Nie ma laureata nagrody dla uczciwego polityka z Afryki
Wielki problem Afryki ponownie dał o sobie znać: brak uczciwych polityków. I to w czasie, gdy oczy całego świata - z powodu trwającego w RPA mundialu - są zwrócone właśnie na ten kontynent. Już drugi raz z rzędu nie udało się znaleźć kandydata do nagrody dla byłego przywódcy z Czarnego Lądu, który swoimi rządami dawał przykład poszanowania demokracji.
Wyróżnienie i czek na niebagatelną sumę 5 mln dol. przyznaje od 2007 roku fundacja założona przez Mo Ibrahima, urodzonego w Sudanie potentata na rynku telekomunikacyjnym w Wielkiej Brytanii. "Wymogi stawiane zdobywcom są wysokie, a więc liczba potencjalnych kandydatów każdego roku jest niewielka. Jest więc prawdopodobne, że w niektórych latach wyróżnienie nie będzie przyznawane" - napisała w specjalnym oświadczeniu kapituła fundacji po gniewnej reakcji kilku afrykańskich państw.
Dotychczas laureatami nagrody zostali: były prezydent Botswany Festus Mogae oraz były lider Mozambiku Joaquim Chissano. Każdy z nich - oprócz 5 mln dol. wypłacanych w 10 rocznych transzach - przysługuje także dożywotnia pensja w wysokości 200 tys. dol. rocznie. Dodatkowo przez dekadę laureat może otrzymać 200 tys. dol. rocznie na realizację szczytnych celów.
Na razie Mo Ibrahim nie zamierza rezygnować z promowania demokracji i uczciwości w Afryce, choć - jak sam przyznaje - nie jest to łatwe zadanie. Ale podkreśla, że chce, by jak najszybciej do historii przeszli tacy ludzie jak Robert Mugabe z Zimbabwe, który nie tylko rozkradł kraj, ale wpędził go w głód. Albo prezydent Senegalu Abdoulaye Wade, na którego polecenie zbudowano pomnik Odrodzenia Afrykańskiego i który uznał, że skoro to jego pomysł, to będzie pobierał 35 proc. zysków ze sprzedaży biletów.
pc
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu