Większe podatki lub krach. Szczere wyznanie premiera przed wyborami
Podwyższenie podatków zapowiada w kampanii wyborczej rządząca Demokratyczna Partia Japonii (Minshuto). Mimo to premier Naoto Kan wciąż może liczyć na sukces w niedzielnych wyborach do izby wyższej parlamentu.
- Co trzeba zrobić, by uniknąć powtórki z Grecji? - pytał sam siebie Kan, który objął urząd szefa rządu zaledwie przed miesiącem. - Musimy obciąć zbędne wydatki, aby pobudzić wzrost. Ale musimy także przedyskutować kwestię systemu podatkowego - odpowiadał. Minshuto zapowiada w kampanii, że w ciągu dwóch, trzech lat podatek od sprzedaży (odpowiednik VAT) wzrośnie z 5 do 10 proc. po to, by załatać dziurawy budżet.
Kan postawił wszystko na jedną kartę, licząc, że wyborcy dadzą mu kredyt zaufania i zrozumieją trudną sytuację finansową kraju.
Japonia - jedna z największych gospodarek świata - tkwi w recesji. Dług publiczny wyniósł w 2009 r. 189 proc. PKB, aż o 76 pkt proc. więcej niż w przypadku Grecji. Gorszy rezultat osiągnął tylko afrykański bankrut Zimbabwe. Dług jeszcze wzrośnie, bo na ten rok planowany jest 7-proc. deficyt budżetowy. Na dodatek na emeryturę przejdzie w najbliższych latach kilka milionów Japończyków i państwo będzie musiało znaleźć pieniądze na wypłatę świadczeń. Do tej pory pozyskiwano pieniądze, sprzedając obligacje, ale to pogłębiało zadłużenie. A właśnie z długiem publicznym, który w dół ciągnie gospodarkę, rząd w Tokio musi się jak najszybciej uporać.
- Wydawało mu się, że sprawa podatków nie podlega dyskusji - mówi agencji AP politolog Naoto Nonaka z uniwersytetu Gakushuin w Tokio. Jednak zapowiedź ich wzrostu doprowadziła do spadku popularności rządu z 59 do 43 proc. Utrata wyborców nie przekłada się jednak na wzrost poparcia dla największego rywala Minshuto, Partii Liberalno-Demokratycznej (Jiminto), która w zeszłym roku po kilku dekadach niepodzielnego panowania musiała oddać władzę. Gwałtownie rośnie liczba niezdecydowanych i to oni przesądzą o wyniku niedzielnych wyborów.
Dlatego 63-letni Naoto Kan, były minister finansów, walczy teraz o ich głosy. Za radą speców od PR jeździ po całym kraju i bez owijania w bawełnę mówi o tym, w jak trudnej sytuacji znalazła się Japonia. - Dług publiczny jest przeogromny, a finanse są w najgorszym stanie spośród wszystkich rozwiniętych państw świata. Musimy się zreformować, by uniknąć załamania w greckim stylu - mówił na jednym z ostatnich wieców.
Nie ukrywa także, że pracuje nad planem reform, dzięki którym spełni obietnicę - czyli zdusi deficyt budżetowy do zera do roku 2020. Wiadomo, że oprócz podwyżki podatków Japończyków czekają m.in. ostre cięcia wydatków na cele socjalne.
Sondaże wskazują, że dzięki szczerości partia Naoto Kana może liczyć co najmniej na utrzymanie stanu posiadania w Izbie Radców, czyli 109 mandatów na 242 możliwe do zdobycia w niedzielnych wyborach. To bezpieczna większość, dzięki której jego plan naprawy kraju zostanie zaakceptowany (Minshuto ma w Izbie Reprezentantów, izbie niższej parlamentu, bezwzględną większość). W innym wypadku będzie musiał szukać koalicji, co z pewnością zahamuje jego reformy - ze szkodą dla japońskiej gospodarki.
Michał Potocki
michal.potocki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu