Hiszpańskie samorządy nie chcą oszczędzać
KONFLIKT MIĘDZY WŁADZAMI a zdominowanymi przez opozycję samorządami zagraża wiarygodności kredytowej Madrytu
Hiszpania, walcząca o to, by nie podzielić losu Grecji, zamierza zdyscyplinować samorządy. Dług zaciągnięty przez władze regionalne w ciągu zaledwie dwóch lat się podwoił.
- Władze centralne zaaprobowały przyjęcie kotwicy wydatków uzależnionej od poziomu wzrostu gospodarczego. Od regionów oczekujemy tego samego - zapowiedziała właśnie szefowa resortu finansów Elena Salgado.
Rząd jest zdeterminowany głównie ze względu na niepokojące informacje z rynku CDS-ów. Wczoraj ich wycena w stosunku do Hiszpanii wzrosła o kolejne 12 punktów (do 322). Jutro pani minister ma się spotkać z przywódcami wszystkich 17 hiszpańskich regionów, z których w 13 rządzą partie opozycyjne, głównie Partia Ludowa (PP).
To właśnie oni najgłośniej protestują przeciwko żądaniom Madrytu, by przyszłoroczny deficyt regionalnych budżetów wynosił najwyżej 1,3 proc. PRB (produktu regionalnego brutto). Opozycjoniści nabrali wiatru w żagle dzięki niedawnemu zwycięstwu w wyborach lokalnych. Władze Kastylii-La Manchy, wywodzące się z PP, zagroziły, że realizacja żądań Madrytu uniemożliwi wypłacenie na czas pensji pracownikom budżetówki. Jak podają hiszpańskie statystyki, zadłużenie regionu ze stolicą w Toledo przekracza 5,8 mld euro.
Z kolei przywódca Katalonii, najbogatszego regionu Hiszpanii z gospodarką wielkości Portugalii, otwarcie zapowiedział zignorowanie limitu. Artur Mas dowodzi, że nawet planowane na przyszły rok drakońskie, 10-procentowe cięcia wystarczą najwyżej do ograniczenia deficytu do 2,7 proc. PRB. Jego zdaniem osiągnięcie 1,3 proc. będzie możliwe dopiero w 2012 r.
Tym bardziej że program cięć już wywołał niepokoje społeczne. W lipcu przeciwko planowanej 6-procentowej redukcji wydatków na służbę zdrowia protestowały setki Katalończyków bojących się utraty pracy.
Salgado replikuje, że w razie braku zgody na cięcia Madryt przerzuci na regiony finansowe konsekwencje niewypełnienia wymaganego przez unijne regulacje limitu 3 proc. deficytu budżetowego do 2013 r. W tym roku dziura, na którą składają się również wydatki regionalne, ma być jeszcze trzykrotnie większa.
Do tej pory regiony niewiele sobie jednak robiły z przedstawianych corocznie limitów deficytu. Tegoroczne budżety lokalne przyniosą zapewne 2,8-procentową dziurę wobec celu wyznaczonego na 2,4 procent.
W tej kwestii zdyscyplinowanie regionów i niższych szczebli samorządu jest kluczowe.
W Hiszpanii, która od czasu śmierci gen. Francisco Franco podąża ścieżką szybkiej decentralizacji, władze 17 regionów i 8112 gmin odpowiadają w sumie za 51 proc. wydatków publicznych. Przez lata beztroskiego zadłużania się wypracowały 115 mld euro spośród 488 mld euro ogólnego długu publicznego iberyjskiego królestwa. Skumulowany dług regionów w liczbach bezwzględnych zbliża się do połowy zadłużenia Grecji. A to nie wszystko: według niektórych danych kolejne 26 mld euro jest ukryte w siatce przedsiębiorstw należących do władz lokalnych.
Choć oszczędnościowe wysiłki lewicowego rządu Jose Luisa Zapatero wzbudzają uznanie rynków, agencje ratingowe sceptycznie patrzą na prawdopodobieństwo przekonania do podobnych wysiłków regionów. Wiarygodność większości z nich jest wyceniana poniżej władz centralnych. Moody’s po marcowej obniżce ocenia kondycję Hiszpanii na Aa2. Rating Katalonii jest o cztery szczeble niższy i wynosi A3. Z kolei Standard & Poor''s wprost napisał w jednej z analiz, że wymuszenie na samorządach większej dyscypliny budżetowej będzie ze względów ustrojowych mało prawdopodobne.
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu