Ameryka nie chce powtórki z Kabulu
USA oficjalnie nie nazywają wydarzeń w Nigrze zamachem stanu i rozmawiają z puczystami. Dla swoich żołnierzy w tym kraju nie chcą powtórki z Afganistanu
Od przejęcia władzy siłą przez wojskowych w Nigrze minie niedługo miesiąc. Od tego czasu Unia Europejska i Stany Zjednoczone zawiesiły część pomocy finansowej dla tego afrykańskiego kraju, a junta wypowiedziała umowy militarne łączące to państwo z Francją. Scenariusza najgorszego dla puczystów do tej pory udaje im się uniknąć – Wspólnota Gospodarcza Państw Afryki Zachodniej (ECOWAS) nie rozpoczęła żadnej interwencji militarnej. Choć sztaby wojskowe państw regionu miały zgodnie z oficjalnymi komunikatami uzgodnić szczegóły planu ataku. Wojska do Nigru zgodziło się w razie konieczności wysłać co najmniej 11 afrykańskich krajów.
Na czele ewentualnej koalicji wojskowej będzie stać największy kraj regionu – Nigeria, z nowym prezydentem Bolą Tinubu. Głośno protestującym przeciwko zamachom stanu w Afryce Zachodniej, a w kontekście Nigru mówiącym m.in., że ECOWAS nie może być „bezzębnym buldogiem”. Problem w tym, że potencjalnej operacji wojskowej w Nigrze nie popiera spora część nigeryjskich wojskowych oraz polityków, także z prezydenckiej partii.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.