Zasady in-house nie wprowadzimy tylnymi drzwiami
Rozmowa z Januszem Ostapiukiem, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Środowiska
Czy jest szansa na szybkie przyjęcie poselskiego projektu nowelizacji ustawy z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 1399)? Tak, żeby zmiany obowiązywały już od 2015 r.?
Po ubiegłotygodniowych wspólnych obradach dwóch komisji: ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa, a także samorządu terytorialnego i polityki regionalnej jestem dobrej myśli. Zaakceptowane zostały propozycje wszystkich zmian, poza jedną, choć - nie ukrywam - niezwykle ważną.
Co jest tą kwestią sporną?
Chodzi o punkt związany z wykonaniem orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego wprowadzenia do ustawy maksymalnej stawki opłat za odpady.
Dlaczego nie udało się uzyskać akceptacji?
Jest kilka opcji ustalenia maksymalnych stawek. Było chyba zbyt mało czasu, żeby na ten temat wypowiedziały się samorządy, a posłom zależy, żeby skonsultować ten punkt z lokalnymi władzami. Liczę, że uda się pozyskać takie opinie przed drugim czytaniem i zmiana zostanie przyjęta. Ale jeżeli nadal będzie kwestią sporną, to być może zostanie przesunięta do rządowego projektu ustawy. Wolałbym, żeby jedna sprawa nie opóźniała przyjęcia pakietu ważnych dla samorządów zmian.
Jakie są pomysły na stawkę maksymalną?
Pierwsza, tzw. ekspercka wynika z kalkulacji faktycznie ponoszonych kosztów odbioru, transportu i zagospodarowania odpadów, a także prowadzenia akcji informacyjnej. Drugi mechanizm opiera się na założeniu, że maksymalna stawka nie powinna przekraczać 2 proc. dochodu rozporządzalnego, jakim dysponuje każdy obywatel (w 2013 r. w skali kraju wyniósł on wg GUS 1299 zł na osobę - red.). Dla każdego województwa stawka byłaby inna, bo Główny Urząd Statystyczny podaje dochody rozporządzalne dla poszczególnych regionów. Ta propozycja jest uznawana za bardziej sprawiedliwą, obywatelską. Jej zaletą jest też to, że nie wymaga wyliczania corocznie maksymalnej stawki, bo jest to pewien algorytm. Zależy nam na jej przyjęciu.
Kwestia opłat to tylko jedna z kilkudziesięciu zmian. Nie obawiacie się państwo, że gminy pogubią się we wdrażaniu zmienionych regulacji?
Nie. Przepisy, które proponujemy, są dostatecznie klarowne, a ich rolą nie jest wywracanie obecnego systemu, a jedynie uporządkowanie pewnych kwestii. Mają ułatwić życie, a nie je utrudnić. Jak choćby rozszerzenie możliwości wykorzystania nadwyżek z opłat za śmieci.
Co można będzie z nimi zrobić?
Nadwyżki z opłat gmina będzie mogła przeznaczyć na różne cele związane z gospodarką odpadami. Dotychczas mogła tylko finansować odbiór i przetwarzanie odpadów. To ograniczało pole działania. Po zmianach samorząd będzie mógł choćby posprzątać przydrożne rowy czy uporządkować śmieci z parkingów.
Do wielu sporów dochodzi przy opłatach od domów letniskowych, czy ta kwestia zostanie rozwiązana?
Będzie opłata ryczałtowa za nieruchomości letniskowe. Dzisiejsze zasady pozwalają właścicielom takich obiektów na stosowanie zasady "odpady zabieram ze sobą" i w konsekwencji lasy wokół wsi letniskowych zasypywane są odpadami. Te przepisy trzeba koniecznie poprawić.
Wiele wskazuje na to, że nie tylko śmieci z daczowisk, ale i odbierane legalnie nie zawsze trafiają we właściwe miejsca...
W Polsce w 2013 r. według sprawozdań sporządzonych przez samorządy odebraliśmy 10,2 mln ton odpadów, a według szacunków niektórych specjalistów powinno to być 12 mln ton. Może wyprodukowaliśmy ich mniej, ale może różnica wynika też z tego, że samorządy, które rozstrzygnęły wspólny przetarg na odbiór i zagospodarowanie odpadów, nie zawsze pilnują, gdzie takie śmieci trafiają. Zresztą same się do tego przyznają.
Mogą przecież śledzić śmieciarki za pomocą GPS-ów, dzięki czemu wiedzą, gdzie trafiają odpady. Czy zostanie zatem wprowadzony obowiązek wyposażenia śmieciarek w GPS?
Nie. Nadal będzie to tylko możliwość. Stosowanie takiego systemu kontroli rodzi koszty po stronie samorządów. Nie wszystkie jednostki udźwignęłyby ten ciężar. Uważam jednak, że ochrona środowiska jest taką dziedziną życia społecznego, gdzie nadzór nad podmiotami działającymi w branży powinien być rozwinięty.
Jakie rozwiązanie państwo proponujecie?
Dobrym rozwiązaniem, które ma zostać wprowadzone w ramach poselskiej nowelizacji, jest organizowanie dwóch przetargów. Oddzielnie na odbiór, oddzielnie na zagospodarowanie odpadów oraz obowiązek wskazania w specyfikacji istotnych warunków zamówienia instalacji, do której zostaną dostarczone odpady z terenu gminy. Dziś ceną za niskie stawki jest to, że odpady trafiają do najtańszej instalacji, często na zwykłe wysypisko. Po zmianach gmina najpierw wybierze RIPOK, a dopiero potem firmę operatorską, która z góry będzie wiedziała, gdzie ma odwozić zebrane odpady. Pragnę jednak podkreślić, że rozdzielenie przetargów nie jest próbą wprowadzenia tylnymi drzwiami reguły in house.
In-house budzi olbrzymie kontrowersje...
To prawda, dlatego nie prowadzimy nad nią prac w gorącym okresie samorządowej kampanii wyborczej. To zmiana systemowa i musi poczekać na projekt rządowej nowelizacji. Już teraz jednak wiemy, że będzie to proces skomplikowany. W kwestii przetargów spotykają się dwa przeciwstawne interesy i trzeba zrozumieć obie grupy. Po pierwsze są na rynku prywatne firmy odpadowe, które poprzez wygranie przetargów nabyły pewne prawa i zajmują się odbiorami i przetwarzaniem odpadów. Po drugie - na rynku działają firmy samorządowe też świetnie wyposażone, dysponujące dobrymi instalacjami. Pomiędzy nimi trwa normalna rynkowa rywalizacja i jej nie powinno się zakłócać. Są obawy, że z chwilą, gdy samorządy będą mogły z wolnej ręki udzielić zamówienia swoim podmiotom, to bezrefleksyjnie to zrobią. Kolejnym aspektem, którego nie możemy zgubić w tych rozważaniach, jest to, że stopień zainwestowania w przedsiębiorstwach samorządowych jest większy niż w wielu prywatnych firmach. Samorządowe miały i mają duży dostęp do różnych źródeł tanich pieniędzy. W konsekwencji najbardziej nowoczesne instalacje do mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów, czy też budowane spalarnie należą w większości do przedsiębiorstw samorządowych i zasadne jest, by gmina korzystała z tego, co stworzyła za pomocą własnych nakładów finansowych.
To są aspekty, które musimy poddać pod dyskusję i wziąć pod uwagę przy ewentualnym rozważaniu zasady in house. Na pewno odbędziemy na ten temat niejedną dyskusję społeczną. Poseł Tadeusz Arkit zapowiedział, że jeszcze w październiku zorganizuje w Sejmie pierwszą debatę na ten temat.
Następny spór dotyczy tego, czy nie ograniczyć selekcji, a więcej odpadów spalać?
Obowiązują nas wymogi unijne. W 2020 r. musimy osiągnąć 50 proc. odzysku materiałowego i recyklingu czterech frakcji: tworzyw sztucznych, papieru, szkła, metali. Jeżeli wytwarzamy w Polsce 10,2 mln ton odpadów, to z ich morfologii wynika, że w roku 2020 musimy osiągnąć ok. 3,4 mln ton odzysku materiałowego. Druga wielkość, którą wyliczamy na około 3,6 mln ton, to są odpady, które w sortowniach stanowią frakcję podsitową wymagającą przede wszystkim obróbki w wyniku której nastąpi degradacja frakcji biologicznej, potem nastąpi obróbka fizyczna gdzie jeszcze odzyska się część surowców oraz kompost nadający się do użycia. To razem daje nam ok. 7 mln ton. Czyli termicznie możemy przetworzyć do 3,2 mln ton rocznie. Jeżeli obecnie cementownie zużywają ok. 1,2 mln ton paliwa pochodzącego z odpadów, w budowie mamy 6 spalarni o łącznej przepustowości około 1,1 mln ton których celem jest m.in. odzysk energii, to z tej matematyki nam wynika, że możemy jeszcze około 900 tys. ton poddać przetworzeniu termicznemu. I nic więcej, bo najważniejszy jest i będzie odzysk materiałowy, na który w przyszłej perspektywie finansowej poświęcimy najwięcej pieniędzy.
@RY1@i02/2014/190/i02.2014.190.08800020a.802.jpg@RY2@
WOJTEK GÓRSKI
Janusz Ostapiuk podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska
Rozmawiali Zofia Jóźwiak Piotr Pieńkosz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu