Nie chcą szeryfów w samolocie
Amerykańskie linie lotnicze nie chcą już na pokładach samolotów uzbrojonych szeryfów, którzy mają zapobiegać atakom terrorystycznym.
Szefowie największych przewoźników spotkali się niedawno z szefem Urzędu ds. Bezpieczeństwa Transportu, aby przekonać, że szeryfowie nie spełniają oni swojego zadania.
Podniebni szeryfowie po raz pierwszy pojawili się na początku lat 60. po serii porwań samolotów na Kubę, ale zapotrzebowanie na nich wzrosło po zamachach z 11 września 2001 r. Szacuje się, że jest ich od tysiąca do czterech tysięcy.
Przewoźników irytuje zwłaszcza fakt, że szeryfom muszą oddawać miejsce w klasie biznes, przez co ponoszą wymierne straty finansowe. Ale ich argumenty nie są nieuzasadnione. Od czasu 11 września nie było ani jednej próby wdarcia się uzbrojonego zamachowca do kabiny pilotów, które zresztą zostały zaopatrzone we wzmocnione drzwi. W dwóch najpoważniejszych próbach zamachu w amerykańskich samolotach - w grudniu 2001 r. i w zeszłym roku na trasie z Amsterdamu do Detroit - terroryści zamierzali użyć wniesionych na pokład ładunków wybuchowych. Na dodatek obaj siedzieli w klasie ekonomicznej. Eksperci od bezpieczeństwa lotniczego podkreślają, że największym zagrożeniem dla samolotów są właśnie ładunki wybuchowe umieszczone koło skrzydeł albo w pobliżu zbiorników paliwa, tak aby zniszczenia były jak największe.
@RY1@i02/2010/193/i02.2010.193.000.002a.001.jpg@RY2@
Fot. Rartosz Krupa/East News
Podniebni szeryfowie pojawili się w amerykańskich samolotach na początku lat 60.
bjn, wsj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu