Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Mubarak nie ustąpił, ale oddał władzę

29 czerwca 2018

PREZYDENT EGIPTU zostanie do września. Krajem ma rządzić wiceprezydent. Przemówienie rozwścieczyło demonstrantów domagających się ustąpienia dyktatora

Hosni Mubarak podjął jeszcze jedną próbę zachowania stanowiska. W przemówieniu telewizyjnym zapowiedział, że będzie dbał o kraj aż do wyborów prezydenckich - i odejdzie dopiero we wrześniu. Od dawna żaden dyktator na Bliskim Wschodzie nie korzył się tak publicznie przed własnym narodem. Bez względu na to, czy protestujący w końcu pozbędą się Mubaraka, czy też reżim zdecyduje się na zgniecenie demonstracji, ulica wie już, że odniosła zwycięstwo. Ale to oznacza, że rewolucja w Egipcie jeszcze potrwa.

Mubarak przeprosił wszystkie ofiary starć z ostatnich tygodni, obiecał, że odpowie na przemoc na ulicach, a winni poniosą karę. Wyliczył wszystkie reformy i zmiany w konstytucji, jakie zainicjował pod presją tłumów na placu Tahrir. Ale to tłumu nie uspokoiło.

- Demonstranci są wściekli, ten chaos będzie się przedłużać - mówi "DGP" Judith Kipper, orientalistka z Institute of World Affairs.

Konsekwencją będzie dalszy niepokój na rynkach, ponieważ przykład Egiptu może zainspirować społeczeństwa w innych krajach do buntu przeciw władzy. A jeśli kolejne rewolucje - czy to udane, czy nie - ogarną region, wtedy światową gospodarkę czekają miesiące niepewności - drogiej ropy i silnego franka.

Sytuację w Egipcie próbuje stabilizować armia - i to ona, wraz z wiceprezydentem Omarem Sulejmanem, szarą eminencją bliskowschodniej polityki - będzie musiała ważyć racje i tonować nastroje. - Teraz armia zabiega o to, by nie było większego rozlewu krwi - podkreśla Kipper. Wydarzenia mogą ją jednak zmusić do zaangażowania się w przekazywanie władzy. Choćby po to, by ocalić swoją wyjątkową pozycję w państwie, wykreować nowe elity, wstrzymać marsz islamistów, zabezpieczyć pokój z Izraelem i w końcu - pomoc finansową z USA.

Seria wydarzeń z ostatnich dni to potencjalna matryca zmian w całym regionie. Z tych samych powodów, co w Egipcie, wrze w Jordanii, Jemenie czy Syrii. Ich liderzy z niepokojem czekają na to, co w końcu spotka Mubaraka.

Mariusz Janik

Nino Dżikija

mariusz.janik@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.