Nie ma komu dowodzić krajem
Socjaldemokraci, zwycięzcy wyborów, rozpoczynają rozmowy koalicyjne. Formowanie rządu potrwa miesiącami i nie musi zakończyć się sukcesem
Premier Hiszpanii Pedro Sánchez po ogłoszeniu wyników wyborów parlamentarnych przekonywał swoich wyborców, że „wygrała przyszłość, przegrała przeszłość”. Prowadzona przez niego Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE) uzyskała niemal 29 proc. głosów. Tym samym Sánchez po roku stania na czele rządu mniejszościowego umocnił pozycję lewicy w kraju. Nie zawiodła go intuicja, gdy w połowie lutego zdecydował się na przedterminowe wybory, po tym jak parlament nie przyjął rządowego projektu budżetu.
Polityczna przyszłość kraju nie jest jednak tak jasna, jak życzyłby sobie tego obecny premier. Przez ostatni rok PSOE sprawowała władzę dzięki doraźnej współpracy z Podemos (Możemy). Partię w 2014 r., na fali postkryzysowej stagnacji, założyli działacze skrajnej lewicy i przedstawiciele ruchów miejskich. Sánchez w wybranych kwestiach mógł też liczyć na partie reprezentujące interes regionów autonomicznych, w tym na katalońskich separatystów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.