Ajatollahowie planują krwawy odwet, zrywają porozumienie i znów straszą bombą
Iran nie zamierza pozostawić śmierci generała Solejmaniego bez odpowiedzi. Na razie pogróżkami chce zasiać strach
Zabicie lidera sił specjalnych Niru-je Ghods postawiło władze Republiki Islamskiej w trudnej sytuacji. Odwet nie może być ani zbyt słaby, by nie stracić twarzy, ani zbyt silny, aby niechcący nie doprowadzić do znaczącej eskalacji konfliktu w Zatoce Perskiej. Na razie irańska wierchuszka prześciga się w formułowaniu gróźb pod adresem Stanów Zjednoczonych (i nie tylko). Doskonałą okazją stał się wczorajszy pogrzeb gen. Solejmaniego. – Nasza zemsta nie będzie kompletna, nawet jeśli zaatakujemy wszystkie bazy USA w regionie albo zabijemy samego Trumpa – mówił wczoraj gen. Amirali Hadżizade, dowódca lotnictwa sił specjalnych Niru-je Ghods.
Tym samym generał wskazał na dwie możliwości odwetowe: atak na siły Stanów Zjednoczonych stacjonujące w regionie lub zamach na amerykańskiego VIP-a. Technicznie ten pierwszy wariant wydaje się bardziej prawdopodobny. Iran w 2019 r. dowiódł, że jest w stanie przeprowadzić wysoce precyzyjny nalot za pomocą samolotów bezzałogowych, niszcząc saudyjskie instalacje naftowe w Churajsie i Bikajku. Amerykańskich celów w Zatoce Perskiej nie brakuje, bowiem stacjonuje tam w kilkunastu bazach ok. 50 tys. żołnierzy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.