Bahrajn blisko wojny
Król Bahrajnu szejk Hamad ibn Isa al-Chalifa ogłosił wprowadzenie na trzy miesiące stanu wyjątkowego. Tysiące ludzi maszerują na saudyjską ambasadę - informuje z kolei AFP.
Dzień wcześniej do Bahrajnu wkroczyły oddziały Arabii Saudyjskiej. Strategicznie położone państwo - w którym stacjonuje V Flota USA odpowiedzialna za bezpieczeństwo w Zatoce Perskiej i cieśninie Ormuz, przez którą przepływa 20 proc. światowych dostaw ropy - stanęło na krawędzi wojny domowej.
W poniedziałek do Bahrajnu przybyło ponad tysiąc saudyjskich żołnierzy i ok. 500 policjantów ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, aby pomóc władzom w opanowaniu sytuacji. Jeden z saudyjskich żołnierzy zginął w starciach z demonstrantami. Manifestujący blokują drogi w Manamie i okupują plac Perłowy w centrum miasta. W nocy z poniedziałku na wtorek w różnych częściach Bahrajnu dochodziło do starć na tle religijnym między szyitami a sunnitami - podaje Agencja Reutera.
Antyrządowe protesty w Bahrajnie rozpoczęły się 14 lutego. Opozycja domaga się przekształcenia kraju w rzeczywistą monarchię konstytucyjną, zapewniającą obywatelom większy wpływ na rządzenie. Opozycja chce też, by rodzina królewska zrezygnowała z uprawnień do stanowienia prawa i obsadzania wszelkich stanowisk politycznych, a także zajęła się dyskryminacją szyitów, stanowiących ok. 70 proc. ludności, przez rządzącą mniejszość sunnicką.
Według dziennika "Financial Times" interwencja saudyjska nie była pomysłem Bahrajnu, ale decyzją wymuszoną przez Rijad. "Władze saudyjskie obawiają się, że koncesji, które w Bahrajnie uzyskałaby szyicka większość, zażądają szyici w Arabii Saudyjskiej, będący w królestwie mniejszością, ale stanowiący większość w bogatej w ropę prowincji Asz-Szarkija graniczącej z Bahrajnem" - komentuje gazeta.
ND, REUTERS, FT
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu