Kaddafi krwawo tłumi protesty
DRAMATYCZNY ZWROT sytuacji na Bliskim Wschodzie. Podczas gdy rodzina królewska w Bahrajnie zdecydowała się rozmawiać z protestującymi, Muammar Kaddafi wysłał na nich wojsko i policję
Libijski dyktator pokazał, że nie ma zamiaru wzorem prezydentów Tunezji i Egiptu oddawać władzy.
W Bengazi - drugim co do wielkości mieście Libii - doszło w miniony weekend do prawdziwej masakry. Wojsko i policja ostrzeliwały z broni maszynowej uczestników konduktów pogrzebowych osób zabitych w pierwszych dniach rewolty. Według nieoficjalnych informacji władze praktycznie odcięły Libię od świata - zginęło ponad 200 osób, a ponad 900 jest rannych. To niewiele mniej niż w ciągu trzech tygodni protestów w Egipcie. Przeciwnikom dyktatora udało się jednak przejąć kontrolę nad prawie całym Bengazi. Siły bezpieczeństwa zajmują tylko kilka silnie ufortyfikowanych budynków, z których snajperzy strzelają do cywilów.
Mimo że protesty przeciw Kaddafiemu przybierają na sile, analitycy wątpią jednak, by w Libii doszło do powtórzenia tunezyjsko-egipskiego scenariusza. Jak na razie ograniczają się one do Bengazi i innnych miast na wschodnim wybrzeżu Wielkiej Syrty, które zawsze były w opozycji do Kaddafiego. W Trypolisie antyrządowych wystąpień nie było. Po drugie - Libia dzięki dochodom z eksportu ropy naftowej ma duże rezerwy walutowe i dyktator przy ich pomocy będzie mógł próbować kupić sobie spokój.
Tymczasem uspokoiła się trochę sytuacja w Bahrajnie, gdzie w czwartek władze spacyfikowały manifestantów domagających się reform politycznych i wprowadziły stan wyjątkowy. Wczoraj rozpoczęły się rozmowy władz z protestującymi na temat reform politycznych w królestwie. Wojsko wycofane zostało z ulic, a związkowcy odwołali strajk generalny. Na złagodzenie polityki wobec demonstrantów wpłynęła z pewnością interwencja USA i Wielkiej Brytanii. Leżące u wybrzeży Arabii Saudyjskiej 1,3-milionowe królestwo jest kluczowym amerykańskim sojusznikiem na Bliskim Wschodzie. Stacjonuje tam Piąta Flota, dzięki której Stany Zjednoczone kontrolują Zatokę Perską. Ewentualne obalenie obecnej rodziny królewskiej byłoby więc dla USA katastrofą.
Protesty dotarły za to do Maroka. W Rabacie, Casablance, Fezie i innych miastach demokratycznej konstytucji i odwołania najbardziej znienawidzonych doradców króla domagało się 20 tys. osób.
Niepokój związany z sytuacją w regionie coraz bardziej odbija się na tamtejszych giełdach, nawet w krajach, które są stabilne. Wczoraj indeks giełdy w Dubaju - najważniejszej w krajach arabskich - spadł o 3,7 proc. W Kuwejcie akcje staniały o 2,5 proc., w Abu Zabi - o 1,9 proc., a w Katarze 1,6 proc.
@RY1@i02/2011/035/i02.2011.035.000.009a.001.jpg@RY2@
Fot. Al-Dżazira
Libia jest odcięta od świata. Relacje z protestów udaje się pokazać jedynie telewizji Al-Dżazira
Bartłomiej Niedziński
bartlomiej.niedzinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu