Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bliski Wschód

Zbyt drogie życie w Izraelu

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Trzysta, a według organizatorów nawet 450 tysięcy ludzi wzięło udział w sobotę w największych w historii Izraela demonstracjach. Tym, co skłoniło Izraelczyków do wyjścia na ulice, nie były tym razem kwestie wojny i pokoju, lecz gospodarka.

Sobotnie manifestacje w Tel-Awiwie, Jerozolimie i Hajfie były kulminacją trwających od połowy lipca protestów spowodowanych wysokimi kosztami życia. Zaczęły się one rozstawieniem przez studentów namiotowego miasteczka na jednej z reprezentacyjnych ulic Tel-Awiwu i stopniowo przekształciły się w ogólnokrajowy ruch niezadowolenia. Choć organizatorzy liczyli, że w marszach przejdzie milion osób, ich rozmiar i tak był duży, biorąc pod uwagę, że cały Izrael liczy 7,7 miliona mieszkańców.

- Panie premierze, niech się pan nam dobrze przyjrzy: jesteśmy nowymi Izraelczykami. Proszę nam pozwolić żyć w tym kraju - apelowali studenccy przywódcy do Beniamina Netanjahu.

Na tle arabskich sąsiadów i zadłużonych krajów południa Europy izraelska gospodarka ma się bardzo dobrze. Bezrobocie nieznacznie przekracza 5,5 proc., według OECD tegoroczny wzrost gospodarczy wyniesie 5,4 proc. PKB, a kraj nie ma większych problemów z zadłużeniem. Ale te wskaźniki nie do końca przekładają się na życie zwykłych ludzi. Izraelczykom coraz bardziej doskwierają wysokie koszty życia.

Namiotowy protest miał zwrócić uwagę na ceny wynajmu mieszkań. Problem jest strukturalny - w Izraelu, w odróżnieniu od innych państw wysoko rozwiniętych, większość ziemi należy do państwa i to rządowa biurokracja decyduje - zwykle bardzo powoli - o budowie nowych domów. Ich podaż nie nadąża za popytem, w efekcie większość młodych ludzi nie ma szans na własne mieszkanie, a ceny wynajmowanych idą w górę. W miarę rozszerzania się protestów ludzie zaczęli zwracać uwagę na kolejne problemy - wysokie ceny żywności, opieki medycznej, edukacji, wysokie obciążenia podatkowe, pogłębiającą się przepaść między najbogatszymi a najbiedniejszymi.

W końcu pojawiły się też postulaty, by izraelski rząd mniej wydawał na bezpieczeństwo militarne, zbrojenia, wspieranie osadnictwa na Zachodnim Brzegu, a więcej na bezpieczeństwo socjalne i na poprawę normalnego życia zwykłych ludzi. Izrael w zeszłym roku wydał na zbrojenia 16 mld dol., czyli 6,3 proc. swojego PKB, co jest jednym z najwyższych odsetków na świecie.

Premier Netanjahu, gorący zwolennik wolnorynkowej gospodarki, zapowiedział wczoraj powołanie komisji, która ma się przyjrzeć postulatom protestujących i w ciągu dwóch tygodni przedstawić rekomendacje. Ale zastrzegł, że wszystkich żądań na pewno nie uda się spełnić.

- Mam zamiar szybko wcielić w życie rekomendacje, ale także zachować właściwą równowagę między wrażliwością społeczną a odpowiedzialnością fiskalną - oświadczył Netanjahu, dodając, że chce uniknąć problemów, jakie przeżywa obecnie kilka krajów Unii Europejskiej.

@RY1@i02/2011/171/i02.2011.171.000.009c.001.jpg@RY2@

Fot. AFP

Powodem protestów Izraelczyków m.in. w Tel-Awiwie są wysokie koszty życia w tym kraju

Bartłomiej Niedziński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.