Alleluja!!! Bóg kocha luksusy
Chcesz zarabiać krocie i prowadzić wygodne życie? Chcesz móc szydzić z fiskusa i grać na nosie politykom? Zostań telewizyjnym kaznodzieją
Teleewangelizm, będący w powszechnej opinii zjawiskiem niszowym, w istocie jest jedną z najbardziej dochodowych gałęzi medialnego biznesu. Amerykańscy kaznodzieje z TV cieszą się sławą dorównującą celebrytom świata filmu i rozrywki. I jak oni są równie bogaci. Nie byłoby w tym nic złego - wszak Ameryka uwielbia ludzi sukcesu - gdyby nie to, że ich bogactwo jest często wynikiem świadomego łamania prawa i oszustw podatkowych.
Teleewangelizm pojawił się w USA w latach 50. ubiegłego wieku i łączył w sobie elementy edukacji z kultem charyzmatycznej jednostki. Powszechnie odbierany był jako ciężka praca, więc jeśli ktoś się na nim dorobił - takie było jego prawo.
Gdy w latach 70. pojawiły się pierwsze sieci telewizji religijnej, to ich właściciele zaczęli zarabiać ogromne pieniądze. Ten sukces postrzegano jako amerykański sen. Ot, kolejni pucybuci zamienili się w milionerów.
W późnych latach 80. na scenę wkroczył błyskawicznie zyskujący na popularności nurt teleewangelizmu bogactwa. Głosi on, że przyjęcie Słowa Bożego wiąże się z gwarantowanym finansowym sukcesem jako nagrodą od Boga. Pionierem tego ruchu był metodysta Oral Roberts (zmarł w 2009 r.), założyciel m.in. uniwersytetu swojego imienia i inicjator wielu zbiórek pieniędzy na cele religijne - znany m.in. z tego, iż groził wiernym różnego rodzaju nieszczęściami (w tym zgonem), jeżeli nie sięgną głęboko do kieszeni.
Dzisiaj jakąś formę teleewangelizmu bogactwa uprawia większość najsłynniejszych religijnych kaznodziejów. Ich osobiste majątki traktowane są przez wiernych jako dowód na to, że głoszona przez nich nauka nie jest prawdziwa.
Ewangelia luksusu
Machina teleewangelizmu pracowałaby pod łaskawym okiem protestanckiego Boga dalej, gdyby nie skandale, w których Bóg palców na pewno nie maczał. Dwa lata temu dziennik "Los Angeles Times" dotarł do sądowych akt walczącej między sobą o pieniądze rodziny zawiadującej stacją Trinity Broadcasting Network (TBN), największą religijną stacją telewizyjną świata. Brittany Koper, wnuczka założyciela i prezesa stacji Paula Croucha, przez jakiś czas także dyrektorka finansów w firmie, oskarżyła dziadka o defraudację kilkudziesięciu milionów dolarów z konta non profit, na którym gromadzone są datki od wiernych.
Dla Ameryki była to pierwsza szansa na zerknięcie za kulisy prywatnego życia jej religijnych przywódców. Życia, jak się okazało, o wiele bardziej ekstrawaganckiego i luksusowego, niż się to wydaje, a przede wszystkim bardzo mijającego się z głoszonymi przez teleewangelistów prawdami o obyczajności i etyce. Brittany Koper zeznała przed sądem, że za zdefraudowane pieniądze Paul Crouch kupił m.in. dla siebie prywatny odrzutowiec, helikopter dla żony, przenośną willę dla psów za 100 tys. dol. i 13 rezydencji w Teksasie, Tennessee i Kalifornii, które zostały zaksięgowane jako domy gościnne. Przy okazji afery prasa przypomniała, że w 2004 r. Paul Crouch zaliczył inny nieprzyjemny epizod sądowy, kiedy to starał się przekupić mężczyznę oskarżającego go o inicjowanie kontaktów homoseksualnych. Spór między babcią Crouch (Paul Crouch zmarł w listopadzie ub.r.) a wnuczką trwa, bo fortuna przechyla się raz na jedną, raz na drugą stronę. Prawnicy reprezentujący Crouchów starają się udowodnić, że wnuczce zależy wyłącznie na uszczknięciu jak największego kawałka fortuny i że wraz z ojcem (najstarszy syn Crouchów) oraz swoim mężem też ma niejedno na sumieniu.
Bomba w obozie teleewangelistów wybuchła jednak na dobre w kwietniu tego roku po serii reportaży wyemitowanych przez publiczne radio NPR. Jego dziennikarze odkryli przed Ameryką, że aż dziesięć z trzydziestki największych stacji religijnych, których łączna wartość grubo przekracza miliard dolarów, operuje i zarabia w sposób niezgodny z prawem.
Precedens ten najlepiej opisuje przypadek telewizji Daystar, najprężniej rozwijającej się stacji religijnej na świecie, prowadzonej przez małżeństwo Marcusa i Joni Lamb w Bedford w Teksasie. Na pierwszy rzut oka ich biznes nie różni się niczym od typowej stacji TV. Mają studia, sprzęt, kontraktują programy i zapraszają gości, by wypełnić czas antenowy. W rejestrze amerykańskiego urzędu podatkowego (IRS) Daystar nie figuruje jednak jako firma, ale Kościół. Uprawniona więc jest do korzystania z ulg przysługujących Kościołom, w tym najważniejszych: nie ma obowiązku publicznego rozliczania się ze swoich finansów oraz nie musi płacić podatku od nieruchomości (jej majątek jest szacowany na prawie 10 mln dol.).
Religijną naturę stacji Daystar może dałoby się przełknąć, gdyby - jak podobne koncerny medialne, choćby SonLife Broadcasting Network z Luizjany - miała wiernych. Właściciel SonLife Jimmy Swaggart, choć przemawia z ekranu do milionów, to przede wszystkim mówi do wiernych zgromadzonych przed nim w kościele Family Worship Center w Baton Rouge. Tymczasem państwo Lamb wygłaszają kazania wyłącznie do kamer. Byli pracownicy potwierdzają, że w studiu Daystar nigdy nie odbywały się żadne śluby, chrzciny, pogrzeby ani nie udzielano komunii świętej - a to cztery z 14 punktów na liście używanej przez IRS do weryfikacji, czy instytucja podająca się za Kościół faktycznie nim jest. - Nie mamy regularnych mszy ani specjalnego niedzielnego kazania, nie mamy spotkań parafialnych. Daystar to nie Kościół, to czysty biznes, maszyna do zarabiania pieniędzy - mówił radiu NPR Bill Hornback, były dyrektor ds. technicznych w firmie Lambów.
A to nie koniec rewelacji. Lambowie, jak wszystkie stacje religijne, dużą część przychodów zawdzięczają datkom wiernych, którzy odpowiadają na ich apele i przesyłają pieniądze na konta wskazywane podczas emisji programów. Swoim wiernym przedstawiają się jako wyjątkowo skuteczni filantropi. W 2009 r. Marcus Lamb zapewniał Australijczyków podczas celebryckiego tournée po kontynencie: "W ciągu ostatnich pięciu lat daliśmy potrzebującym prawie 30 mln dol.!". Analiza dziennikarzy NPR wykazała, że prawdziwa suma wyniosła 9,7 mln, co, biorąc pod uwagę, że w tym czasie Daystar wzięło od telewidzów aż 228 mln dol. w datkach, stanowi ledwie 5 proc. ich nieopodatkowanych przychodów.
A jak właściciele Daystar spożytkowali pieniądze wiernych? Do najciekawszych wydatków należą: pół miliona dolarów na czesne za naukę dzieci w prywatnych liceach i potem na ich studia na Oral Roberts University. Kolejne pół miliona dolarów wsparło kierowcę wyścigowego NASCAR Blake’a Kocha. Ponad 2 mln dol. poszły pod zastaw na pożyczkę dla przyjaciela Marcusa Lamba z golfowego pola, który zamierzał otworzyć własny telewizyjny Kościół na Florydzie. Projekt nie wypalił, a pieniądze przepadły. 60 tys. dol. nagrody dostał prawnik z Jerozolimy za to, że załatwił stacji wejście na tamtejszy rynek. Wreszcie stacja wydała prawie 100 tys. dol. na wykup z księgarni autobiografii Joni Lamb, by w ten sposób wprowadzić ją na listę bestsellerów.
IRS postanowił oślepnąć
Jak to się dzieje, że Daystar nie ściąga na siebie zainteresowania IRS? - Bo fiskus przestał robić audyty w Kościołach. Nastąpiło to w 2009 r. po spektakularnej sądowej przegranej IRS z pastorem Markiem Hammondem. Fiskus sprawdzał, czy Hammond z datków wiernych nie kupił sobie samolotu i czy nie wspierał kampanii kandydata na prezydenta Mike’a Huckabee. Hammond odmówił przekazania dokumentów, a sąd przyznał mu rację. IRS wycofało się więc z walki i można rzec, że od pięciu lat w Ameryce odbywa się więcej defraudacji w imię Boga niż w imię czegokolwiek innego - mówi mi Ole Anthony, dyrektor organizacji Trinity Foundation z Teksasu, która śledzi i nagłaśnia oszustwa popełniane przez instytucje religijne.
Hammond wygrał dzięki prawnemu kruczkowi w ustawie Church Audit Procedures Act. Pochodzi ona z 1984 r. i stanowi, że audyt w Kościele musi być obowiązkowo autoryzowany przez wysokiego rangą urzędnika regionalnego IRS. Ale pod koniec ubiegłego wieku IRS zreformowano i dziś nie ma już ani regionalnych wydziałów, ani ich dyrektorów, stworzono wydziały specjalne, np. wydział ds. instytucji charytatywnych. W Church Audit Procedures Act nie naniesiono jednak żadnych poprawek i dopóki to nie nastąpi, można mieć pewność, że adwokaci reprezentujący Kościoły wygrają w sądzie za każdym razem.
Dlaczego kruczek wciąż tkwi w dokumentach, stawiając IRS na przegranej pozycji?
Mnożą się teorie, wśród których przeważają dwie. Według pierwszej prezydent Obama, okrzyknięty przez sympatyzujących z prawicą wpływowych protestanckich pastorów wcieleniem samego diabła, nie chce ich bardziej do siebie zrażać. I to on stoi za działaniami na rzecz uwolnienia Kościołów od finansowych audytów. Za tą teorią ma przemawiać fakt, że choć od 2008 r. amerykańscy przywódcy religijni coraz jawniej angażują się w politykę, proceder, za który na mocy paragrafu 501(c) 3 kodeksu IRS Kościół powinien z miejsca stracić podatkowe przywileje, żadne kary na nikogo nie spadły. Tylko w 2012 r. aż 1500 pastorów przyłączyło się do Alliance Defending Freedom i wspierało z ambon konkretnych kandydatów na prezydenta oraz kongresmenów. Prominentny teleewangelista Billy Graham dokonał wręcz rzeczy bezprecedensowej - opublikował we wszystkich największych dziennikach kraju reklamę popierającą Mitta Romneya na prezydenta, deklarując przy tym, że zrobi wszystko, co w jego mocy, by Biały Dom przeszedł w ręce konserwatystów.
Druga teoria dotyczy przymierza protestanckich elit z prawicowymi politykami. Kongresmeni gwarantują kaznodziejom wolność w działalności gospodarczej i chronią ich przed przez IRS, w zamian zaś ci udzielając swoim protektorom poparcia w wyborczych kampaniach.
A więc nie posłańcy Boży, apostołowie z potrzeby serca, ale zwykli cwaniacy, którzy chcą się dorobić? Rewelacje ostatnich lat na pewno do takiego wniosku przywiodły niejednego Amerykanina. Ale wielu religijnych liderów poza granicami USA ma z amerykańskim teleewangelizmem jeszcze jeden, bardziej pryncypialny problem. Dla nich telewizyjni kaznodzieje to zwykli "fałszywi prorocy" promujący styl życia i myślenia stojący w absolutnej sprzeczności z prawdziwą nauką płynącą z Biblii. Tak uważa pastor Cecil Andrews z protestanckiego duszpasterstwa Take Heed w Irlandii Północnej, który od ponad 20 lat stara się ukazać prawdziwą twarz teleewangelistów. - To, co oni robią, jest działalnością kryminalną, bo nie chodzi im o nauczanie, ale o okradanie ludzi z pieniędzy. Przestępstwo tym ohydniejsze, że łupią najbiedniejszych, najbardziej ufnych i naiwnych. Jezus nie jeździł bentleyem, nie mieszkał w willi wartej miliony dolarów i nie latał własnym samolotem. Ale dla panów Copelanda, Hinna czy Grahama to właśnie tego typu luksus w życiu jest najważniejszy. Ich wyznawcy to ofiary wielkiej manipulacji - powiedział mi pastor Andrews.
A może raczej ofiary własnego strachu? Dopóki będziemy bać się śmierci, dopóty obrotni teleewangeliści z USA będą mieli pole do popisu. Wie o tym pastor Jim Bakker, który odsiedział pięcioletni wyrok za przestępstwa finansowe i seksualne. Kilka tygodni temu wpadł na pomysł, by sprzedawać wiernym oraz swoim widzom artykuły pierwszej potrzeby na wypadek ataku dżihadystów lub epidemii eboli. Na reklamę najnowszego pomysłu przeznacza obecnie aż 90 proc. czasu antenowego swojej stacji TV. 14 torebek z mieszanką do przyrządzania hamburgerów z fasolą można nabyć już za "jedyne" 3 tys. dol., zaś paczkę dla rodziny zawierającą po tuzinie termalnych koców, okryć, pałeczek fluorescencyjnych i gwizdków za 500 dol. Jak donosi prasa - towary od pastora Bakkera rozschodzą się jak świeże bułeczki.
@RY1@i02/2014/226/i02.2014.226.00000180a.806.jpg@RY2@
east news
- lata prywatną cessną citiation wartą 20 mln dol. i ma przy domu własne lotnisko. Odmówił Senatowi wglądu w dokumenty finansowe swojego Kościoła Kenneth Copeland Ministries
@RY1@i02/2014/226/i02.2014.226.00000180a.807.jpg@RY2@
ap
- autor powiedzenia, że "Jezus nie był nędzarzem i przywódcy religijni też nie powinni nimi być". Mieszka w domu za milion dolarów i jeździ bentleyem za 300 tys. dol. Odmówił złożenia zeznań przed Senatem w sprawie finansów swojego Kościoła
@RY1@i02/2014/226/i02.2014.226.00000180a.808.jpg@RY2@
youtube
- pastorka kościoła w Missouri, zarabia milion dolarów rocznie. W 2009 r. zakończyło się śledztwo w sprawie zarzucanych jej oszustw podatkowych - została oczyszczona z zarzutów
@RY1@i02/2014/226/i02.2014.226.00000180a.809.jpg@RY2@
ap
- autor programu religijnego "This Is Your Day" emitowanego w 200 krajach. Jego Kościół Benny Hinn Ministries zbiera w datkach ok. 200 mln dol. rocznie. Jest znany z uzdrawiania, twierdzi, że wskrzesza zmarłych. Senat prowadzi śledztwo w sprawie finansów jego Kościoła
@RY1@i02/2014/226/i02.2014.226.00000180a.110.jpg@RY2@
mat. prasowe
- jego Kościół zarabia rocznie kilkadziesiąt milionów dolarów, a on sam jeździ rolls-royce''em. Otwarcie mówi, że kocha luksusowe życie
@RY1@i02/2014/226/i02.2014.226.00000180a.111.jpg@RY2@
Eliza Sarnacka-Mahoney
korespondencja z USA
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu