Dywersyfikacja po saudyjsku
W z eszłym tygodniu FIFA zdecydowała, że ledwie po 1 2 l atach od turnieju w Katarze mistrzostwa świata w piłce nożnej powrócą nad Zatokę Perską i w 203 4 r . odbędą się w Arabii Saudyjskiej. Katar swój turniej sobie kupił, korumpując piłkarskich notabli, Arabia Saudyjska była sprytniejsza. Wygrała przez… brak konkurencji. Chociaż pewnie nikt nie będzie specjalnie zdziwiony, jeśli za kilka lat dowiemy się, że za taki scenariusz też solidnie zapłaciła.
Dla Arabii Saudyjskiej organizacja mundialu to część strategii dywersyfikacji gospodarki i narzędzie ułatwiające zagraniczne inwestycje w dziedzinach poważniejszych niż piłka nożna. Władca tego kraju, książę Mohammad bin Salman, w wywiadzie dla amerykańskiej stacji Fox News otwarcie przyznał, że w sportowych ambicjach jego kraju chodzi także o sportswashing, czyli kupowanie dobrego wizerunku. Arabia Saudyjska ma nad czym pracować, bo jest monarchią absolutną, niespełniającą praktycznie żadnych norm związanych z prawami człowieka. Jeden z najbardziej rażących przykładów ich łamania to zamordowanie i poćwiartowanie Dżamala Chaszodżdżiego, krytycznego wobec władz dziennikarza, pracującego dla „The Wasinghton Post”. Od tej zbrodni, popełnionej w tureckim konsulacie Arabii Saudyjskiej, minęło niedawno pięć lat.
W „praniu” swojego wizerunku w oczach światowej opinii publicznej Arabia Saudyjska idzie ścieżką wyznaczoną przez Katar, używając do swoich celów piłki nożnej. W zeszłym roku Saudyjczycy kupili angielski klub Newcastle i awansowali z nim do Ligi Mistrzów. Przed startem obecnego sezonu wydali krocie na ściągnięcie do swojej ligi czołowych zawodników i trenerów. Niewielu im odmówiło. Wprawdzie zbliżający się do końca kariery Leo Messi wybrał grę w lidze USA, ale jest za to ambasadorem saudyjskiej turystyki.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.