Blinken lobbuje za sprawą Izraela
Ku rozczarowaniu USA kraje Bliskiego Wschodu nie wyrażają zainteresowania pomocą w zarzadzaniu powojenną Strefą Gazy
Impulsywne uliczne protesty, chłodne przyjęcie przez bliskowschodnich przywódców, a nawet obawy o osobiste bezpieczeństwo – takie dylematy ma obecnie Antony Blinken na Bliskim Wschodzie. Ostatni przystanek podróży to Turcja. Tam, wbrew początkowym nadziejom Amerykanów, nie spotkał się z prezydentem Recepem Tayyipem Erdoğanem, a jedynie z szefem tureckiej dyplomacji Hakanem Fidanem. I gdzie w niedzielę policja sięgnęła po armatki wodne, by rozproszyć tłum wzburzonych propalestyńskich demonstrantów próbujących dostać się do bazy lotniczej Incirlik, z amerykańskimi żołnierzami i głowicami jądrowymi udostępnionymi w ramach natowskiego Nuclear Sharing.
Blinken niestrudzenie podróżuje od stolicy do stolicy, ale jego zabiegi nie przynoszą na ten moment przełomu. Turcy powtórzyli mu to, co słyszał przez ostatnie dni w Ramallah, Ammanie i Bagdadzie – że w Strefie Gazy powinno dojść do natychmiastowego zawieszenia broni, wykraczającego poza proponowaną przez Amerykanów „przerwę humanitarną”. Krytykująca Izrael i zarazem pozycjonująca się na mediatora Ankara wyraża przy tym gotowość pełnienia roli gwaranta bezpieczeństwa dla bombardowanej palestyńskiej enklawy, nie precyzując, na czym miałoby to polegać.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.