Solidarność pod groźbą represji
POLITYKA AZYLOWA Nie wiadomo, czy propozycja Komisji Europejskiej rozwiąże kryzys migracyjny. Na pewno pogłębi podziały wewnątrz Wspólnoty
Komisja Europejska przekonuje, że celem proponowanej przez nią reformy wspólnej polityki azylowej jest większa solidarność i pomoc państwom dotkniętym presją migracyjną. Problem w tym, że skutkiem ubocznym tej propozycji - nawet jeśli w ogóle nie wejdzie ona w życie - będzie zwiększenie podziałów wewnątrz Unii i jeszcze większa niechęć do instytucji europejskich.
To, że polityka azylowa wymaga reformy, nie ulega wątpliwości, bo kryzys migracyjny obnażył wszystkie jej niedoskonałości. Sytuacja, w której granice jednego państwa pokonuje w ciągu kilku miesięcy prawie milion ludzi, a to państwo - na dodatek niestety chodzi o dotkniętą potężnym kryzysem gospodarczym Grecję - nie może liczyć na pomoc ze strony innych krajów członkowskich, jest zdecydowanie niewłaściwa. - Nadszedł czas, aby ten system zreformować i uczynić go bardziej zrównoważonym, w oparciu o wspólne zasady i bardziej sprawiedliwy podział odpowiedzialności - oświadczył Dimitris Awramopulos, unijny komisarz ds. migracji i spraw wewnętrznych.
Ale pomysły unijnych urzędników na razie kompletnie zawodzą. Rezultaty przeforsowanego pod koniec zeszłego roku przez Komisję planu rozdziału 160 tys. uchodźców z obozów w Grecji i we Włoszech do pozostałych państw są dalekie od oczekiwań, bo jak dotychczas udało się rozlokować 1441 azylantów. Zresztą nie do końca wiadomo, czy system rozdziału jest zgodny z prawem - Węgry i Słowacja zaskarżyły go do unijnych sądów i rozstrzygnięcie jeszcze nie zapadło. Wczorajsza propozycja Komisji wprowadzająca de facto potężne kary finansowe dla krajów, które nie chcą przyjmować uchodźców, spotka się z jeszcze większym oporem.
Ćwierć miliona euro za każdą nieprzyjętą osobę oznacza, że Polska, aby nie przyjmować żadnego z przypisanych jej dotychczas 6200 uchodźców, musiałaby zapłacić 1,55 mld euro, w przypadku Węgier, dokąd ma trafić 1294 uchodźców, to koszt 323,5 mln euro. O ile oczywiście w przyszłości Komisja nie zwiększy tych kwot. - Wielkość kontrybucji może się zmienić, ale idea jest taka, żeby to wyglądało jak sankcje - mówi anonimowo jeden z urzędników KE, którego cytuje "Financial Times". Jak wyjaśnia RMF, kwota jest tak wysoka, bo wyliczając ją wzięto pod uwagę wszystkie koszty związane z utrzymaniem azylantów przez pięć lat, w tym konieczność zapewnienia im mieszkania, szkół dla dzieci czy opieki zdrowotnej.
Ale aby propozycja weszła w życie, musi zostać zaakceptowana przez kraje członkowskie, a co najmniej kilka - głównie, choć nie tylko, z Europy Środkowej i Wschodniej - jest temu bardzo niechętnych. Zatem albo upadnie, albo zostanie poważnie zmodyfikowana, albo wreszcie przeciwnicy zostaną przymuszeni do jej akceptacji, np. groźbą odebrania środków z Funduszu Spójności. Niezależnie od tego, jaki będzie ostateczny efekt, w każdym z tych scenariuszy pogłębi się nieufność między starymi i nowymi państwami członkowskimi UE.
Być może nawet na tyle, że ktoś w przyszłości zdecyduje się na wystąpienie z Unii. Na brytyjskie referendum ta propozycja nie będzie miała bezpośredniego przełożenia, bo Wielka Brytania, Irlandia i Dania nie uczestniczą we wspólnej polityce azylowej, ale gdyby Brytyjczycy zdecydowali się na wyjście z UE, będzie to zachęta dla kolejnych krajów. A w sytuacji, gdy Komisja wbrew ewidentnej woli jakiegoś państwa i wbrew nastojom społecznym wymusza swoje pomysły, zwolennicy tezy, że poza Unią jest lepiej, dostaną do ręki dodatkowe argumenty.
@RY1@i02/2016/086/i02.2016.086.000000900.802.jpg@RY2@
ap
Kara to 0,25 mln euro za nieprzyjętego azylanta. Jeśli Polska nie weźmie żadnego, zapłaci 1,55 mld euro
Bartłomiej Niedziński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu