Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Unijne pieniądze zamiast do gmin trafiają do pośredników

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Powstaje rynek specyficznych usług edukacyjnych, które są świadczone dla szkół przez zewnętrzne podmioty. Firmy zarabiają na zatrudnianiu do unijnych projektów nauczycieli, których wprost nie może w projekcie zaangażować np. wójt gminy.

Wszystko dlatego, że samorządy nie mogą bez ryzyka łamania prawa pracy zatrudniać własnych pedagogów do prowadzenia dodatkowych zajęć z UE.

Zgodnie z Kartą nauczyciela gminy nie mogą finansować im żadnych składników wynagrodzeń ze środków, które nie są ich własnymi dochodami. Środki europejskie stanowią co prawda dochód gmin, ale nie własny.

Dlatego zdaniem Ministerstwa Edukacji Narodowej gminy powinny kupować usługi edukacyjne w przetargach. Do tych teoretycznie mogą zgłaszać się również nauczyciele. Jednak samorząd, który zdecyduje się zatrudnić w projekcie własnego pedagoga, może mu zaoferować tylko kontrakt cywilnoprawny i spotkać się z zarzutem, że omija prawo pracy.

Dlatego gminy najchętniej powierzają realizację dodatkowych zajęć w szkołach firmom edukacyjnym. To one biorą na siebie obowiązek znalezienia kadry do prowadzenia zajęć. Najczęściej jednak angażują do projektów miejscowych pedagogów.

- Wychodzimy z założenia, że nauczyciel, który na co dzień pracuje z uczniem, najlepiej zna jego problemy - mówi Bogusław Tischner z Centrum Edukacyjnego Atut Wschód. Firma stała się podwykonawcą w większości projektów przewidujących dodatkowe zajęcia dla uczniów klas 1 - 3 w szkołach podstawowych m.in. w powiecie biłgorajskim. Gminy tłumaczą, że stało się tak, ponieważ firma oferowała najlepsze warunki albo wręcz była jedynym oferentem.

- Do ogłoszonego przez nas przetargu zgłosiła się tylko firma Atut Wschód, nie mieliśmy więc wyboru - podkreśla Krystyna Szara z Urzędu Gminy Goraj w powiecie biłgorajskim.

Jednak eksperci wskazują na to, że firmy edukacyjne w tego typu projektach są w praktyce tylko pośrednikami w wydawaniu unijnych pieniędzy między gminą a jej własnymi pracownikami.

- Firma bierze pieniądze za to, że pozyska do projektu nauczycieli. To oni opracowują i realizują program zajęć. Gdyby te pieniądze trafiały bezpośrednio do gminy, to korzyści dla nauczyciela i szkoły byłyby większe, bo nie zarabialiby na tych projektach pośrednicy - mówi Andrzej Antolak z NSZZ "Solidarność".

Beata Lisowska

beata.lisowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.