Biedne Haiti nie daje sobie rady z przyjęciem zagranicznej pomocy
Niemal tydzień po uderzeniu kataklizmu sytuacja na Haiti jest wciąż dramatyczna. Mimo uruchomienia międzynarodowej pomocy jeden z najbiedniejszych krajów świata ma olbrzymie problemy z jej przyjęciem i odpowiednim wykorzystaniem, a na ulicach karaibskiej republiki rozgrywają się mrożące krew w żyłach sceny.
Premier Haiti Jean-Max Bellerive mówi o minimum 100 tys. zabitych, jego minister spraw wewnętrznych szacuje liczbę ofiar na 200 tys., a przedstawiciele ONZ i organizacji pomocowych dodają, że "stolica kraju Port-au-Prince wygląda jak po uderzeniu bomby atomowej". Jeszcze gorzej jest na prowincji. Tylko w 200-tys. Leogane, gdzie znajdowało się epicentrum kataklizmu, zniszczonych jest według relacji wysłanników ONZ 80 - 90 proc. zabudowań, a życie stracił prawdopodobnie co dziesiąty mieszkaniec.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.