Dyplomatyczne fiasko Amerykanów
Waszyngton próbował zmarginalizować problem Palestyny w negocjacjach z krajami arabskimi. Teraz tak łatwo nie będzie
W rezultacie ataku Hamasu na Izrael i militarnej odpowiedzi w Strefie Gazy wzrosło znaczenie kwestii palestyńskiej dla krajów arabskich. O los Palestyńczyków głośno upomina się muzułmańska ulica i arabscy przywódcy znajdują się pod presją. W takich okolicznościach zawarcie negocjowanego przez Biały Dom porozumienia normalizującego relacje Izraela z Arabią Saudyjską wydaje się scenariuszem mało prawdopodobnym. MSZ w Rijadzie widzi sytuację inaczej niż Izrael czy USA. Resort w oświadczeniu przekazał, że konflikt między Hamasem a Izraelem wynika z „utrzymywania (izraelskiej – red.) okupacji, pozbawienia Palestyńczyków podstawowych praw oraz powtarzania prowokacji”. Waszyngton z zaskoczeniem przyjął takie stanowisko. – Jeśli chcesz dobrych relacji ze Stanami Zjednoczonymi, to nie jest to odpowiednie oświadczenie – stwierdził republikański senator Lindsey Graham.
Wcześniej, jeszcze przed brutalnym atakiem Hamasu, w nieoficjalnych rozmowach prezydent Joe Biden miał tłumaczyć Izraelczykom, że umowa z Rijadem powinna obejmować pewne ustępstwa wobec Palestyńczyków. Według medialnych przecieków chodziło o wycofanie części żydowskich osadników z Zachodniego Brzegu. Biały Dom nie podnosił jednak tematu rozwiązania dwupaństwowego; przedmiotem porozumienia nie miała być też Strefa Gazy. Saudyjczycy oficjalnie oczekiwali od rządu Binjamina Netanjahu ustępstw i przypominali o rozwiązaniu dwupaństwowym, ale nieoficjalnie następca tronu Muhammad ibn Salman komunikował, że za amerykański sprzęt wojskowy, korzyści gospodarcze i pomoc USA w rozwoju programu nuklearnego największy eksporter ropy naftowej na świecie jest w stanie przymknąć oko na kwestię palestyńską.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.