Erika Steinbach rezygnuje z miejsca w radzie w zamian za większe wpływy dla BdV
Ciągnący się od miesięcy spór o miejsce Eriki Steinbach w radzie berlińskiego muzeum wypędzeń wydaje się ostatecznie zakończony.
- Definitywnie nie pozwolę się nominować - obwieściła wczoraj kontrowersyjna szefowa Związku Wypędzonych (BdV). Jej rezygnacja z zasiadania we władzach fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie to część kompromisu, nad którym od miesięcy pracowała niemiecka koalicja. W zamian za wycofanie się szefowej BdV z gry o stanowisko znowelizowana zostanie ustawa o fundacji, która stworzyć ma w Berlinie muzeum poświęcone wysiedleniom. Rada fundacji zostanie zwiększona z 13 do 21 członków. Związek Wypędzonych otrzyma w niej sześć miejsc zamiast obecnych trzech. Więcej reprezentantów będą mieć także Bundestag oraz Kościoły. Po drugie członków rady mianować ma wkrótce niemiecki parlament, a nie rząd, jak przewiduje obecna ustawa. To częściowe wyjście naprzeciw postulatom wypędzonych, którzy uważali, że mają zbyt mało do powiedzenia w sprawie realizacji swojego sztandarowego projektu. Ale nie udało im się przeforsować całkowitego zniesienia politycznej kurateli nad muzeum. - Osiągnęliśmy dobre rozwiązanie, które służy fundacji. Nie ma ani przegranych, ani zwycięzców - mowiła Steinbach.
Temat szefowej BdV dzielił najważniejszych niemieckich polityków od miesięcy: szef bawarskiej CSU Horst Seehofer domagał się uszanowania prawa wypędzonych do nominacji swojej liderki. Z kolei wicekanclerz i przewodniczący liberalnej FDP Guido Westerwelle blokował jej kandydaturę, dowodząc, że pogorszy to relacje z Polską.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu