumaczył się w rok po ucieczce z pałacu w Teheranie Mohammad Reza Pahlavi. - Działania wymierzone w bazarich były typowym politycznym i społecznym ryzykiem, które musiałem podjąć na drodze do modernizacji - żalił się zdetronizowany władca. I miał sporo racji: tylko w drugiej połowie lat 70. wskutek działań monarchii na krawędzi upadku znalazło się ok. 100 tys. teherańskich drobnych przedsiębiorców i kupców. Nic dziwnego więc, że z każdym kolejnym rokiem ich zaangażowanie w działania opozycji, zwłaszcza duchowieństwa, rosło. Pieniądze i wpływy bazarich wspierały i finansowały działania Chomeiniego i towarzyszących mu różnej maści opozycjonistów. Kanały dystrybucji dywanów równie dobrze służyły jako kanały dystrybucji kaset z wystąpieniami zbuntowanego ajatollaha.
- W okresie rewolucji bazari kontrolowali dwie trzecie obrotów handlowych w kraju, co najmniej 30 proc. importu i jeszcze większą część handlu dobrami konsumenckimi - szacuje w książce "Bazaar and State in Iran. The Politics of the Tehran Marketplace" historyk i politolog Arang Keshavarzian. Według przytaczanych przez niego danych w 1963 r. bazari pożyczali kredytobiorcom tyle samo pieniędzy co wszystkie irańskie banki razem wzięte. Przeszło dekadę później szacowano, że udzielone przez kupców kredyty sięgnęły sumy 2,1 mld dol.
Wojna o wpływy
Choć wbrew intencjom imama Chomeiniego supermarkety przetrwały, a w ostatnich latach młodzi Irańczycy znacznie chętniej spędzają czas w galeriach handlowych i miejscowych odpowiednikach barów McDonald’s, bazari zachowali swoje wcześniejsze, daleko sięgające wpływy. Od 1989 r., od czasów prezydentury Alego Haszemiego Rafsandżaniego, bazari zaczęli się wprost wiązać z politycznymi osobistościami świata irańskiej polityki. Być może to presja ze strony irańskich "małych i średnich przedsiębiorstw" sprawiła, że administracja Rafsandżaniego zaciągnęła pożyczkę w MFW na restrukturyzację gospodarki, dzięki czemu udało się ustabilizować politykę monetarną oraz, mimo izolacji nowego reżimu, uniknąć załamania gospodarczego. Lojalność - i łapówki - pozwalały bazarim uzyskiwać licencje pozwalające na uniknięcie ceł. Inni, bez politycznych koneksji na najwyższym szczeblu, tworzyli zręby czarnego rynku.
Rezultaty? Cztery lata temu irańska narodowa organizacja przemysłu odzieżowego szacowała, że przeszło 70 proc. zagranicznej odzieży, jaka trafia do sprzedaży w irańskich sklepach, jest przemycana do kraju przez bazarich, by uniknąć zaporowych 100-proc. ceł. Założona przez kupców jeszcze przed rewolucją Organizacja Islamskiej Koalicji (Jamiat-e Motalafeh-ye Islami), znana jako Motalafeh, słynie ze swoich nieformalnych wpływów na politycznych salonach i w meczetach. Fundusz emerytalny założony przez członków organizacji jest powszechnie uważany za jedną z najbardziej szczodrych instytucji tego typu na świecie.
Motalafeh wydaje własną gazetę - dziennik "Resalaat" - który konserwatywne obyczajowo poglądy swoich patronów łączy z wolnorynkowymi przekonaniami i lobbuje za znoszeniem ceł, obniżkami podatków oraz likwidowaniem nadmiaru regulacji wiążących drobnym przedsiębiorcom ręce. Ba, Motalafeh przez dwie poprzednie kadencje po cichu zwalczał administrację prezydenta Ahmadineżada, a już w 2005 r. - u progu pierwszej - przedstawiciel organizacji nie wahał się publicznie nazwać irańskiego przywódcę "politycznym karłem". Przeprosiny? Owszem. - Nie miałem na myśli jego wzrostu - skwitował nagabywany potem bazari.
Łatwo zrozumieć tę wrogość: zamiast wspierać bazarich, Ahmadineżad zaczął wspierać powstawanie gospodarczego imperium Korpusu Strażników Rewolucji - według Emanuele Ottolenghi, autora studium "The Pasdaran. Inside Iran’s Islamic Revolutionary Guard Corps", po pierwszej czterolatce rządów Ahmadineżada Korpus kontrolował od 25 do 40 proc. irańskiego PKB. Pazdarzy stworzyli nawet własne kanały szmuglu towarów - również tych oficjalnie zakazanych w islamskiej republice, jak np. tureckie piwo. Nietrudno się domyślić, czyim kosztem się to odbyło.
Puls miasta, puls gospodarki
Bazar to puls miasta, bazar to puls gospodarki - powtarzają Irańczycy. Trzymając się tej metafory, puls niemal zanikł w ostatnich kilku latach. Dziś znów bije, choć bardzo nierówno. - Biznes nie ma się wcale tak dobrze - narzeka właściciel jednego ze sklepów z galanterią na bazarze Tadżrisz w Teheranie. - Ludzie myślą sobie: sankcje zostaną zniesione, ceny będą musiały pójść w dół. Czemu nie poczekać? - dodaje. - Klienci wydają się zagubieni - sekunduje mu Reza, sprzedawca w sklepie z artykułami skórzanymi na placu Haft Tir, na przedmieściach irańskiej stolicy. - Nie wiedzą, czy dolar potanieje, czy ceny spadną. To takie poczekamy, zobaczymy - kwituje.
Irański bazar jest częścią szeroko pojętego życia społeczno-politycznego - twierdzi Keshavarzian. Według tego badacza to na straganach najszybciej można dostrzec zmiany społecznych nastrojów odzwierciedlane cenami czy publikacjami na łamach "Resalaat". Dziś zarówno w sprzedawców, jak i klientów wstępuje nowa nadzieja. W chwili więc, gdy po okresie długiej posuchy zaczyna się ruch w interesie, bazari nie mogą pozwolić, by nadzieje na wyjście z izolacji umarły. I kto wie, być może dzięki nowemu optymizmowi, jaki zapanował wśród handlarzy dywanami i pistacjami, negocjacje zmierzające do rozwiązania konfliktu o irański program nuklearny tym razem nie utkną w martwym punkcie.
@RY1@i02/2014/002/i02.2014.002.000001800.802.jpg@RY2@
East News
Tłumy kupujących i sprzedających na Wielkim Bazarze w Teheranie
Mariusz Janik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu