Raport sił USA usprawiedliwia żołnierzy z Nangar Khel
Na stronie WikiLeaks - słynącej z ujawniania tajnych dokumentów - opublikowano raporty z operacji wojsk NATO w Afganistanie. Są wśród nich amerykańskie dokumenty dotyczące żołnierzy, którzy ostrzelali Nangar Khel
Ameryka ma na swoim koncie największą aferę przeciekową w historii. 90 tys. dokumentów opisujących realny obraz wojny w Afganistanie trafiło prosto z Pentagonu do internetu.
Od wczoraj o szczegółach operacji wojsk USA czy Brytyjskich można przeczytać na stronie wikileaks. Z raportów wynika, że od 2004 r. do stycznia 2009 r. doszło do prawie 150 krwawych incydentów, w których siły koalicyjne zabiły lub raniły cywilów. Konkluzja jest jednoznaczna: śmierć cywilów od kul sił NATO w Afganistanie jest normą.
Wśród raportów na WikiLeaks kilkanaście dotyczy żołnierzy polskich. Jeden z dokumentów uzasadnia ostrzelanie Nangar Khel. Inny mógłby być początkiem skandalu - ujawnia dane osobowe oficera polskiego kontrwywiadu wojskowego.
Według Amerykanów w Nangar Khel rzeczywiście mieli ukrywać się talibowie.
Dokument powstał 16 sierpnia 2007 r. i został przesłany do dowództwa Wschód sił ISAF. Jego wymowa jest korzystna dla oskarżonych żołnierzy. "Było wiele sygnałów z SIGINT (wywiad elektroniczny - red.) o obecności wroga w okolicy" - czytamy w raporcie. Najważniejsze jest jednak co innego. "Oni (Polacy - red.) wystrzelili MG (ciężki karabin maszynowy - red.) 12,7 mm w kierunku podejrzanych, ale broń zacięła się. Wtedy ACM (anti-coalition militia, ang. rebelianci - red.) odpowiedzieli ogniem (...) Jak tylko PGB (Polish Battel Group - polska grupa bojowa - red.) zobaczyła skutki ostrzału, natychmiast udała się do wioski, by udzielić pomocy. ACM uciekli" - czytamy w dokumencie ujawnionym na WikiLeaks.
Kolejny wątek można zakwalifikować jako skandal. WikiLeaks ujawnia nazwisko i stopień oficera SKW w 2007 r. zaangażowanego w śledztwo. Podanie danych osobowych oficera służb specjalnych jest w Polsce (w USA również) przestępstwem zagrożonym karą od pięciu do ośmiu lat więzienia. Powstaje również pytanie o odpowiedzialność Amerykanów (przeciek musiał wyjść z Pentagonu), którzy szafują danymi żołnierza sojuszniczych służb specjalnych. Tym bardziej że Biały Dom pośrednio potwierdził wiarygodność dokumentów.
Jeden z dokumentów z wątkiem polskim opisuje również zachowanie polskiego dowództwa w Szaranie (tam w 2007 r. mieściło się dowództwo polskiej grupy bojowej) tuż po wydarzeniach w Nangar Khel.
Już wieczorem 16 sierpnia 2007 r. zorganizowano naradę, jak zminimalizować negatywne skutki ostrzału. Zdecydowano o śledztwie, które zostanie przeprowadzone przez Polaków na miejscu wypadków następnego dnia. Dalej opisywane są nastroje w okolicach ostrzelanych zabudowań. Wynika z nich, że zagraniczne wojska nie mają na miejscu żadnego lokalnego agenta, który pozwoliłby na rozeznanie sytuacji.
Nangar Khel nie jest odosobnionym wypadkiem. Kilka miesięcy wcześniej w tej samej prowincji CIA śmiertelnie postrzeliło niejakiego Shum Chana z wioski Malekszaj. Powód był banalny: Pasztun nie odpowiadał na komendy wydawane przez oficerów wywiadu. Jak się później okazało, był niemy i głuchy i po prostu nie wiedział, o co chodzi Amerykanom.
@RY1@i02/2010/144/i02.2010.144.000.009a.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Zbigniew Parafianowicz
zbigniew.parafianowicz@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu