Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bliski Wschód

Fala uchodźców zostanie wywołana celowo

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

EMIGRANCI Kryzys migracyjny oznacza problemy dla Turcji i Unii Europejskiej, z którymi Rosja jest skonfliktowana

Zatrzymanie nowej fali uchodźców z Syrii, przed którą ostrzega Staffan de Mistura, główny wysłannik ONZ do tego kraju, będzie trudne dlatego, że nie leży w interesie niektórych stron konfliktu. A dokładniej zależy od tego, czy Władimirowi Putinowi bardziej chodzi o utrzymaniu przy władzy Baszara al-Asada, czy raczej na destabilizacji Unii Europejskiej i Turcji.

Według przedstawicieli ONZ czwartkowy atak lotniczy na obóz dla uchodźców Kamuna, w którym zginęło co najmniej 28 osób, w tym kobiety i dzieci, może zostać uznany za zbrodnię wojenną. O jego przeprowadzenie są podejrzane siły syryjskiego prezydenta, choć te zaprzeczają, albo armia rosyjska. Obóz, w którym przebywa ok. 2 tys. uchodźców, znajduje się tuż przy granicy z Turcją, a od Aleppo, gdzie toczą się ciężkie walki, oddalony jest o 30 km. Trudno więc uwierzyć, że nalot był nieszczęśliwym wypadkiem, szczególnie że kilka godzin wcześniej wszedł w życie 48-godzinny rozejm w tym mieście, a dzień wcześniej de Mistura mówił o 400 tys. uchodźców, którzy mogą podążać w kierunku Turcji.

O ile bombardowanie cywilnych budynków w Aleppo może być elementem taktyki - brutalnej i łamiącej wszelkie konwencje, ale jednak taktyki - mającej skłonić pozostałą ludność cywilną do opuszczenia miasta przed decydującą bitwą, to bombardowanie leżącego z dala od wszystkiego obozu dla uchodźców żadnego militarnego uzasadnienia nie ma. Chyba że celem jest wywołanie kolejnej fali uchodźców przemieszczających się do Turcji, która i tak ma problem z 2,7 mln Syryjczyków już przebywających na jej terytorium.

Na dodatek nalot na obóz nastąpił w momencie narastającego konfliktu premiera Turcji Ahmeta Davutoglu z prezydentem Recepem Tayyipem Erdoganem, którego efektem jest zapowiedź złożenia dymisji przez tego pierwszego. To Davutoglu negocjował marcowe porozumienie z Unią Europejską, które umożliwiło pewne opanowanie kryzysu migracyjnego w Europie i to on zobowiązał się w imieniu Ankary do przeprowadzenia pewnych reform, których wymagała Bruksela. Erdogan jest wobec tych ustaleń bardziej sceptyczny i - zdaniem obserwatorów - może chcieć renegocjować umowę, by osiągnąć lepsze warunki.

Ewentualna nowa fala uchodźców w każdej sytuacji byłaby dla Turcji problemem, ale w tej chwili szczególnie dużym, bo kraj jest w politycznym kryzysie, a wpływ Davutoglu do formalnego odejścia ze stanowiska za dwa tygodnie będzie ograniczony. Z kolei Erdogan, wzmacniając swoją pozycję negocjacyjną wobec Unii, czasowo może zacząć znów przepuszczać uchodźców na jej terytorium. Szczególnie że UE jest mocno podzielona w kwestii przymusowego podziału uchodźców i kar finansowych za odmowę tego, więc może być zmuszona do sporych ustępstw.

Ponowny wybuch kryzysu migracyjnego oznaczałby zatem kłopoty zarówno dla Turcji, jak i Unii Europejskiej, a dodatkowo pogorszyłby ich wzajemne - i tak trudne ostatnio - stosunki. A łatwo wywnioskować, kto najbardziej na tym zyska. Rosja od czasu listopadowego zestrzelenia przez Turcję jej bombowca jest z Ankarą mocno skonfliktowana, zaś podziały w Unii Europejskiej zawsze są jej na rękę. To oczywiście nie przesądza, kto jest odpowiedzialny za ostrzelanie obozu Kamuna, ale nie można wykluczyć, że głównym celem Kremla wcale nie jest utrzymanie u władzy Baszara al-Asada (a dokładniej rosyjskich baz i wpływów w Syrii), tylko stałe destabilizowanie Europy. A uchodźcy będą tylko narzędziem oraz mimowolnymi ofiarami.

UE jest podzielona w kwestii przymusowego podziału uchodźców

Bartłomiej Niedziński

 bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.