Po Tunezji o demokrację walczą Jemen i Arabia Saudyjska
Jemen i Arabia Saudyjska to kolejne kraje arabskie, których mieszkańcy - wzorem Tunezyjczyków - domagają się demokracji.
W sobotę 2,5 tysiąca osób manifestowało w Sanie, stolicy Jemenu (na zdjęciu), domagając się ustąpienia prezydenta Alego Abd Allaha Salaha, który u władzy pozostaje już 32 lata. Wczoraj zaś sześćdziesięciokilkuletni mężczyzna podpalił się w mieście Samitah w Arabii Saudyjskiej i wskutek odniesionych obrażeń zmarł. O ile rewolta w najbiedniejszym i najbardziej skorumpowanym państwie arabskim, jakim jest Jemen, ma znaczenie lokalne, to ewentualne protesty w Arabii Saudyjskiej wpłynęłyby na gospodarkę światową. Kraj ten jest największym producentem ropy naftowej na świecie. Zakłócenia w jej eksploatacji wpłynęłyby na wzrost ceny surowca. Ta od początku roku waha się w granicach 95-98 dolarów za baryłkę i według prognoz przekroczenie bariery 100 dolarów jest kwestią czasu. A zbyt droga ropa zagrozi wzrostowi gospodarczemu na świecie, ostrzegają eksperci.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.