Współczesne jądro ciemności
Jemen staje się równie ważnym frontem walki z terroryzmem co Irak czy Afganistan.
To właśnie w jednym z tamtejszych obozów Al-Kaidy szkolił się Nigeryjczyk, który w święta próbował wysadzić w powietrze samolot linii Delta lecący z Amsterdamu do Detroit.
Centralna Agencja Wywiadowcza już od dłuższego czasu wspiera jemeńskie służby specjalne w walce z Al-Kaidą, dla której niestabilne państwo na Półwyspie Arabskim stało się głównym centrum treningowym. Pentagon na szkolenie i wyposażenie jemeńskich służb w nadchodzącym roku budżetowym wyasygnował 70 mln dol., a Sanę ostatnio parę razy odwiedził głównodowodzący amerykańskimi operacjami na Bliskim Wschodzie i centralnej Azji gen. David Petraeus, który przekonywał lokalne władze do współpracy w walce z organizacją bin Ladena.
Zdaniem analityków sytuacja wymaga jeszcze poważniejszego zaangażowania. Do pilnych działań po incydencie na pokładzie airbusa wezwał rząd niezależny senator Joseph Lieberman. - To Jemen staje się dziś centrum międzynarodowego terroryzmu. Wysłaliśmy tam już szkoleniowców CIA i Zielone Berety, ale to za mało. Trzeba działać stanowczo - oświadczył. - Podstawowym problemem jest dziś to, że władze nie panują nad terytorium całego kraju i dlatego też nad hodowlą dżihadystów praktycznie nie ma kontroli. Trenują się tam i Jemeńczycy, i inni Arabowie z Półwyspu, ale także Somalijczycy. O rekrutów jest bardzo łatwo ze względu na wszechobecną biedę. W sumie w 16 jemeńskich obozach może się szkolić ponad 10 tys. ludzi. Nie sądzę, by USA byłoby dziś stać na nową wojnę, ale sprawy Jemenu bagatelizować nie można - mówi nam amerykański analityk z Council on Foreign Relations Christopher Boucek.
Odkąd na pograniczu afgańsko-pakistańskim trwa antytalibska ofensywa, Al-Kaida zaczęła przenosić swoje placówki szkoleniowe do ogarniętego chaosem Jemenu. - Obecnie przebywa tam kilkudziesięciu wysokich rangą funkcjonariuszy organizacji. A przez obozy szkoleniowe przeszło kilkanaście tysięcy ludzi, bardzo często miejscowych. Wystarczy spojrzeć na statystyki pojmanych w Afganistanie czy na innych frontach wojny z terrorem, a umieszczonych potem w Guantanamo. Większość to Jemeńczycy - mówi Brian O’Neill z Council on Foreign Relations.
W jednym z takich obozów miał się podobno szkolić 23-letni Nigeryjczyk Umar Faruk Abdulmutallab, niedoszły zamachowiec z lotu do Detroit. To tam nauczono go, jak szybko zmontować bombę z półproduktów takich jak silnie wybuchowy PETN. Tymczasem nowe obozy szkoleniowe powstają jak grzyby po deszczu. W listopadzie w osadzie Al-Dżaza w prowincji Abian Al-Kaida otworzyła kolejną bazę, gdzie według danych CIA szkoli się 400 rebeliantów z różnych stron świata. W przeddzień Wigilii miało w Abianie dojść do zakrojonej na szeroką skalę operacji wspieranych przez Amerykanów jemeńskich służb, w której zginęło aż 30 kandydatów na terrorystów. Biały Dom na razie nie potwierdza tych informacji.
@RY1@i02/2009/253/i02.2009.253.000.010a.001.jpg@RY2@
Obozy szkoleniowe w Jemenie
@RY1@i02/2009/253/i02.2009.253.000.010a.002.jpg@RY2@
Armia jemeńska od lat walczy z islamskimi rebeliantami
PAP/EPA
radoslaw.korzycki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu