Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Dlaczego chińscy przywódcy boją się rocznicy rewolucji

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Japońscy organizatorzy konferencji naukowej w okrągłą rocznicę chińskiej rewolucji z 1911 roku usłyszeli kilka dni temu, że mimo miesięcy przygotowań impreza została odwołana. Z powodów "logistycznych" została też nieoczekiwanie wstrzymana światowa premiera opery opisującej życie Sun Yat-sena, pierwszego prezydenta Republiki Chińskiej, która miała się odbyć w Pekinie. Choć wiele wydarzeń upamiętniających setną rocznicę rewolucji idzie zgodnie z planem, a wielki portret Suna zawisł w październiku na placu Tiananmen, kilka innych obchodów związanych z rokiem 1911 zostało w tajemniczych okolicznościach odwołanych.

Komunistyczna Partia Chin ma problemy z niewygodnym połączeniem historycznej zmiany i ciągłości. Z jednej strony chce być strażniczką rewolucji, która rozpoczęła się w październiku 1911 roku i zakończyła abdykacją ostatniego cesarza Chin w lutym 1912. Z drugiej podkreśla ciągłość tysięcy lat mocarstwa. Partia, która doszła do władzy na fali dwóch rewolucji, republikańskiej w 1911 roku i komunistycznej w 1949, nie chce pamiętać, że rządy mogą wylądować na śmietniku historii.

Okoliczności rewolucji z 1911 roku rodzą niewygodne pytania. Nie była ona całkowicie demokratyczna, Sun odrzucał ideę parlamentu. Demokrację czuć jednak było w powietrzu. U schyłku dynastii Quing i na początku ery republikańskiej można było swobodnie zakładać partie polityczne, wydawać gazety, brać udział w wiecach i strajkach. Takie formy protestów społecznych nie są obecnie tolerowane.

Sun miał również skomplikowane relacje z zagranicznymi mocarstwami. Kiedy w październiku wybuchła rewolucja, szukał funduszy w USA. Wiele czasu spędził w Japonii, która była wówczas bardziej liberalna i nowoczesna niż Chiny i która pokonała je w wojnie z lat 1894 -1895. Związki Suna z Japonią były powodem zorganizowania (odwołanej) konferencji w Tokio.

Obecne relacje pomiędzy Chinami kontynentalnymi a Tajwanem także w niewygodny sposób przypominają o roku 1911. Czang-Kajszek, następca Suna na czele nacjonalistów z Kuomintangu, uciekł na Tajwan w 1949 roku, po zwycięstwie komunistów. To więc Tajwańczycy, a nie Chińczycy z kontynentu mogą sobie rościć prawa do spuścizny po roku 1911. Obecna tajwańska demokracja także ma więcej wspólnego z demokratycznymi ideałami wyrażanymi niekiedy przez Suna.

Historia nie dostarcza czytelnego przekazu ludziom, którzy obecnie znajdują się u władzy. To dlatego nie będzie opery upamiętniającej powstanie współczesnych Chin.

Tłum. TK

© The Financial Times Limited 2011. All Rights Reserved

David Pilling

publicysta "Financial Timesa"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.