Huti destabilizują Bliski Wschód
Tydzień po pierwszym ataku na Zjednoczone Emiraty Arabskie wspierani przez Iran rebelianci wystrzelili kolejne pociski. To nowy rozdział w wojnie o Jemen, ale i szerszą dominację w regionie
Na celowniku ruchu znalazła się baza lotnicza Al Dhafra w Abu Zabi, gdzie stacjonuje personel wojskowy Francji i USA. Tym razem uderzono także w Dubaj. Rzecznik wojskowy bojowników Huti Yahya Sare’e ostrzegł działające tam firmy i zagranicznych inwestorów, by opuścili jego terytorium. - ZEA stały się niebezpiecznym państwem, które będzie atakowane tak długo, jak kontynuowana będzie agresja i oblężenie Jemenu - tłumaczył.
Dla Emiratów kluczowe jest, by utrzymać wizerunek bezpiecznego hubu gospodarczego. Z tego powodu w 2019 r. ich wojska zaczęły wycofywać się z wojny w Jemenie, gdzie walczyły po stronie kierowanej przez Arabię Saudyjską koalicji. Władze w Abu Zabi wciąż wspierały jednak prorządowe bojówki. To nie spodobało się Hutim. Atakując ZEA, chcą przekonać ich przywódców do zaprzestania wspierania grup lojalnych wobec uznanego na arenie międzynarodowej rządu. Bojówki te, w szczególności Brygady Amaleqa, odnosiły bowiem ostatnio sukcesy, m.in. nasilając walki w bogatej w ropę prowincji Marib.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.