Mieszkańcy pod okiem kamer
Są wszędzie: przy urzędach, na ulicach, w lokalnych parkach, a nawet w autobusach. Cały czas obserwują każdy nasz ruch, ale pomagają zwalczać przestępczość i stanowią znakomite dopełnienie pracy policjantów i strażników miejskich. Monitoring może się okazać pomocny także wtedy, gdy pod obrady lokalnej rady trafia bulwersująca sprawa - transmisja w sieci przybliży wówczas problem zainteresowanym
Możliwości monitoringu miejskiego są jednak znacznie większe, co udowodniły ostatnio władze Tczewa (woj. pomorskie). Dzięki monitoringowi... wychowują mieszkańców. Uruchamiając w mieście nowoczesną stację komunikacyjną z dworcem i pętlą autobusową zainstalowano nowoczesny system kamer. Dzięki niemu pracownicy monitoringu mogą bacznym okiem obserwować pasażerów i w razie potrzeby niezwłocznie interweniować.
Oprócz kamer system obejmuje bowiem sieć megafonów. Gdy ktoś łamie przepisy porządkowe, śmiecąc czy pijąc alkohol, z głośników płynie wezwanie, by natychmiast przestał. Z zapewnień przedstawicieli tczewskiego ratusza wynika, że system się sprawdza.
To samo twierdzą urzędnicy ze Starostwa Powiatowego w Kwidzynie. W zainstalowanym w budynku urzędu systemie kamer odkryli oni potencjał na rozładowanie kolejek. Mechanizm jest prosty. Każdy klient przed wizytą w starostwie może zajrzeć na stronę internetową Kwidzynia, gdzie znajdzie obraz z kamery pokazujący, jak wiele osób czeka na załatwienie sprawy. Jeśli stwierdzi, że ludzi jest za dużo, a on sam nie może stracić tyle czasu w kolejce, ma szansę bez wychodzenia z domu czy z biura zdecydować o przełożeniu swojej wizyty w starostwie.
Kamery w urzędzie to nie tylko zalety, ale mogą okazać bronią przeciwko kierownictwu. Taka sytuacja miała miejsce w zeszłym roku w Czeladzi. Tamtejsi urzędnicy domagający się podwyżek powiesili przed kamerą, która w internecie stale nadawała obraz z holu urzędu, transparenty z hasłami żądania wzrostu wynagrodzeń. Nic więc dziwnego, że wówczas ogólnodostępny obraz z kamery bardzo szybko wyłączono.
Niezależnie jednak od tego, jaki ma być główny cel działania kamer w gminie, należy pamiętać, by uruchamiać go z głową. Tylko wtedy będzie pożyteczny.
Jak finansować
Decyzję o zainstalowaniu kamer podejmują władze gminy, ponieważ to one są najczęściej obciążone finansowaniem całego przedsięwzięcia, a potem zostają jego właścicielem. Nie oznacza to jednak, że pieniądze na realizację tego celu nie mogą płynąć z innych źródeł niż gminna kasa.
W wydatkach mogą partycypować zarówno służby mundurowe, jak i Unia Europejska. W rozdysponowywaniu środków z tej ostatniej pomagają chociażby urzędy marszałkowskie w województwach lub nawet same firmy oferujące usługę wdrażania monitoringu. Z kolei policja dorzuca się do przedsięwzięcia, bo system kamer pozwala obniżyć koszty walki z przestępczością, więc poniesione raz wydatki i tak się zwrócą.
Walcząc o unijne dofinansowanie samorządowcy powinni jednak zachować ostrożność, bo można na tym stracić. Ostatnio przekonali się o tym łodzianie. Budową nowoczesnego systemu monitoringu miała się tam zająć straż miejska. Oprócz walki z wandalami czy kieszonkowcami sieć kamer miała służyć do łapania kierowców naruszających przepisy i karania ich mandatami, co tylko wzbogacałoby kasę straży. Niestety, okazało się, że funkcjonariusze nie mogą zarabiać na systemie monitoringu stworzonego za unijne środki. Pula rzędu kilkunastu milionów złotych więc przepadła.
Przedsiębiorca wspomoże
Jedną z ciekawszych form pozyskania środków jest sięgnięcie do prywatnych kieszeni. W końcu przedsiębiorcom, którzy w mieście prowadzą swoje interesy, jak restauracje, sklepy czy banki zależy na tym, by mogli działać w bezpiecznym otoczeniu. Monitoring może w tym pomóc. Dlatego środki na jego stworzenie można zbierać za pośrednictwem założonej przez samorządowców fundacji. Zgromadzi ona środki od sponsorów na sfinansowanie inwestycji, którą następnie trzeba będzie szczegółowo zreferować. W razie trudności z dopięciem lokalnego budżetu można również poszukać prywatnej firmy, która bezpłatnie zbuduje sieć kamer. W takim przypadku gmina będzie musiała regularnie płacić jedynie za dzierżawę systemu.
Najczęściej plany uruchomienia gminnego monitoringu spotykają się z akceptacją lokalnej wspólnoty. Można to wykorzystać, organizując referendum wśród mieszkańców na rzecz samoopodatkowania się na cel publiczny mieszczący się zakresie kompetencji gminy, a do takich bez wątpienia należy uruchomienie systemu kamer. Taka forma pozyskania pieniędzy oznacza co prawda dodatkowe obciążenie dla samych obywateli, ale jednocześnie mają oni gwarancję, że środki nie utoną w ogólnym budżecie gminy, tylko pójdą na daną inwestycję. Tematykę obywatelskiego plebiscytu reguluje ustawa z 15 września 2000 r. o referendum lokalnym (Dz.U. z 2000 r. nr 88, poz. 985 z późn. zm.). Wybierając ten wariant należy mieć na względzie że organizacja referendum kosztuje, więc władze gminy, decydując o jego przeprowadzeniu, muszą rozważyć, czy bardziej nie kalkuluje się wysupłanie środków na monitoring wizyjny z już posiadanego budżetu.
Oprócz początkowych nakładów utrzymanie monitoringu wizyjnego kosztuje również później, dlatego decydując się na uruchomienie systemu samorządowcy powinni zarezerwować odpowiednie środki na ten cel. System może przecież wymagać udoskonaleń, modernizacji czy napraw.
Najważniejsze współdziałanie
Niezależnie od tego, którą opcję finansowania monitoringu się wybierze, najważniejsze jest skoordynowanie działań. O ile zainicjowanie inwestycji może pochodzić od lokalnego ratusza, o tyle dalsze działania muszą następować w porozumieniu z miejscowymi jednostkami policji i straży gminnej. To te podmioty potrafią najlepiej wykorzystać potencjał nowoczesnych rozwiązań.
Na początek przydaje się wykonanie szczegółowej analizy, w której potrzeby gminy i sugestie funkcjonariuszy zderzają się z możliwościami finansowymi danej jednostki samorządu terytorialnego. Szczegółowe badanie połączone chociażby z konsultacjami społecznymi poprzedzające zakup i wdrożenie systemu pozwala uniknąć popełnienia najczęstszych błędów. Wśród nich można wymienić korzystanie z przestarzałego sprzętu, instalowanie kamer w miejscach nieoświetlonych albo stosowanie urządzeń, które nie nadają się do identyfikowania nagranych osób, jeśli nie w dzień, to po zmroku. Część samorządów zapomina zabezpieczyć się przed niezapowiedzianymi przerwami w dostawach prądu, wobec czego w razie awarii linii przesyłowych system przerywa działanie. Niefortunne okazuje się również działanie polegające na koncentracji rozmieszczenia kamer w jednym określonym miejscu. W efekcie teren objęty monitoringiem staje się co prawda bezpieczniejszy, ale patologiczne zdarzenia są wtedy spychane w inne rejony gminy. Najlepiej więc, gdy sieć kamer obejmuje cały obszar danej jednostki samorządu terytorialnego. Na to trzeba oczywiście pieniędzy.
Niezwykle ważną częścią całego systemu jest centrum zarządzania monitoringiem. Wygodne jest rozwiązanie, w którym jest ono ulokowane przy komisariacie policji lub straży gminnej. Nie tylko ułatwia to wyszukanie odpowiedniej kadry do obsługi systemu, lecz także pozwala szybko reagować na nadużycia dostrzeżone przez oko kamery, na przykład przez wysłanie patrolu w odpowiednie miejsce.
Niektóre miasta tworzą odrębne jednostki budżetowe związane z uruchomieniem systemu kamer. Taki podmiot pod nazwą - Zakład Obsługi Systemu Monitoringu - funkcjonuje w Warszawie. W sposób kompleksowy zajmuje się on sprawami z rzeczonego zakresu, mając do dyspozycji ponad czterysta zainstalowanych kamer. Zajmuje się zarówno formalnościami, jak prowadzeniem dokumentacji na stanowiskach oglądowych, opracowywaniem analiz efektów funkcjonowania systemu czy sporządzaniem rocznych sprawozdań z uzyskanych w wyniku pracy operatorów systemu efektów działalności. Jednocześnie jednostka prowadzi gospodarkę zaopatrzeniową wynikającą z potrzeb obsługi systemu, a także inicjuje działania i współpracuje z innymi instytucjami przy rozwoju systemu. Podobne nowoczesne centrum zarządzania funkcjonuje na przykład w Lublinie. Powołanie takiej jednostki, choć kosztowne, znacząco ułatwia zarządzanie monitoringiem, bo w ręku jednego podmiotu skupione zostają wszystkie czynności.
"Dzięki systemowi obserwacyjnemu obywatele, którzy dopuszczają się wykroczeń, przestępstw, nie mogą czuć się bezkarni. Szybka reakcja Policji czy Straży Miejskiej poprawia statystyki bezpieczeństwa i wpływa na poprawę poczucia bezpieczeństwa mieszkańców jak i przyjezdnych" - czytamy na stronie internetowej Zakładu Obsługi Systemu Monitoringu.
Nie tylko na ulicy
Wykorzystanie kamer przez lokalne władze nie musi się ograniczać do przestrzeni zewnętrznych. Część samorządowców chętnie sięga po nowoczesne rozwiązania także w prowadzonych przez siebie zakładach i jednostkach organizacyjnych.
Dobrym przykładem są tu szkoły, dla których gmina lub powiat są podmiotami prowadzącymi. Instalowanie tam kamer pozwala walczyć zarówno z błahymi problemami, jak wagarowanie (czujne oko kamery obserwuje, kto opuszcza budynek w czasie lekcji zamiast po niej), jak i znacznie poważniejszymi, typu przemoc wśród uczniów czy dewastowanie obiektu przez chuliganów. Decydując się na takie rozwiązanie należy pamiętać, że choć nie ma kompleksowej regulacji prawnej dotyczącej stosowania monitoringu wizyjnego, władze szkoły muszą dbać o to, by nagrania z kamer nie dostały się w niepowołane ręce, bo to mogłoby naruszyć prawa uczniów do ochrony danych osobowych.
Ostrożnie w szpitalu i izbie wytrzeźwień
Innymi instytucjami wykazującymi potrzebę uruchomienia sieci kamer są podmioty zajmujące się ochroną zdrowia. Tu generalny inspektor ochrony danych osobowych zaleca ostrożność i stosowanie się do zasady adekwatności. W praktyce oznacza ona, że kamery w szpitalach czy przychodniach powinny pojawiać się jedynie w tych miejscach, gdzie jest to rzeczywiście konieczne, chociażby na oddziałach intensywnej terapii, gdzie znajdują się pacjenci wymagający stałej obserwacji specjalistów.
Nieco inaczej wygląda sytuacja w izbach wytrzeźwień. W tym przypadku samorządy niezwykle chętnie decydują się na instalowanie kamer, bo to znacznie ułatwia pracę z nietrzeźwymi. Tymczasem rzecznik praw obywatelskich (RPO) zwrócił niedawno uwagę, że filmowanie osób znajdujących się w takich izbach może być nielegalne, bo podstawa do takiego działania nie ma swojego umocowania w ustawie. Utrwalając wizerunek nietrzeźwych, mocno ingeruje się przecież w ich prywatność. Na razie samorządowcy nie muszą obawiać się sankcji, RPO liczy bowiem, że ustawodawca przeprowadzi odpowiednie zmiany legislacyjne i wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie nie będzie konieczny.
Wymierne korzyści
w zwiększa komfort mieszkańców poprzez poprawienie poczucia bezpieczeństwa,
w wywiera skutek prewencyjny - zniechęca do dokonywania naruszeń prawa,
w pozwala kontrolować ruch uliczny,
w stanowi źródło dowodów przeciwko sprawcom przestępstw i wykroczeń w gminie.
Ważne
O ile o inicjatywie inwestycji w monitoring decyduje samorząd, o tyle dalsze działania powinny następować w porozumieniu z miejscową jednostką policji i strażą gminną
Ważne
Choć nie ma kompleksowej regulacji prawnej dotyczącej stosowania monitoringu wizyjnego, władze szkoły muszą dbać o to, by nagrania z kamer nie dostały się w niepowołane ręce, bo to mogłoby naruszyć prawa uczniów do ochrony swoich danych osobowych
Kłótnie radnych w internecie
W obecnej kadencji samorządów lokalni włodarze coraz chętniej decydują się na uruchomienie transmisji obrad rady gminy w internecie - to zupełnie inny sposób wykorzystania nowoczesnych technologii. Pomysł jest prosty. W czasie sesji radnym towarzyszą kamery, które nagrywają przebieg ich posiedzenia, a sygnał trafia bezpośrednio do sieci, najczęściej na stronę internetową gminy lub lokalnych mediów elektronicznych. Część jednostek umieszcza w internecie także archiwalne nagrania z sesji, zazwyczaj można znaleźć je w biuletynach informacji publicznej.
Niezaprzeczalnym atutem takiego rozwiązania jest to, że dzięki niemu w prosty i wygodny sposób radni mogą wypełnić ustawowy obowiązek jawności ich obrad dla publiczności. W końcu gdy mieszkańcy mają do wyboru wygodniejsze rozwiązanie obejrzenia posiedzenia w sieci lub osobiste pofatygowanie się do urzędu w celu wysłuchania rajców, zazwyczaj postawią na pierwszą opcję. A wtedy zniknie problem dla władz, by wyszukiwać duże sale obrad, w których pomieszczą się wszyscy chętni mieszkańcy. O tym, że takie trudności się pojawiają, przekonali się niedawno w Starostwie Powiatowym w Puławach. Sesja miejscowych radnych cieszyła się takim zainteresowaniem, że nie wszyscy pomieścili się w sali obrad, co wywołało spore niezadowolenie publiczności. Tego ostatniego można było uniknąć, gdyby w starostwie funkcjonowało opisywane rozwiązanie transmisji internetowej.
Piotr Pieńkosz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu