Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Noże zamiast bomb

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

W nadchodzących miesiącach Al-Kaida pozostanie symbolem terroryzmu, ale będzie stopniowo coraz mniejszym zagrożeniem dla Zachodu - twierdzi prestiżowy amerykański instytut Stratfor w swojej prognozie na 2010 r.

Coraz poważniejszym problemem USA i Europy będą sprzymierzone z organizacją bin Ladena grupy z krajów takich jak Somalia czy Jemen, które nawołują do ataków budujących atmosferę permanentnego zagrożenia - ostrzegają amerykańscy analitycy. Głównym celem staną się hotele i samoloty.

Osama bin Laden i jego najbliżsi towarzysze, którzy tworzą twarde jądro Al-Kaidy, zostali w ostatnich latach zepchnięci na boczny tor dżihadu i nic nie wskazuje, żeby mieli odzyskać znaczenie, jakie mieli jeszcze kilka lat temu - podkreślają specjaliści Stratforu w opublikowanej właśnie prognozie pt. "Dżihadyzm w 2010 r.: nieustanne zagrożenie". Już teraz członkowie grupy są w stanie prowadzić realne operacje wyłącznie na pograniczu pakistańsko-afgańskim, a terytorium, na jakim operują, kurczy się z tygodnia na tydzień.

Nie oznacza to jednak końca Al-Kaidy. Podobnie jak w ostatnich miesiącach liderzy organizacji - a w szczególności prawa ręka bin Ladena i numer dwa w grupie, Egipcjanin Ajman Al-Zawahiri - będą regularnie publikować w internecie odezwy nawołujące wiernych do przyłączenia się do dżihadu przeciw "krzyżowcom". Odzew na nie jest jednak niewielki. Fundusze Al-Kaidy topnieją w takim tempie, że liderzy grupy nie wahają się prosić o pieniądze w swoim przesłaniach publikowanych w internecie.

Jak podkreślają autorzy prognozy, mimo wszystko organizacja wciąż pozostaje symbolem dżihadu, a jej nazwą - na zasadach podobnych do franczyzy - bardzo chętnie posługują się wszelkiej maści lokalne ugrupowania fundamentalistyczne w całym świecie islamskim.

I to właśnie te regionalne grupy będą w 2010 roku stanowić największe zagrożenie. Amerykanie i Europejczycy rzadko kojarzą nazwy, takie jak Al-Szabaab, Al-Kaida na Półwyspie Arabskim (AQAP) czy Al-Kaida w Maghrebie (AQIM). Tymczasem to właśnie bojownicy tych grup - Somalijczycy, Jemeńczycy czy Indonezyjczycy - będą zdolni w nadchodzącym roku dokonać najgroźniejszych zamachów terrorystycznych.

Jak ostrzegają amerykańscy analitycy, wszystkie te organizacje zmieniają charakter: z ugrupowań narodowych czy regionalnych stają się globalne. Głośna próba zamachu na samolot linii Delta przeprowadzona w Boże Narodzenie została zaplanowana przez Nigeryjczyka wspieranego przez Jemeńczyków. Niewiele brakowało, żeby jemeński bojownik dżihadu w sierpniu wysadził w powietrze saudyjskiego księcia Mohammeda bin Najefa - ministra spraw wewnętrznych, odpowiedzialnego za operacje Rijadu wymierzone w Al-Kaidę.

Bastionami dalekich krewnych Al-Kaidy stają się Jemen i Somalia. W tej drugiej najsilniejszym ugrupowaniem stał się wspomniany Al-Szabaab, lokalna armia zwolenników dżihadu, chroniąca też bojowników uciekających z Afganistanu i Pakistanu.

- Al-Szabaab zyskał w zeszłym roku na znaczeniu, m.in. obezwładniając stacjonujące w Somalii oddziały pokojowe Unii Afrykańskiej. Dziś przy wsparciu rządu sąsiedniej Erytrei grupa kontroluje kilka głównych miast i portów w południowej Somalii, zwalcza innych somalijskich fundamentalistów i powoli zyskuje poparcie społeczne - mówi nam Amanda Towler ze Szwedzkiej Szkoły Obrony Narodowej. Według niej Al-Szabaab dysponuje siłami rzędu pięciu tysięcy bojowników - wojska wchodzące w skład misji Unii Afrykańskiej w Somalii liczą sobie raptem 250 żołnierzy więcej.

To z inspiracji Al-Szabaab 1 stycznia do domu Kurta Westergaarda - znanego na całym świecie duńskiego rysownika, który cztery lata temu opublikował karykatury proroka Mahometa w gazecie Jyllands-Posten, co wywołało zamieszki w całym świecie muzułmańskim - wdarł się młody zamachowiec. 28-letni Somalijczyk nie potrzebował bomby - wystarczyły mu nóż i siekiera. Rysownik uratował życie, chroniąc się w opancerzonym pokoju bezpieczeństwa.

Ten atak był zamachem nowego typu - według Stratforu w tym roku będziemy świadkami wielu podobnych aktów przemocy. Do takich wystąpień nawołują liderzy regionalnych ugrupowań dżihadystowskich, np. lider jemeńskich ekstremistów Nasir Al-Wujaszi, który w specjalnym artykule do swoich zwolenników zaapelował o przeprowadzanie jak najprostszych ataków, przy użyciu wszelkich dostępnych narzędzi, przeciw jakimkolwiek celom. Siekiera i nóż niewątpliwie doskonale pasują do tych standardów - konkludują autorzy raportu.

Podobnie celem dżihadystów nadal będą stosunkowo słabo chronione obiekty, np. hotele - jak Serena w Afganistanie czy Taj Mahal w indyjskim Bombaju - oraz samoloty, co do których terroryści wykazują pewną fiksację, jak określają to amerykańscy analitycy.

@RY1@i02/2010/007/i02.2010.007.000.010a.101.jpg@RY2@

Fot AFP

Członkowie fundamentalistycznej indonezyjskiej młodzieżówki AYAM

Mariusz Janik

mariusz.janik@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.