Bernanke prawie pewny
Amerykański Senat miał wczoraj, już po zamknięciu tego wydania DGP, zatwierdzić Bena Bernankego na kolejne cztery lata w roli szefa Rezerwy Federalnej USA (Fed).
Na kilka godzin przed głosowaniem najbliższe otoczenie przywódcy demokratycznej większości w Senacie Harry’ego Reida sugerowało, że Bernankego poprze przynajmniej 60 spośród 100 członków izby wyższej Kongresu USA. Ma się tak stać pomimo krytyki, jakiej nie szczędzili szefowi banku centralnego w ostatnich tygodniach niektórzy parlamentarzyści. - Ponowny wybór Bernankego jest moralnie ryzykowny. Pamiętajmy, że to jego polityka monetarna doprowadziła w ostatnich latach do tego, że Wall Street mogła zawsze liczyć na tanią gotówkę, podczas gdy normalni ludzie musieli z całych sił walczyć o kredyt - mówił w czasie debaty w Senacie przewodniczący komisji bankowej Jim Bunning.
Choć republikanin Bernanke został nominowany na stanowisko najpotężniejszego bankiera świata jeszcze przez George’a Busha, obecny prezydent Barack Obama nie skorzystał z okazji, by zamienić go na demokratę. Według obserwatorów 56-letni potomek pochodzącego z Polski żydowskiego sklepikarza jest dziś bowiem dla Obamy bardzo wygodnym sojusznikiem.
Przede wszystkim dlatego, że urodzony w Georgii ekonomista wziął na siebie część niezadowolenia społecznego, jakie kumuluje się w Ameryce od wybuchu kryzysu ekonomicznego. W tym czasie bezrobocie wzrosło do poziomu 10 proc., a tysiące ludzi wpadły w pułapkę niespłacalnych kredytów.
Obama postawił na Bena Bernankego również z powodu zaufania, jakim szef Fed cieszy się wśród finansistów oraz mediów. Dowodem było choćby przyznanie mu przez magazyn Time prestiżowego tytułu człowieka roku 2009. "Nie jest ani charyzmatycznym liderem, ani porywającym mówcą. Ale to profesjonalista, który nie wierzy ideologicznym czy partyjnym racjom. To dzięki jego wywarzonej polityce monetarnej uniknęliśmy przerodzenia się kryzysu w prawdziwą ekonomiczną katastrofę" - napisał w uzasadnieniu Time. Pod tym względem Bernanke różni się również od swojego poprzednika Alana Greenspana, który podczas dwóch dekad (1987 - 2006) na czele Fed wielokrotnie był oskarżany o neoliberalną ortodoksję.
W czasie drugiej kadencji na Bernankego czeka wiele poważnych wyzwań. Będzie musiał m.in. pomóc prezydentowi Obamie w przygotowaniu strategii w miarę bezbolesnego zakończenia kosztownych państwowych programów nakręcania gospodarki i pomocy dla banków. To od jego polityki monetarnej będzie też zależało tempo wychodzenia na prostą nakręcającej się z wolna gospodarki USA.
Do tej pory największe kłopoty z reelekcją miał w 1983 roku Paul Volcker. Demokrata był niezwykle niepopularny z powodu radykalnej kuracji antyinflacyjnej, jaką zaaplikował Ameryce w czasie swojej pierwszej kadencji. Z powodu ustanowionych przez niego wysokich stóp procentowych Waszyngton był wówczas np. świadkiem bezprecedensowych protestów farmerów, którzy popadli w spiralę zadłużenia. Mimo poparcia, jakiego udzielił mu prezydent Reagan, aż 16 senatorów głosowało przeciw Volckerowi. Opór sprawił, że cztery lata później republikańska administracja zrezygnowała z jego usług, sięgając po Alana Greenspana.
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu