Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Budżet partycypacyjny tylko z nazwy

3 lipca 2018

Tylko co dziesiąty projekt spełnia kryteria "obywatelskości". Za pieniądze, które de facto powinni wydawać mieszkańcy, lokalne władze remontują szkoły albo - co gorsza - wykorzystują je w celach politycznych

W wielu miastach trwają lub właśnie zakończyły się głosowania mieszkańców nad projektami realizowanymi w ramach budżetów obywatelskich. Idea tej formy inwestycji miała być prosta i klarowna: radni wyodrębniają ułamek pieniędzy z lokalnego budżetu na poczet obywatelskiego. Następnie grupy mieszkańców zgłaszają projekty do realizacji. Ostatecznie brane pod uwagę są te, które zdobędą największe poparcie w głosowaniu. Tyle teorii.

W praktyce przez kilka lat funkcjonowania nowego narzędzia samorządy nie wypracowały nawet jednolitych zasad (np. w zależności od wielkości gminy) dotyczących tego, jak budżety powinny być wdrażane, aby zapewnić im przejrzystość i wiarygodność.

Niektóre samorządy odgórnie określają, jaka może być maksymalna wartość projektów. We Wrocławiu koszt jednego nie może przekroczyć 1,5 mln zł. W Suwałkach z dwumilionowej puli 1,4 mln zł będzie przeznaczone na projekty o wartości od 100 do 700 tys. zł, a pozostałe 600 tys. zł - na małe projekty o wartości do 100 tys. zł. W ten sposób samorządy próbują wyrównywać szanse.

Z drugiej strony nie brakuje gmin, w których pojedyncze propozycje rozbijają bank, zgarniając niemal całą pulę środków przeznaczonych na budżet obywatelski. W Rzeszowie z 6 mln zł przeznaczonych na zadania inwestycyjne ponad 90 proc. kwoty trafi na projekt upiększenia Parku Papieskiego (m.in. budowa fontanny, strumienia, sceny). Jeden projekt zdominował też głosowanie na warszawskim Ursynowie. Chodzi o budowę integracyjnego ośrodka dla osób niepełnosprawnych za 3 mln zł. Projekt lansowany był przez jedno ze stowarzyszeń. Jak się okazało, jedna z dzielnicowych radnych jest członkinią wspomnianego stowarzyszenia i zasiada w zespole ds. budżetu partycypacyjnego opiniującego zgłaszane projekty.

Zdaniem burmistrza dzielnicy Piotra Guziała kontrowersje podsycają politycy PO przed jesiennymi wyborami lokalnymi. - To nie dzielnice odpowiadają za regulamin, ale władze miasta. Regulamin nie zakazywał zasiadywania w zespole opiniującym osobom związanym z wnioskodawcami - komentuje Guział. - Zgłosiłem postulat, by nie było możliwości zbierania kart do głosowania poza komisją albo by głosowanie odbywało się tylko internetowo. Wyeliminowałoby to możliwość drukowania sobie formularzy, masowego zbierania podpisów i przynoszenia kart z zewnątrz - dodaje.

Jego zdaniem wszystkie pozostałe projekty, które nie zakwalifikowały się do dofinansowania, i tak zostaną zrealizowane. Ale już w ramach normalnego budżetu dzielnicy w latach 2014-2016. - Kosztować to będzie ok. 12 mln zł, co przy stumilionowym budżecie nie jest wygórowanym wydatkiem - dodaje.

W wielu częściach Polski mieszkańcy wysuwają oskarżenia, że ich miasto czy gmina realizuje własne zadania inwestycyjne pod płaszczykiem budżetu partycypacyjnego. Takie głosy pojawiły się w Tarnowie, gdzie większość zwycięskich projektów to inwestycje związane z oświatą - remonty szkół czy przedszkoli, za których stan samorząd powinien odpowiadać własnym budżetem. Władze Zakopanego, by uniknąć podobnych kontrowersji, zdecydowały, że w przypadku tamtejszego budżetu obywatelskiego projektów nie będą mogły składać jednostki gminne czy powiatowe, czyli np. szkoły.

Nawet to, kto jest uprawniony do głosowania na projekty zależy od widzimisię samorządów. Przykładowo w Poznaniu mogą to robić mieszkańcy posiadający czynne prawo wyborcze, osoby mające więcej niż 16 lat zameldowane w mieście oraz osoby studiujące w Poznaniu. Z kolei we Wrocławiu prawo do udziału w konsultacjach ma każdy pełnoletni mieszkaniec.

Gorsze jednak od braku jasnych regulacji są próby wykorzystywania budżetów w celach politycznych. - Budżety sprowadzono do rangi plebiscytów. Jeden z burmistrzów na swoim prywatnym Facebooku zamieścił propozycje do realizacji i zapewnił, że wygra ta, która zdobędzie największą liczbę polubień. To karykatura budżetu obywatelskiego - uważa Jarosław Makowski, szef Instytutu Obywatelskiego.

Z badań instytutu wynika, że zaledwie co dziesiąty projekt spełnia wszystkie kryteria wynikające z definicji budżetu partycypacyjnego. - Wielu samorządowców zamawia strategie w zewnętrznych firmach, które opierają się na wcześniej sporządzonych schematach - wskazuje Makowski.

Nie wszyscy samorządowcy wierzą, że budżety obywatelskie sprawdzają się w Polsce. - Uważam, że należy dawać ludziom narzędzia rzeczywiste, a nie atrapę - komentuje Marek Miros, burmistrz Gołdapi i wiceprezes Związku Miast Polskich. Wskazuje, że w jego mieście znacznie lepiej sprawdzają się fundusze sołeckie, wspierające pojedyncze sołectwa i na które samorząd otrzymuje dofinansowanie z budżetu państwa. - Partycypacja społeczna powinna się poszerzać. Ale tak naprawdę rady miejskie i gminne wydzielają na tyle nikłe środki z budżetu, że można się zastanawiać, jakie motywacje nimi kierują przy ustalaniu budżetu obywatelskiego - dodaje samorządowiec.

@RY1@i02/2014/160/i02.2014.160.00000060a.804.jpg@RY2@

MATERIAŁY PRASOWE

Tarnów, Ryszard Ścigała.

Tutaj budżet obywatelski przeznaczony zostanie na remonty szkół i przedszkoli

@RY1@i02/2014/160/i02.2014.160.00000060a.805.jpg@RY2@

MATERIAŁY PRASOWE

Wieliczka, Artur Kozioł.

Za 700 tys. powstanie tu aż 11 placów manewrowych do nauki jazdy samochodem

@RY1@i02/2014/160/i02.2014.160.00000060a.806.jpg@RY2@

TADEUSZ POŹNIAK/MATERIAŁY PRASOWE

Rzeszów, Tadeusz Ferenc.

5,5 mln zł (90 proc. budżetu)wyniesie budowa fontanny, sceny i strumienia w parku

Tomasz Żółciak

 tomasz.zolciak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.