Demokracja z bagienka, czyli zabawa w spitzenkandidata
Nominacja Ursuli von der Leyen na szefową KE może przyspieszyć rozpad koalicji w Berlinie
Decyzja Rady Europejskiej, aby nominować Ursulę von der Leyen na nową przewodniczącą Komisji Europejskiej, wzbudziła największy sprzeciw w ojczyźnie minister obrony RFN. Na portalach najpopularniejszych niemieckich gazet jak grzyby po deszczu pojawiły się tysiące utrzymanych w podobnym tonie komentarzy. „Oszustwo” i „nie pójdę więcej na eurowybory” to najpopularniejsze kierunki krytyki internautów.
Niemcy przywiązali się do nieoficjalnej formuły spitzenkandidata zgodnie z którą, na czele Komisji powinien stanąć pretendent wybrany przez frakcję europejską, która w eurowyborach zdobyła najwięcej głosów. Ten mechanizm dobrze współgrał z dominującym za Odrą poglądem, że wyborcy powinni mieć większy wpływ na obsadę najważniejszych stanowisk unijnych. Wysunięcie von der Leyen na ostatniej prostej negocjacji pomiędzy głowami państw uznano w Niemczech za polityczne hochsztaplerstwo. Nawet w zazwyczaj powściągliwych mediach publicznych pojawił się z tej okazji komentarz o wiele mówiącym tytule: „Największe rozczarowanie po eurowyborach”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.