Syria odżegnuje się od zamachu w Turcji
Damaszek zaprzecza, jakoby miał cokolwiek wspólnego z zamachem w tureckim mieście Reyhanli, w którym w sobotę zginęło 46 osób. O przeprowadzenie ataku władze w Ankarze oskarżają grupy powiązane z reżimem Baszara al-Asada oraz syryjskim wywiadem Muchabaratem. Wczoraj syryjski minister informacji Omran al-Zubi przekonywał na konferencji prasowej, że Syria "nigdy nie dopuściłaby się takiego aktu, ponieważ nie pozwalają nam na to nasze wartości".
Tymczasem tureckie władze ujęły już dziewięciu podejrzanych o organizację zamachu, wszyscy mają obywatelstwo Turcji. Zdaniem Ankary są to te same osoby, które zorganizowały zamachy tydzień temu w syryjskim mieście Banijas nad Morzem Śródziemnym, gdzie zginęły 62 osoby. Atak w Reyhanli, tuż przy granicy syryjskiej, miał miejsce w sobotę wczesnym popołudniem. Bomby umieszczone były w dwóch samochodach pułapkach stojących w wypełnionej ludźmi dzielnicy handlowej. Siła wybuchu była tak wielka, że zniszczone zostały samochody zaparkowane w promieniu trzech przecznic.
Zamach stanowi dowód na to, jak przeciągający się syryjski konflikt powoli zaczyna się przenosić poza granice Syrii. Reyhanli stało się ważnym punktem logistycznym dla walczących z reżimem Asada syryjskich rebeliantów, a także miejscem, w którym uchodźcy przekraczają turecką granicę. Do dnia dzisiejszego schronienia w Turcji postanowiło szukać 300 tys. syryjskich uchodźców.
@RY1@i02/2013/091/i02.2013.091.00000060a.803.jpg@RY2@
jk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu