USA budują system antyrakietowy przeciwko reżimowi ajatollahów
Stany Zjednoczone zmieniają ton w polityce wobec Iranu. Po paśmie dyplomatycznych porażek, podczas których nie udało się odwieść reżimu ajatollahów od zawieszenia programu nuklearnego, Ameryka postanowiła uzbroić okoliczne państwa w systemy obrony przeciwrakietowej na wypadek agresji Teheranu.
Biały Dom ogłosił, że w czterech krajach Półwyspu Arabskiego rozlokowane zostaną rakiety typu Patriot, które będą w stanie strącić irańskie pociski krótkiego zasięgu. Po dwie baterie patriotów dostaną Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt i Bahrajn. Według Departamentu Stanu w program obrony przeciwrakietowej zostaną także włączone istniejące już amerykańskie instalacje w Arabii Saudyjskiej i Izraelu. Uzupełnić je mają radary umieszczone na okrętach pływających po wodach Zatoki Perskiej. O szczegółach całego planu amerykańscy urzędnicy nie chcieli mówić, zasłaniając się dobrem operacji. - Nie możemy za wiele ujawnić. Musimy chronić współpracujące z nami państwa Półwyspu Arabskiego, dla których pomoc Ameryce jest politycznym wyzwaniem i na pewno przysporzy im wrogów regionie - powiedział podczas specjalnej konferencji prasowej gen. David Petraeus, kierujący dowództwem amerykańskich wojsk na Bliskim Wschodzie i w Azji Centralnej.
Amerykanie zdecydowali się na budowę w rejonie Zatoki Perskiej systemu obrony przeciwrakietowej, po tym jak zawiodły wszystkie mechanizmy miękkiej dyplomacji. - Zasadnicza postawa prezydenta Mahmuda Ahmadineżada, który upiera się przy swoim programie nuklearnym, stwarza bezpośrednie zagrożenie dla państw ościennych i tym samym wpycha je w nasze ramiona. Musimy wziąć odpowiedzialność za ich obronę - stwierdził w rozmowie z New York Timesem jeden z urzędników administracji Baracka Obamy. Właśnie jako politykę defensywną Amerykanie próbują przedstawić swój projekt. W oświadczeniu Białego Domu stwierdzono, że nie chodzi o prowokowanie Iranu do starcia zbrojnego, ale jedynie o zapewnienie bezpieczeństwa jego sąsiadom, przede wszystkim Izraelowi.
- Amerykański rząd rozgrywa region ostrożnie. Chociaż stawia sprawę dość stanowczo, ubezpiecza się przed oskarżeniami o chęć ewentualnej agresji. Po złych doświadczeniach z chybioną inwazją na Irak Waszyngtonowi nie uda się już zbudować jakiejkolwiek koalicji, która poparłaby podobną operację jak obalenie Saddama. Zwłaszcza teraz, kiedy wychodzą na jaw kompromitujące informacje na temat udziału w tamtym planie byłego brytyjskiego premiera Tony’ego Blaira - mówi nam Steven Pifer, dyplomata w administracji Billa Clintona.
Dlatego też amerykańska sekretarz stanu Hillary Clinton walczy na forum ONZ o wspólny projekt sankcji przeciwko Iranowi, a nie próbuje zbudować front do ewentualnej wojny. Właśnie o wspomnianych sankcjach mówiła w piątek, kiedy apelowała do Pekinu o poparcie polityki Waszyngtonu. Z informacji New York Timesa wynika, że cichą zgodę na rozmieszczenie rakiet wydali już wszyscy inni członkowie Rady Bezpieczeństwa, w tym Rosja, Francja i Niemcy.
Dziś Waszyngton uważa, że projekt budowy systemu antyrakietowego przeciwko pociskom krótkiego zasięgu wystarczy jako zabezpieczenie na najbliższych kilka lat. Według doniesień wywiadu irański program nuklearny, którego celem są rakiety dalekiego zasięgu Shahab-4, jest dopiero w fazie testów próbnych.
@RY1@i02/2010/021/i02.2010.021.000.011a.001.jpg@RY2@
Fot. U.S. Navy
Amerykański lotniskowiec w Zatoce Perskiej
@RY1@i02/2010/021/i02.2010.021.000.011a.002.jpg@RY2@
Zagrożenie irańskimi rakietami na Bliskim Wschodzie
radoslaw.korzycki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu