Stagnacja potrwa w Rosji nawet przez dwie dekady
Kasjanow: Nie będzie wyborów, ale referendum "za czy przeciw Putinowi". Rezultat już jest znany. Dla ludzi władzy oznacza to awanse i ordery
Z jednej strony sondaże wciąż dają Władimirowi Putinowi ponad 80 proc. poparcia. Z drugiej w Rosji narastają nastroje protestacyjne, czego przykład widzieliśmy w marcu. Jak wyjaśnić tę sprzeczność?
Do sondaży należy podchodzić ostrożnie. Obywatele komunikują się z socjologami tak, jak to robili w czasach Związku Radzieckiego. "Popiera pan Putina?" - "Tak, tak, popieram, odczepcie się ode mnie". Stąd te 85 proc. Z drugiej strony polityka Putina była na tyle brutalna, że w rozumieniu obywateli nie ma obecnie alternatywnej kandydatury, która mogłaby go zastąpić. A i propaganda działa, tłumacząc, że jesteśmy otoczeni wrogami, w państwie działa piąta kolumna, grozi nam chaos i rozlew krwi. Ludzie nie widzą, kto poza Putinem może dać im stabilność. Nie kochają go, ale nie wierzą w alternatywę. Jest i druga sprawa. Jeśli mówimy o poparciu dla polityka, należy patrzeć na wyniki wyborów. Po wyborach prezydenckich 2012 r., do których nie dopuszczono kandydatów realnej opozycji, wśród politologów toczyła się dyskusja, na ile poparcie dla Putina jest realne. Jeszcze na tydzień przed wyborami sondaże dawały mu 48-51 proc. A oficjalnie wyszło 64 proc. Wątpliwości pozostały, a ja im wierzę. Jedyny raz, kiedy Putin stanął do prawdziwych wyborów, miał miejsce w 2000 r. Zdobył wtedy 53 proc. I mniej więcej takie poparcie utrzymuje do dziś, choć zmieniają się grupy, które go popierają.
Czy nie jest tak, że rosyjska machina elekcyjna z wyborów na wybory radzi sobie coraz lepiej z gwarantowaniem oczekiwanego przez władze rezultatu, więc opozycja z każdym rokiem ma coraz mniejsze szanse na jakkolwiek rozumiany sukces?
Owszem. Pokazały to ubiegłoroczne wybory parlamentarne. Sondaże na tydzień przed głosowaniem dawały mojej partii PARNAS 8 proc. poparcia. Potem telewizja pokazała film, na którym działacze PARNAS-u zostali przedstawieni jako zwolennicy ukraińskich faszystów, co zilustrowano zdjęciami rozstrzeliwań z czasów II wojny światowej. Do tego doszły fałszerstwa. Mamy doniesienia z komisji wyborczych, w których kupki głosów oddanych na PARNAS przekładano na kupkę za kremlowską Jedną Rosję albo usuwano ze stołu. I zamiast 8 proc. dostaliśmy 0,7 proc.
Skoro droga wyborcza jest zamknięta, czy opozycja jest gotowa wziąć pod kontrolę ruch protestacyjny i wykorzystać go do walki o władzę?
Chcielibyśmy, żeby na ulice wyszło więcej ludzi. 26 marca protesty były w całym kraju, ale liczba uczestników nie była porywająca. W Moskwie znacznie więcej ludzi wychodzi na protesty przeciw planowi wyburzania chruszczowek (pięciokondygnacyjne domy mieszkalne o niskim standardzie budowane od lat 50. po 70. - red.). Ale ważne jest to, że w marcu po raz pierwszy wyszła nowa grupa społeczna - młodzież, która do tej pory w protestach nie uczestniczyła.
Władza stara się rozbijać opozycję od środka. Choćby publikując niedawno podsłuchy pana rozmów, na których krytycznie wypowiada się pan o kolegach z opozycji. Ma to wpływ na waszą działalność?
To wpływa nie tyle na poziom poparcia społecznego, ile na współpracę aktywistów. To jeden z instrumentów stosowanych przez ludzi z administracji prezydenta, którzy starają się kontrolować społeczeństwo obywatelskie. W administracji istnieje nawet departament polityki wewnętrznej. A co to właściwie jest polityka wewnętrzna? W tej sferze jedynym zadaniem władz w normalnym kraju powinno być zagwarantowanie równych zasad konkurowania wszystkim uczestnikom życia politycznego i stanie na straży konstytucji. A tam siedzą manipulatorzy, którzy zajmują się takimi intrygami i skłócaniem nas między sobą.
Jak w takich okolicznościach przekonywać ludzi, że jako opozycja stanowicie alternatywę dla Putina? Może ludzie wychodzą, by bronić chruszczowek, bo nie kojarzą tego z działalnością opozycyjną?
W Moskwie ludzie protestują przeciwko odbieraniu im własności w postaci mieszkań w chruszczowkach w zamian za nieadekwatne pod względem wartości lokale na przedmieściach. Wydaje mi się, że w ciągu najbliższych miesięcy uda nam się upolitycznić protest w Moskwie. Wyjaśnić, że problem tkwi właśnie we władzy, w Putinie. To on po sowiecku ignoruje zdanie ludzi.
Kryzys bywa impulsem do reform...
...ale tylko dla władzy, która zamierza reformować. Putin nie zamierza. Reformy to ryzyko utraty władzy. A głównym celem jest jej utrzymanie. On się boi, że te 8 proc., które nasza partia by wzięła, dałoby nam 20 miejsc w parlamencie, z których codziennie byśmy go krytykowali. To by oznaczało rozmycie jego autorytetu. Te moskiewskie chruszczowki to dobry przykład ryzyka, którego władze nie zakładały. A ludzie nie myślą, jak za Chruszczowa, "hurra, ze slumsów przesiedlą nas do lepszych domów". Teraz jest: "żyjemy może w słabych warunkach, ale nasze mieszkanie jest warte więcej niż to, które oferujecie nam w zamian".
Czy opozycji uda się wyłonić wspólnego kandydata na wybory prezydenckie w marcu 2018 r.?
Na razie nie wiadomo, choć wypadałoby już na tym etapie to wiedzieć. Dwie osoby ogłosiły zamiar startu: lider Jabłoka Grigorij Jawlinski i Aleksiej Nawalny, który nie może kandydować. Moja partia chciałaby, żebym ja startował, choć ja już ogłosiłem, że nie wystartuję. Putinowska administracja ogłosiła, że w marcu nie będzie wyborów, ale referendum "za czy przeciw Putinowi". Rezultat już jest znany. Ludzie pracujący na rzecz władzy są nim osobiście zainteresowani. Wybory oznaczają awanse w służbach, ordery, nowe mieszkania służbowe itd. Kandydat opozycji powinien potrafić podnieść falę polityczną. Wybory to nasza instytucja, instytucja demokratów. Putin tę instytucję ukradł; mam nadzieję, że tymczasowo. Nawalny jest skuteczny i mógłby posłużyć jako taran. Ale nie będzie startował; nie po to go powtórnie skazywali, żeby teraz dopuszczać do wyborów (w Rosji osoby skazane nie mają biernego prawa wyborczego - red.). PARNAS dała sobie czas do końca września, by zdecydować, kogo poprzeć lub zgłosić.
Na nastroje społeczne silnie wpływa stan gospodarki. W latach 2014-2015 rubel tracił szybko na wartości, ceny ropy spadały, a gospodarka wpadła w recesję. Teraz sytuacja się ustabilizowała. Zdaje się, że władze najtrudniejsze mają już za sobą.
Najgorszy czas już za nami. PKB spadł w sumie o 7 proc. Znajdujemy się gdzieś na poziomie z 2007 r. Świat w tym czasie poszedł do przodu. Wtedy Rosja stanowiła 3,5 proc. produktu światowego brutto. Obecnie to niecałe 2,5 proc. Przeszliśmy z recesji do stagnacji. Ceny ropy są dość wysokie, co pozwala utrzymywać się na powierzchni. Ale o żadnym rozwoju nie ma mowy. Brakuje źródeł wzrostu. Zazwyczaj głównym filarem są inwestycje. Podczas recesji z Rosji wypływało po 150 mld dol. rocznie. Teraz ten strumień zmalał do 50 mld. To znaczy, że inwestorzy wywieźli swój kapitał za granicę, żeby zachować go na lepsze czasy. Putin niczego im nie obieca, a nawet jeśli, to już mu nie uwierzą. Dlatego za Putina ani zagraniczni, ani rosyjscy inwestorzy nie będą topić swoich środków w rosyjskiej gospodarce. Wzrostu PKB nie będzie. Stagnacja może potrwać nawet 20 lat.
@RY1@i02/2017/108/i02.2017.108.00000100a.801.jpg@RY2@
fot. Krzysztof Kaniewski/Reporter
Michaił Kasjanow, premier Rosji w latach 2000-2004, lider Partii Wolności Ludowej (PARNAS)
Rozmawiał Michał Potocki
Cały wywiad na
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu