Chwytamy się wszystkich sposobów, by pomóc
Największym wyzwaniem jest utrzymanie ciągłego przepływu transportów przez granicę w głąb Haiti. W panującym wszędzie chaosie jest to niemal niewykonalne.
Chwytamy się każdego sposobu. Wysyłamy transporty każdym dostępnym środkiem komunikacji: autobusami, samochodami osobowymi, wozami. Jak tylko się da.
Pojawiają się informacje o próbach zrabowania rzeczy przeznaczonych dla Haitańczyków. Dlatego też staramy się wprowadzić jak najostrzejsze normy bezpieczeństwa. Ostrzegamy policję o tym, gdzie i kiedy będą wysyłane transporty, staramy się wysłać przodem ludzi, którzy sprawdzą warunki na danej trasie, instruujemy też personel, jak ma się zachowywać w przypadku niebezpieczeństwa.
Wszystkiego - bo też wszystko na wyspie zostało kompletnie zniszczone. Wody, żywności, jakiegoś choćby prowizorycznego schronienia. Pod tym względem sytuacja wciąż jest dramatyczna.
To prawda. Haitańczycy są zdesperowani trwającym już niemal tydzień kryzysem humanitarnym i skalą kataklizmu, a zarazem wściekli na to, co postrzegają jako brak reakcji władz kraju na dramat setek tysięcy mieszkańców. To zmusza nas do zachowania ostrożności również przy dystrybucji pomocy.
Niestety, o miejscach położonych na uboczu nie wiemy praktycznie nic. Możemy tylko się domyślać, że ze względu na mniejsze zaludnienie skala tragedii była tam mniejsza, a zarazem los ofiar, które znalazły się pod gruzami, wydaje się przesądzony. Do takich miejsc nie dociera żadna pomoc, w dużej mierze również ze względów bezpieczeństwa.
Bo się boją. Wstrząsów wtórnych, epidemii, atmosfery tragedii i śmierci, a wreszcie - bandytyzmu. To tylko wzmaga chaos, ale wiemy, że oni będą uciekać, dopóki nie poczują się bezpiecznie. A zanim to nastąpi, minie wiele czasu.
@RY1@i02/2010/012/i02.2010.012.000.012b.001.jpg@RY2@
W Port-au-Prince trwa liczenie zabitych
Fot. UN /Logan Abassi
Do tej pory pochowano 70 tysięcy osób. Od kilkudziesięciu godzin na terenie Haiti obowiązuje stan wyjątkowy. Mimo że w Port-au-Prince lądują kolejne samoloty z pomocą żywnościową, tysiące ludzi próbuje opuścić stolicę kraju, szukając schronienia przed głodem, pragnieniem i chorobami na wsi.
W poniedziałek z pomocą Haiti pospieszyła Unia Europejska. Unijni przywódcy ogłosili, że na pomoc dla tego biednego karaibskiego państwa przeznaczą aż 420 mln euro.
mj
*, dyrektor Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża (ICRC) w Republice Dominikany, główny koordynator operacji humanitarnej ICRC na Haiti
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu