Mubarak nie ustąpił, ale oddał władzę
PREZYDENT EGIPTU zostanie do września. Krajem ma rządzić wiceprezydent. Przemówienie rozwścieczyło demonstrantów domagających się ustąpienia dyktatora
Hosni Mubarak podjął jeszcze jedną próbę zachowania stanowiska. W przemówieniu telewizyjnym zapowiedział, że będzie dbał o kraj aż do wyborów prezydenckich - i odejdzie dopiero we wrześniu. Od dawna żaden dyktator na Bliskim Wschodzie nie korzył się tak publicznie przed własnym narodem. Bez względu na to, czy protestujący w końcu pozbędą się Mubaraka, czy też reżim zdecyduje się na zgniecenie demonstracji, ulica wie już, że odniosła zwycięstwo. Ale to oznacza, że rewolucja w Egipcie jeszcze potrwa.
Mubarak przeprosił wszystkie ofiary starć z ostatnich tygodni, obiecał, że odpowie na przemoc na ulicach, a winni poniosą karę. Wyliczył wszystkie reformy i zmiany w konstytucji, jakie zainicjował pod presją tłumów na placu Tahrir. Ale to tłumu nie uspokoiło.
- Demonstranci są wściekli, ten chaos będzie się przedłużać - mówi "DGP" Judith Kipper, orientalistka z Institute of World Affairs.
Konsekwencją będzie dalszy niepokój na rynkach, ponieważ przykład Egiptu może zainspirować społeczeństwa w innych krajach do buntu przeciw władzy. A jeśli kolejne rewolucje - czy to udane, czy nie - ogarną region, wtedy światową gospodarkę czekają miesiące niepewności - drogiej ropy i silnego franka.
Sytuację w Egipcie próbuje stabilizować armia - i to ona, wraz z wiceprezydentem Omarem Sulejmanem, szarą eminencją bliskowschodniej polityki - będzie musiała ważyć racje i tonować nastroje. - Teraz armia zabiega o to, by nie było większego rozlewu krwi - podkreśla Kipper. Wydarzenia mogą ją jednak zmusić do zaangażowania się w przekazywanie władzy. Choćby po to, by ocalić swoją wyjątkową pozycję w państwie, wykreować nowe elity, wstrzymać marsz islamistów, zabezpieczyć pokój z Izraelem i w końcu - pomoc finansową z USA.
Seria wydarzeń z ostatnich dni to potencjalna matryca zmian w całym regionie. Z tych samych powodów, co w Egipcie, wrze w Jordanii, Jemenie czy Syrii. Ich liderzy z niepokojem czekają na to, co w końcu spotka Mubaraka.
Mariusz Janik
Nino Dżikija
mariusz.janik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu