Czeczeńcy przyznali się do ataku na pociąg
Mimo braku wyrazistego lidera islamscy rebelianci stają się coraz groźniejsi
Odpowiedzialność za krwawy zamach na pociąg "Newski Ekspres" nieoczekiwanie wzięli wczoraj na siebie czeczeńscy rebelianci z grupy Doku Umarowa. Jeśli informacje się potwierdzą, po kilku latach ukrywania się w górach Kaukazu i walk z oddziałami promoskiewskiego prezydenta Czeczenii Ramzana Kadyrowa fundamentalistyczni bojownicy znów są w stanie organizować ataki w samym sercu Rosji.
Oświadczenie ugrupowania Umarowa - tytułującego się władcą Emiratu Kaukaskiego - pojawiło się na stronach internetowych KavkazCenter, od lat utrzymującego dobre kontakty z czeczeńskimi rebeliantami. - Operacja ta została przygotowana i przeprowadzona zgodnie z rozkazami emira Emiratu Kaukaskiego. Akty sabotażu będą kontynuowane tak długo, aż okupanci Kaukazu zaprzestaną polityki zabijania zwykłych muzułmanów - napisali w oświadczeniu ludzie Umarowa. W ataku na pociąg z Moskwy do Petersburga zginęło 26 osób, a ponad sto zostało rannych.
Oświadczenie praktycznie przekreśla początkowy wątek śledztwa, według którego za zamachem miała stać neonazistowska grupa Combat 18. I może oznaczać, że grupa Umarowa jest silniejsza, niż dotąd przypuszczano. Jeszcze niedawno władze w Moskwie i Groznym przekonywały, że Umarow jest ciężko ranny, a jego oddziały są w rozsypce. Organizowano również obławy na rodzinę Umarowa, by zmusić go do poddania się . Sam komendant w niedawnej rozmowie telefonicznej z Radiem Swoboda zapewniał, że jest w doskonałej formie i odnawia słynne komando Rijadus Salichin (Ogród Męczenników), które za czasów Basajewa organizowało ataki na Dubrowkę i Biesłan. Batalion Ogród Męczenników przez analityków jest uznawany za jedyną formację zdolną do przeprowadzenia operacji poza terytorium Kaukazu Północnego.
- Jeżeli to Umarow odpowiada za piątkowy atak, oznacza to, że grupa znów jest zdolna do działania poza Kaukazem, na terytorium Rosji - mówi nam Richard Sakwa, specjalista ds. Rosji i Kaukazu z uniwersytetu w Kent. Jego zdaniem Emirat Kaukaski może mieć dziś wszystko, czego potrzeba do działania na wielką skalę: fachową wiedzę, potrzebne materiały wybuchowe i broń, a wreszcie potrzebne do organizowania zamachów fundusze.
Zresztą sam Umarow, choć pozbawiony charyzmy Basajewa, udowadnia od miesięcy, że mimo wszystko ma niezwykłą zdolność przetrwania. Tylko w tym roku rząd Kadyrowa dwukrotnie ogłaszał jego śmierć: w czerwcu i listopadzie. "Emir" jednak nie tylko żyje, ale jeszcze pod koniec listopada znalazł się obok Kadyrowa na liście 500 najbardziej wpływowych muzułmanów świata przygotowanej przez waszyngtoński Uniwersytet Georgetown.
Eksperci unikają jednak uznania odpowiedzialności czeczeńskich islamistów za piątkowy zamach, zwracając uwagę na nietypową reakcją rosyjskich władz. - Wygląda na to, że w Rosji zapanował wyjątkowy chaos. Wcześniej w takich przypadkach Federalna Służba Bezpieczeństwa natychmiast przejmowała śledztwo, a prezydent występował z wojowniczym oświadczeniem. Po jednym z zamachów kilka miesięcy temu prezydent Dmitrij Miedwiediew wręcz namawiał śledczych do omijania prawa w pogoni za zamachowcami. Teraz panuje paraliż, jakby władze były zdezorientowane - mówi nam Piotr Żochowski, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich. Jego zdaniem tym razem FSB poniosła porażkę: od 2006 r. służby skonstruowały rzekomo skuteczny system zwalczania terroryzmu, zakładający m.in. blokady miast i dróg, które organizowano niemal natychmiast po każdym ataku.
@RY1@i02/2009/236/i02.2009.236.000.008a.001.jpg@RY2@
Dokku Umarow, główny przywódca partyzantów
Mariusz Janik
mariusz.janik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu