Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Główną barierą przy e-przetargach jest opór urzędników

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

- Planujemy uruchomić ją 26 stycznia. Na początek udostępnimy platformę do przeprowadzania licytacji elektronicznych. W lutym oddamy użytkownikom moduł dotyczący aukcji elektronicznej, czyli dogrywki przy tradycyjnych przetargach.

- Cały czas ją testujemy. To poważne przedsięwzięcie i nie chcemy udostępniać systemu w pośpiechu. Zasadnicze znaczenie ma to, by oddać użytkownikom sprawdzony i sprawnie działający system.

- Nie przeciwstawiałbym tej platformy innym platformom prywatnym. To są zupełnie różne instrumenty. Platformy komercyjne oferują przeprowadzenie całej procedury za zamawiającego. My natomiast proponujemy instrument, w którym zamawiający sam będzie dokonywał czynności w postępowaniu, na przykład będzie dopuszczał wykonawców do systemu.

- Najważniejsze jest, aby urzędnicy zaczęli korzystać w szerszym zakresie z e-przetargów. Drugorzędne znaczenie ma to, z jakiego instrumentu zamawiający będą korzystali: czy to będzie robione za pomocą platform prywatnych czy publicznej.

- Mniej niż 14 tys. euro.

- Na to nie mamy wpływu. Staramy się zmienić ich podejście. Ale oczywiście nie można zmusić urzędników do elektronicznych metod udzielania zamówień. Prawo pozostawia wybór ścieżki zamawiającemu. My możemy udrożnić procedury prawne, odformalizować postępowania i uruchomić platformę. Decyzja należy do zamawiających.

- Ja mogę tylko popierać takie przedsięwzięcia. To nic innego jak promowanie trybów zapewniających jawność i konkurencję. Im więcej takich inicjatyw, tym lepiej. Ale korzystanie z tych metod jest prawem, a nie obowiązkiem zamawiającego. Podstawową barierą przy e-przetargach jest mentalność urzędników. Dlatego duży nacisk UZP kładzie na edukację i szkolenia.

- Nie jestem zwolennikiem nakładania takiego obowiązku na zamawiających. To ma być ich wybór.

- Oczywiście. Planujemy dać przykład i przeprowadzić jako jedno z pierwszych postępowań przetarg na materiały biurowe. Zamawiający powinni zaczynać stopniowo korzystać z e-przetargów. W pierwszej kolejności, aby przełamać opór, warto przeprowadzić postępowanie o mniejszym znaczeniu, a potem w zależności od doświadczeń większe i bardziej złożone kontrakty.

- Podczas wrześniowej nowelizacji rozszerzyliśmy możliwość stosowania licytacji. Można z niej korzystać przy dostawach, usługach i robotach budowlanych przy mniejszych zamówieniach, czyli do progów unijnych. Natomiast powyżej progów nie możemy takiego trybu stosować, bo nie przewidują tego dyrektywy.

Licytacja elektroniczna to samodzielny tryb udzielenia zamówień publicznych. Od pozostałych trybów przetargowych odróżnia ją to, że wykonawca może składać więcej niż jedną ofertę. Jej mechanizm przypomina popularne serwisy aukcyjne (Allegro, Ebay), z tą różnicą, że zwycięża oferta zawierająca najniższą cenę.

- Przy aukcji bezpieczny podpis elektroniczny jest konieczny. To dlatego, że pierwotna oferta jest zawsze składana w formie pisemnej pod rygorem nieważności, więc zmiana tej oferty w toku aukcji może być dokonana w formie równoważnej - a więc elektronicznej opatrzonej bezpiecznym podpisem elektronicznym. Nie da się więc zrezygnować z podpisu elektronicznego, bo byłoby to niezgodne z zasadami prawa cywilnego. Nie przewiduję więc zniesienia tego rygoru.

Aukcja elektroniczna nie jest samodzielnym trybem udzielania zamówień publicznych, lecz stanowi dodatkową dogrywkę po dokonaniu oceny ofert. Zamawiający może ją przewidzieć przy przetargu nieograniczonym, przetargu ograniczonym lub negocjacjach z ogłoszeniem. Jest więc stosowana w tradycyjnym papierowym trybie.

- To, co najważniejsze, zostało już zrobione. Analizujemy możliwości uelastycznienia procedur otwartych, a więc nie tylko licytacji elektronicznej. Rozważamy możliwość skrócenia terminów składania wniosków dla dostaw i usług, albowiem w licytacji są one dłuższe niż np. w trybie przetargu ograniczonego. Jeśli praktyka pokaże, że są jeszcze jakieś bariery przy stosowaniu e-przetargów, to nie mogę wykluczyć innych zmian.

- Nie wiązałbym zapytania o cenę z licytacją. Po nowelizacji sytuacja się zmieniła. Zapytanie o cenę możemy stosować w pewnych ograniczonych sytuacjach. A przy licytacji nie ma takich ograniczeń. Jeśli więc widziałbym potrzebę uchylenia tego trybu, to z innego powodu.

- To tryb ograniczający konkurencję. Nie wszyscy wykonawcy mają możliwość ubiegania się o zamówienie publiczne, a tylko ci, którzy zostaną zaproszeni przez zamawiającego. Dlatego jego istnienie nie ma większego uzasadnienia.

- Nie jest przesądzone, bo nie ja będę o tym decydował. Inicjatywa ustawodawcza leży po stronie Rady Ministrów, a ostateczne zmiany przyjmuje parlament. Ja mogę przedstawić propozycję i z taką inicjatywą zamierzam wystąpić. Czy ona zostanie zaakceptowana, czas pokaże.

- Do grudnia 2009 r. musimy wdrożyć nowe dyrektywy odwoławcze. Wkrótce przedstawimy projekt nowelizacji przepisów w tym zakresie. Zamierzamy także dążyć do dalszego odformalizowania procedur otwartych. Przyjrzymy się także procedurom, które ograniczają konkurencję. Tu widzę olbrzymie zagrożenie systemowe. Dlatego promujemy licytację elektroniczną, która jest procedurą otwartą. Zamierzamy także zaproponować publikację ogłoszeń o zastosowaniu niekonkurencyjnych trybów.

Do 20 grudnia 2009 r. Polska musi wdrożyć nową Dyrektywę 2007/66/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 11 grudnia 2007 r. zmieniającą dzisiejsze dyrektywy odwoławcze (89/665/EWG i 92/13/EWG). Będzie to 13 zmiana prawa zamówień publicznych od chwili uchwalenia ustawy (2004 rok). Dyrektywa przewiduje wydłużenie terminów odwoławczych. Wprowadza także instytucję zawieszenia (typu standstill), która będzie dawać wykonawcom czas na skuteczne odwołanie się od rozstrzygnięcia przetargu, nim zostanie zawarta umowa.

- Przewiduje ona wiele rozwiązań, których nie ma w naszym systemie. Musimy je wdrożyć. Nasze przepisy będą musiały przewidywać możliwość unieważniania umowy, jeśli mimo toczącego się sporu między zamawiającym a wykonawcą zamawiający zawarł umowę z naruszeniem przepisów prawa. W takim przypadku dyrektywa nakazuje, aby na żądanie wykonawcy organ rozstrzygający spór mógł unieważnić nieprawidłową umowę.

- Ustawodawca unijny wymaga, aby nasze prawo jednoznacznie określało, na jakich zasadach wykonawca może dochodzić odszkodowania, gdy umowa została zawarta z naruszeniem prawa. Jeśli organ orzekający dojdzie do wniosku, że unieważnianie umowy nie leży w interesie publicznym, to powinien mieć możliwość nałożenia kary pieniężnej. Tego nasze prawo dziś nie przewiduje.

- Zaproponujemy rezygnację z etapu protestu, albowiem dyrektywa dopuszcza możliwość wniesienia odwołania do organu rozstrzygającego spór, a więc KIO. Rozwiązanie to przyspieszy proces rozstrzygania sporów, a tym samym udzielania zamówień. Tym samym tam, gdzie prawo unijne na to pozwala, będziemy wprowadzać rozwiązania usprawniające procedury.

fa088e74-560a-4ad3-8c10-810f2d6ac596-38885477.jpg

prezes Urzędu Zamówień Publicznych. Prawnik, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Był naczelnikiem Wydziału Opinii Prawnych, Orzecznictwa i Spraw Sądowych w UZP, a także kierownikiem Działu Obsługi Prawnej w Fundacji Fundusz Współpracy

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.