Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Niemieckiego polityka za 20 tys. euro wynajmę

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Niemiecka polityka cieszyła się dotąd opinią stosunkowo uczciwej. Na tym wizerunku pojawia się jednak coraz więcej rys. Chodzi zwłaszcza o balansujące na granicy legalności zjawisko politycznego sponsoringu, które pogrąża w ostatnich dniach wiele najbardziej wpływowych postaci rządzącej koalicji.

"Jako premier największego niemieckiego landu i wiceszef CDU nie jestem do kupienia" - tłumaczy się w opublikowanym wczoraj wywiadzie dla dziennika Bild premier Nadrenii-Westfalii Juergen Ruettgers. Pozujący na obrońcę zwykłego człowieka potężny lider nadreńskiej chadecji od początku tygodnia musi bronić się przed zarzutami, jakie padają pod jego adresem po opublikowaniu przez magazyn Der Spiegel listów, które kancelaria Ruettgersa wysłała do najważniejszych niemieckich przedsiębiorców w ramach przygotowań do marcowego zjazdu lokalnej CDU.

Chadecy oferują w nich sprzedaż miejsca w pomieszczeniach kongresowych na ustawienie komercyjnego punktu reklamowego za 14 tys. euro. Nic nowego, tyle że za dodatkowe 6 tys. euro firma w pakiecie z 15 metrami kwadratowymi stoiska otrzymuje "rozmowę z premierem landu lub jego ministrami". Plus wspólną fotografię i przechadzkę, która ma pokazać, że firma cieszy się osobistym zaufaniem premiera. Publikacja tygodnika wywołała w Niemczech polityczną burzę.

Poważne kłopoty z powodu zbyt bliskiej zażyłości z biznesem ma też koalicyjny partner chadeków - FDP. Najpierw wyszło na jaw, że liberałowie w ciągu roku poprzedzającego jesienne wybory do Bundestagu otrzymali 1,1 mln euro od duesseldorfskiej firmy Substantia AG należącej do jednego z najbogatszych Niemców Augusta von Fincka, przy okazji - właściciela sieci hoteli Moevenpick. Uwadze niemieckich mediów nie uszło, że natychmiast po wyborczym sukcesie FDP wywalczyło wpisanie do umowy koalicyjnej... obniżenie VAT dla hotelarzy z 19 na 7 proc.

Problemy ma sam szef FDP i wicekanclerz Guido Westerwelle. W kwietniu 2007 r. jeszcze jako lider opozycji wygłosił on za 7 tys. euro odczyt dla kadry liechtensteinskiego banku LGT, który kilka miesięcy później został oskarżony przez rząd o zachęcanie Niemców do ukrywania u nich swoich dochodów przed fiskusem. Do tego magazyn Stern oskarżył Westerwellego o przyjmowanie pieniędzy na kampanię FDP od skazanego za oszustwa podatkowe szefa firmy ubezpieczeniowej MEG Mehmeta Goekera.

- Wygląda na to, że w ostatnich latach prawie niezauważenie niemieccy politycy odkryli nowy sposób finansowania swoich partii: partyjny sponsoring - mówi nam Hans Layendecker, jeden z najbardziej znanych niemieckich dziennikarzy śledczych. Podobnie uważają Martin Morlock i Ulrich von Alemann z uniwersytetu w Duesseldorfie, autorzy książki "Sponsoring. Cudowna recepta dla niemieckiej polityki?".

Niemieckie prawo nie wyznacza przedsiębiorcom żadnych granic wpłat. Wystarczy podanie do publicznej wiadomości wysokości wpłaty i danych donatora. Sponsorzy mogą je sobie nawet częściowo odliczyć od podatku. Niemieckie partie w 2008 r. zebrały w ten sposób 20 mln euro. Jeszcze więcej uzyskały ministerstwa (zwłaszcza resort zdrowia) - 78,2 mln euro w latach 2007 - 2008 - a nawet gminy. Zjawisko jest nowe i ostateczna granica, co jest rozsądnym odciążaniem budżetu, a co już niedopuszczalnym kupowaniem przychylności decydentów, nie została jeszcze ustalona.

@RY1@i02/2010/040/i02.2010.040.000.0009.001.jpg@RY2@

Fot. Reuters/Forum

Premier Nadrenii-Westfalii Juergen Ruettgers

rafal.wos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.